Mimo że było sobotnie popołudnie, to pięć Gryfonek spędzało ten czas w
dormitorium. Trzy dziewczyny siedziały na podłodze i pisały esej z
transmutacji, czwarta leżała na swoim łóżku z grubą książką i dwoma lusterkami
dwukierunkowymi. Oprócz tego obok brunetki były też inne lusterka, znacznie
większe niż te, które pożyczyła od Syriusza i Jamesa. Piąta dziewczyna
siedziała w łazience i szykowała się na kolejny wypad z Gregorym Nurmanem.
Dziewczyny co jakiś czas wymieniały się jakimiś uwagami dotyczącymi eseju, a
Dorcas co chwilę przeklinała.
– Szlag! Szlag! Jasny szlag! – Od kilku dni to było jej ulubione przekleństwo,
ale tym razem był to okrzyk radości. Reakcja przyjaciółek była mniej
entuzjastyczna niż jej. Jessica przeklęła siarczyście, bo kałamarz wylał się na
pergamin z esejem.
– Zróbcie coś z tym, błagam! – Blondynka była bliska łez widząc jak plama powiększa
się i zasłania dużą część wypracowania. Rzuciła się na sweter, bo myślała, że
pod nim miała różdżkę, ale Jane ją uprzedziła i kleks zniknął. – Dzięki ci!
– Proszę bardzo. – Jane przetarła oczy i zaczęła sprawdzać swoją
pracę.
– Ej! – Dorcas patrzyła na nie urażona.
– Dajże spokój. – Jęknęła Lily gryząc przy tym swoje cukrowe
pióro. – Uczymy się.
– Cudownie! – Meadows wstała ze swojego łóżka i przemówiła z
taką dumą w głosie, jakby wynalazła antidotum na wilkołactwo. – Właśnie udało mi się ustalić jakie zaklęcia
zostały użyte, do stworzenia tych lusterek.
– Dobra, słuchamy cię. – Jane podniosła ręce do góry i odłożyła esej na
bok. Prawie tak samo zrobiła Lily i Jessica.
– Od początku sierpnia czytam tą księgę. Są tam
pomocnicze zaklęcia do wykrywania innych zaklęć. Taki podręcznik dla
początkujących. – Zaczęła z wielkim
uśmiechem na twarzy i machnęła ręką. – Chłopaki dali mi swoje lusterka i próbowałam
na nich niektórych zaklęć. Na podstawie następstw wiem, jakich zaklęć użyto,
żeby była łączność między nimi. Jak mi się uda zdobyć odpowiednie lustro, to za
kilka tygodni mogłabym spróbować zrobić coś takiego.
– Za kilka tygodni? – Jessica uniosła brwi do góry, jakby to było za
długo. Meadows spojrzała na drzwi od łazienki, które otworzyły się i do
dormitorium wyszła Katherina. – O kurka.
– Merlinie, Katherina! Jakżeś się ubrała? – Zapytała ją Evans matczynym tonem, a Dorcas
parsknęła śmiechem. Była pod wrażeniem, że Jane i Lily dobrze znosiły to, że
Parkes tak często wymyka się ze szkoły.
– No co? – Niby się zdziwiła. Przygładziła przyczesane
włosy teatralnym ruchem ręki i okręciła się wokół własnej osi.
– Coś ty z sobą zrobiła? Katy... Gdzie znów
idziesz? – Zapytała ją Jane wyraźnie
zmartwiona.
– Umówiłam się. – Odwróciła wzrok. – Jakby co to mnie kryjcie. Postaram się wrócić
jutro przed południem.
– Jutro przed południem? – Jane prawie krzyknęła. Dorcas czuła, że Elliot
pewnie rozmyśla to, żeby dać przyjaciółce szlaban, byleby ją tylko zatrzymać w
Hogwarcie.
– Będziemy w kilku miejscach. – Wzruszyła ramionami, jakby od niechcenia i
zaczęła pakować małą torebkę.
– Katherina, byłam nieco uspokojona, kiedy
ostatnimi czasy wymykałaś się, żeby być na koncercie Fatalnych Jędz i tego
twojego Grega, ale to było w Londynie, gdzie ataków jeszcze nie ma. Nie możesz
dziś sobie odpuścić, jeśli ten twój Greg chce cię ciągnąć po całej Anglii?
Wiesz jakie to niebezpiecznie tak często zmieniać miejsce w ciągu nocy? Poza
tym nadal boisz się teleportacji, nawet tej łącznej, a w Błędnym Rycerzu możecie
trafić na jakiś dupków. – Teraz Dorcas
miała zatroskany głos, bo co do Londynu jeszcze była przychylna, tak
odwiedzenie innych miejsc w kraju, było dla niej lekkomyślne.
– Poproszę, żebyśmy byli tylko w Londynie. – Parkes uśmiechnęła się do niej lekko. – Jak będą chcieli imprezować, gdzieś indziej to
wrócę do Hogwartu. Nie martwcie się, nie jestem tam sama, a poza tym, kto by
mnie chciał zaatakować?
– Och... Czy to nie ty miałaś największą obstawę
na początku roku? Czy to nie twój ojciec pracuje w Departamencie Przestrzegania
Prawa Czarodziejów? Czy to nie twoi rodzice mają co chwilę misje? Jesteś łatwym
celem Katy. Wystarczy, że wystawisz nos poza Hogwart, a mogą cię dorwać i tym
zmusić twoich rodziców do współpracy. Nawet w Hogsmeade musisz uważać. Jak to
sobie wyobrażasz? Idziesz nie wiadomo z kim, nie wiadomo gdzie. Na różnych
ludzi można trafić. – Mówiła jej nadal
zatroskanym głosem. Sama nie była grzeczną dziewczynką, ale z pewnych rzeczy
wyrosła i nie chciała, żeby coś przykrego stało się przyjaciółce.
– Pożyczę od Jamesa pelerynę, więc jak coś się
będzie działo, to się ukryję i wrócę. Jestem już umówiona. – Katherina podeszła w stronę drzwi. – Nic mi nie będzie. A idę z Gregiem do jakiegoś
klubu. Nasi ojcowie pracują razem, więc nie jest anonimowy.
Meadows spojrzała na nią i nie była przekonana. Nie mogła się doczekać
połowy października, aż blondynka przestanie wymykać się z Hogwartu.
*******
Czuł się jak na jakimś tajnym zebraniu i jakby ktoś za chwilę miał go
zacząć przesłuchiwać. Chłopaki uparli się, że musi zrobić jedną, małą rzecz i
będą mieć pewność, że mogą mu ufać.
– Cel twojej misji znajduje się w gabinecie
woźnego. – Zaczął poważnie Syriusz. – Na wykonanie zadania dajemy ci kwadrans. Akcja
zaczyna się pół godziny po ciszy nocnej.
– Twój cel jest ukryty w jednej z szuflad
woźnego. Masz go znaleźć i przynieść nam do tajnego przejścia za gobelinem na
drugim przejściu. – James kontynuował
wypowiedź Syriusza.
– Twój cel to stary notes. Kartki są w nim puste
i trochę brzydkie. To cenna dla nas rzecz. – Powiedział Remus siląc się na poważny ton.
Miał coś powiedzieć, ale ktoś zapukał do drzwi.
– Mam sprawę James. – Katherina stanęła w drzwiach, a on rozdziawił
usta. Wyglądała jak spełnienie jego snów.
– Katy... Jak ty się ubrałaś? – Zacmokał Syriusz, jakby mu nie odpowiadał jej
strój. Spojrzała na niego z politowaniem, otulając się ciaśniej płaszczykiem do
kolan. Wyglądała, jakby nic pod nim nie miała i skarcił się w myślach, że jego
fantazje zmierzają w dziwnym kierunku.
– Wychodzę, tato. – Pokazała Łapie język i zwróciła się do Jamesa.
– Pożyczysz mi znów pelerynę?
– Gdzie idziesz? – James wysunął kufer spod łóżka i wyjął z niego
lśniący materiał. Ale po co Katherinie dodatkowe okrycie?
– Umówiłam się z Gregiem. – Wzięła od niego pelerynę i rozłożyła ją.
Dostrzegł zachwyt w jej oczach, gdy pogładziła materiał.
– Gdzie będziesz? – Zapytał ją Potter, a ona uśmiechnęła się
lekko.
– W Londynie, James. Miło, że się o mnie
martwicie. Ale muszę już zmykać. – Uśmiechnęła się szelmowsko i zarzuciła na
siebie pelerynę. Will krzyknął, gdy nagle zniknęła i usłyszał jej głośny
śmiech.
– Pierwsza tajemnica Huncwotów, to peleryna
niewidka! Udanej zabawy, chłopcy!
*******
Uśmiechał się sam do siebie, gdy obserwował jak woźny Filch wyszedł ze
swojego gabinetu, szybko zamykając drzwi na klucz. Słyszał ciche mamrotanie
woźnego. Odetchnął z ulgą, kiedy woźny zniknął za rogiem korytarza i co tchu
kuśtykał na piąte piętro, gdzie kilka sekund temu łajnobomby wybuchnęły z
wielkim hukiem. Cała naprzód!
Starał się działać jak najszybciej. Kilka kroków i już był tuż przy
drzwiach, które otworzył zaklęciem. Zamek cicho szczęknął i wtedy William
nacisnął na klamkę. Szczerze to nie podobało mu się to pomieszczenie. Zakurzone
półki, ciemne obicia krzeseł i meble. Pod sufitem i na ścianie za biurkiem
wisiały łańcuchy, i wyglądało to raczej na salę do tortur niż gabinet woźnego.
Na środku ustawione było biurko, a na prawo od niego, od podłogi po sam sufit
stały szafki z szufladami. Już wiedział, że Huncwoci nie dali mu łatwego
zadania. Wiedział jedynie, że notes stracili pod koniec piątego roku. Otworzył
dwie szuflady i wiedział, że służą one do przechowywania zarekwirowanych,
podejrzanych przedmiotów. Na wszystkich szufladach woźny naklejał tabliczki z
latami. Kartney uśmiechnął się do siebie, gdy zauważył, że dużą ilość szuflad
zajmują te z lat 1971 – 1976. Słyszał już o tym, że Filch postawił sobie za
punkt honoru, ukarać Huncwotów za ich wszystkie psoty, na jakich ich złapie. Z
ciekawości otworzył kilka szuflad i zaczął się śmiać. Woźny musiał być bardzo
zdesperowany w poszukiwaniu czegoś podejrzanego u chłopaków. W szufladach było
napoczęte, zepsute, opakowanie czekoladowych żab i kilka kart z nich, szalik,
jakieś stare wypracowanie domowe Remusa, butelka Ognistej, nożyk i kilka paczek
papierosów. Otworzył wreszcie te z 1975 roku. Szuflad z tego roku było aż siedem
i były wypełnione aż po brzegi. Szybko przeglądał zawartość każdej. Dopiero
przy szóstej natrafił na notes. Zaklęciem zamknął wszystkie szuflady i zaczął
wzrokiem ogarniać pomieszczenie, czy czasami czegoś przypadkiem nie przesunął.
Drgnął, gdy przez szparę, jaką zostawił w drzwiach weszła ruda kotka woźnego.
Syknął na nią, gdy ta zaczęła przeraźliwie miauczeć, rzucił na nią Silencio i ostrożnie minął ją w
drzwiach. Skręcił w korytarz po lewej stronie, żeby jak najszybciej dotrzeć do
gobelinu na drugim piętrze.
*******
W poniedziałek rano Huncwoci siedzieli na swoich miejscach wielce
zadowoleni. William w sobotę dał sobie radę ze zdobyciem notesu i byli
spokojni, że póki jest u nich, to nikt nie dowie się o mapie Huncwotów. Stary
zeszyt Remusa był skarbnicą wiedzy na temat ukrytych przejść i zaklęć, które
zostały użyte do stworzenia ich skarbu. Gryfoni dziwnie im się przyglądali, bo
siedzieli cicho i tylko się uśmiechali, pewnie sądzili, że wycięli komuś jakiś
numer.
– Kartney! Przyjdź przed transmutacją do mojego
gabinetu. – Profesor McGonagall
przystanęła obok nich, gdy wychodziła z Wielkiej Sali i kiedy odpowiedział jej,
że przyjdzie, wyszła z sali.
– Przed transmutacją... – Zaczął William zastanawiając się na ile minut
przed zajęciami ma się do niej udać.
– Lepiej idź do niej teraz. – Poradził mu Remus, a on wstał i szybko wyszedł
z Wielkiej Sali. Cieszył się, że gabinet profesor McGonagall znajduje się na
pierwszym piętrze, więc nie musiał się bardzo spieszyć.
Zapukał do drzwi i kiedy usłyszał, że ma wejść, to wszedł. Był już u niej
po uczcie powitalnej. Omawiała jego oceny z Magicstadt, potwierdził jakie
przedmioty wybrał i wstępnie określił, co będzie zdawał na owutemach. Profesorka
siedziała za biurkiem i czytała jeden z pergaminów. Kiedy podszedł do biurka
uniosła na niego wzrok i poprosiła, żeby usiadł.
– Mamy niewiele czasu. – Zaczęła zwijając pergamin. – Poszłam z tą sprawą do samego Dumbledore’a i
mam nadzieję, że wykorzystasz szansę jaką chcemy ci dać. Wczoraj otrzymałam
informację z twojej poprzedniej szkoły o programie zajęć z transmutacji. Po korespondencji
z profesorką, która uczyła cię we wcześniejszych latach, wiem, że umiesz o
wiele więcej niż nasi uczniowie. Twoja wiedza na temat transmutacji jest
większa od tego, co wymagamy, a dodatkowo jesteś uzdolniony w tej dziedzinie i
byłabym dumna, gdyby jeden z moich uczniów został animagiem. Profesor
Dumbledore poprowadziłby cię w tym.
– Jaki mam czas namysłu? – Zatkało go szczerze.
– Czas namysłu już się kończy. – Kąciki jej ust lekko drgnęły. – Droga jest długa. Profesor Dumbledore
twierdzi, ze przy dwóch godzinach tygodniowo w tym roku się wyrobicie. Skutki
uboczne znasz doskonale, bo oceniłam pana esej o animagach na ocenę wybitną.
– Dobrze. – Uśmiechnął się do niej szczerze. – Kiedy będzie pierwsza lekcja?
– Dyrektor prosił żebyś przyszedł do niego o osiemnastej.
– Profesorka spoważniała. – Liczę na ciebie William. Nieliczni w tej
szkole mają taką szansę w tym wieku. Dodatkowo jesteś z Gryffindoru i to do
czegoś zobowiązuje.
– Będę się przykładał, pani profesor. – Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
– Możesz już iść. Za chwilę masz transmutację. –
Przypomniała mu i sama wstała od biurka.
Miał zostać animagiem.
Czuł, że kurs w Stanach Zjednoczonych jest na wyciągnięcie ręki.
*******
Drugi tydzień października przypomniał o tym, że jest już jesień. Pierwsze
co usłyszała w sobotni poranek, to krople deszczu uderzające o szyby i
wiedziała już, że ten dzień będzie katastrofą. Powinna być już przyzwyczajona,
że w Anglii często pada, ale po upalnym, suchym lecie oraz ciepłym wrześniu
myślała, że może klimat się zmienił i tak już zostanie na zawsze. Uśmiechnęła
się do przyjaciółek, które szykowały się do wyjścia na śniadanie i po chwili
sama wyszła z łóżka, i szybko się ubrały.
Zeszły do Wielkiej Sali w miarę dobrych humorach, ale kiedy przy stole Jane
otworzyła Proroka Codziennego, to odechciało jej się jeść. Od dwóch tygodni
wydawało jej się, że zagięła czasoprzestrzeń, bo dzień w dzień, dochodziło do
ataków na mugoli, bądź czarodziei, którzy w jakiś sposób bratali się z nimi.
– Cześć! Tydzień po Nocy Duchów będzie wypad do
Hogsmeade! – Powiedział głośno do jej
ucha James i pewnie walnęłaby go, ale wreszcie ktoś przyniósł jej dobre wieści.
Myślała, że wyjście do Hogsmeade zostanie zawieszone przez wzrost liczby
ataków, a uwielbiała tam chodzić.
– Umiesz mi poprawić humor z rana. – Uśmiechnęła się i zabrała się do jedzenia.
Jane nadal przeglądała gazetę, a Jess przeglądała Czarownicę.
– Katy... Patrz! – Cay podsunęła jej pod nos czasopismo, a ona
jęknęła na widok swojego zdjęcia w nim. Greg ją podtrzymywał w talii i wyraźnie
było widać, że ledwo stoi na nogach. Czuła jak na jej policzki wstępuje
rumieniec, kiedy Lily spojrzała na stronicę.
– Przyjęcie w „Kwitnącej Egzystencji” jeszcze
nigdy nie cieszyło się taką popularnością. Na sali można było zobaczyć znane
gwiazdy ze świata muzyki, mody oraz sportu. Wśród tłumu gości można było
zobaczyć między innymi młodego i przystojnego wokalistę, Gregory'ego Nurmana. U
jego boku można podziwiać było uroczą blondynkę, która pod koniec przyjęcia nie
była w stanie sama chodzić. Pomimo tego, że dziewczyna często odpływa na takich
przyjęciach, wokalista chętnie pokazuje się z nią... – Evans przestała czytać i spojrzała na
Katherinę, jakby ją zawiodła.
– Wiem Lily. – Mruknęła blondynka i zarumieniła się jeszcze
bardziej, jak James pochwycił gazetę. Nic nie powiedział, kiedy ją odłożył, ale
wyglądał na złego.
– Jak to ktoś zobaczy i powie McGonagall... – Zaczął, ale nie skończył. Wiedziała, że za to
mogła zostać zawieszona, albo co gorsza, wywalona ze szkoły.
– Miejmy nadzieję, że nic się nie stanie. – Jane spojrzała jeszcze raz na gazetę. – Całe szczęście, że nie jest na okładce.
Mimowolnie parsknęła śmiechem i nie mogła ukryć uśmiechu wdzięczności,
którym obdarzyła przyjaciółkę.
*******
Zastał ją przy małym stoliku. Przed sobą miała kilka, bardzo podobnych zegarków.
Siedziała w najdalszym kącie biblioteki, gdzie był stolik. Półki z książkami zasłaniały
dochodzące światło dzienne i jedynie mała lampa naftowa oświetlała jej stolik.
Obserwował jak usuwa tarcze kolejnym zegarkom i na te miejsca wstawia
malutkie lusterka. Z powrotem nałożyła tarczę. Przyłożyła do zegarka różdżkę i
zaczęła wypowiadać jakieś dziwne zaklęcia. Głos brzmiał jej pewnie, jakby
robiła to całe życie. Prawie nie mógł uwierzyć w to, że różdżka, prowadzona
przez dłoń dziewczyny, mogła wykonywać takie skomplikowane ruchy. Niby były to
kółka, ale często różdżka odbiegała gwałtownie w bok, lub ku górze. Kiedy
skończyła mówić formułki, odłożyła różdżkę na stoliku, a zegarek położyła obok
trzech innych. Zauważył, że w innej części stolika jest ich jeszcze dziewięć.
Przetarła skronie ze zmęczenia i dopiero wtedy spojrzała między półki. Na jej
twarzy pojawił się lekki uśmiech.
– Ile czasu tu stoisz? – Zapytała nieco ochrypłym głosem.
– Tylko chwilkę. – Rzucił beztrosko i podkręcił lampę, żeby
dawała więcej światła. – Oślepniesz.
– Skupiam się lepiej, kiedy mam oświetlone tylko
to, czym powinnam się zająć. – Lubił,
gdy mówiła i przy tym się uśmiechała, bo jej policzki unosiły się i miała lekko
zmrużone oczy. Wyglądała przy tym jakby się z czegoś cieszyła. – Chodź, pokażę ci dlaczego dziewczyny siedzą na
dole.
– Wreszcie ujawnisz rąbka tajemnicy? – Starał się żeby było w tym jak najmniej
ironii, nie wyszło mu jednak. Przysunął krzesło i usiadł obok niej. Ostatnio
prawie cały czas się mijali. On zajął się treningami przed meczem i szukaniem
motocyklu w mugolskich czasopismach, a ona przesiadywała nad książkami.
– Syriuszu... – Skrzywiła się lekko nieco zakłopotana. – Między twoim a Jamesa lusterkiem istnieje
połączenie. Żeby była możliwa komunikacja między tymi przedmiotami potrzeba
zaledwie pięciu zaklęć i lustra ze szkła, które tworzy się z rzadkiego rodzaju
piasku. Te zaklęcia ogólnie nazywa się: przygotowującymi, rozdzielającymi,
utrwalającymi, proteusza oraz wiecznej trwałości. Aby połączenie między
lusterkami było możliwie, to oba muszą pochodzić z tego samego kawałka.
– Czyli ta paczka, którą ostatnio dostałaś, to
było lustro? – Zapytał ją, a ona kiwnęła
głową.
– Nawet nie wiesz jakie drogie jest to lustro. Z
początku myślałam, żeby zrobić nam takie duże, jakie zazwyczaj używamy, ale to
drogie przedsięwzięcie i musiałam wymyślić coś mniejszego. – Powiedziała i wskazała podbródkiem na zegarki.
– Czyli zrobiłaś mnóstwo takich lusterek
łączących? – Skrzywiła się i kiwnęła
głową.
– Tak, ale przy takiej liczbie i takiej
wielkości nie będą chyba działały na duże odległości. Dopiero w święta będę
mogła sprawdzić, czy działają w obrębie kraju. – Pokazała mu tarczę zegarka i uśmiechnął się.
– Inicjały. – Syriusz widział małe, wygrawerowane literki.
– Tak. – Uśmiechnęła się. – Kiedy wyciągniesz pokrętło, to te literki
powiększają się, kiedy najeżdżasz wskazówką na przykład na SB, to widać całe
imię i nazwisko. Syriusz Black. Kiedy ktoś będzie chciał się z tobą porozumieć,
to zamiast słyszeć tą osobę, to poczujesz jak pasek się zacieśnia na
nadgarstku. Na szczęście delikatnie, więc nie będzie problemów z krążeniem
krwi. Wciśniesz to pokrętło i wtedy zobaczysz na tarczy osobę, która chce z
tobą rozmawiać. Niestety jest to czasochłonne, bo niektóre zaklęcia potrzebują
kilku godzin, żeby dobrze wchłonęły się w materiał.
– Remus nie może Ci pomóc? – Dorcas uniosła tylko brwi do góry. – Sam bym to zrobił, ale wiesz, że jestem o
wiele lepszy z transmutacji niż zaklęć i pewnie pomyliłbym się w precyzji
ruchów. Gdybyś widziała, co twoja ręka robiła z różdżką.
– Syriusz! – Policzki delikatnie jej się zaróżowiły, bo
zniżył głos i zbliżył się do niej nieznacznie. Na ustach błąkał mu się uśmiech
i położył dłoń na jej udzie. Dostrzegł, że zaczęła oddychać przez delikatnie
otwarte usta.
– Mówię prawdę, skarbie. Nawet nie wiedziałem,
że istnieją takie ruchy. – Dotknął
koniuszkiem języka górnej wargi, a ona spojrzała na jego usta i oblizała swoje.
Klasnął w ręce i uśmiechnął się zawadiacko. – Daję ci godznę. Zabieram cię na randkę!
– Syriusz! – Spojrzała na niego i widział, że trochę się na
niego wścieka. Jej oczy nadal miały rozszerzone źrenice przez jego sugestywne
docinki i widocznie nie chciała, żeby to się tak skończyło.
– Godzina. – Powtórzył zniżając głos. Ucałował jej skroń i
wstał od stolika. Gdy był między półkami odwrócił się na chwilę i uśmiechnął
się, gdy Meadows zaczęła pakować swoje rzeczy do torby. Pokręciła głową i
machnęła na niego ręką.
*******
Kiedy miała piętnaście, czy szesnaście lat nie mogła się doczekać aż
skończy szkołę. Wydawało jej się, że siedemnaste urodziny miała wczoraj, a tu
już minął prawie rok. Niedługo miała mieć osiemnaście lat i wizja tego, że za
osiem miesięcy skończy szkołę, przerażała ją.
Znów obmyślała, jak przygotować ojca na to, że po skończeniu Hogwartu będzie
chciała iść swoją własną drogą. Od dwóch lat nie mogła się z nim dogadać w tej
kwestii. Dawniej naprawdę myślała, że on żartuje, kiedy mówił, że skończy
szkołę, dostanie pracę w Departamencie, wyjdzie za mąż, będzie miała dzieci,
ale od dwóch lat było to przedmiotem ich kłótni i kiedy każdy mówił o kursach
na jakie się wybiera, i o owutemach jakie będzie zdawał, ona milczała. Miała
plan, swój własny i bała się wypowiedzieć go na głos. Oczywiście owutemy
musiała zdać, bo nie wyobrażała sobie, że będąc jedną z lepszych uczennic w
Gryffindorze, nie przystąpiłaby do nich. Z resztą, do jej planu potrzeba było pięć
owutemów.
– Dam Ci galeona, jeśli powiesz, o czym myślisz.
– Usłyszała męski szept tuż przy prawym
uchu. Przez chwilę poczuła gorąco w tamtym miejscu, ale szybko to ustąpiło, gdy
spojrzała w błękitne oczy Williama.
– Myślę o tych zajęciach z obrony przed czarną
magią. Sama praktyka, żadna teoria. Dwa razy w tygodniu dla uczniów powyżej
piętnastego roku życia. – Mruknęła niby
od niechcenia. Westchnęła, gdy dostrzegła, że jest zdziwiony. – Nie czytałeś ogłoszeń? Mama już mi napisała,
że mam chodzić., żebym się umiała bronić. Szkoda, że nie spojrzała na moje
oceny końcowe, wiedziałaby, że mam Wybitnego z obrony.
– Martwi się. – William krył rozbawienie z jej ironicznego
podejścia do całej sprawy.
– Zapewne tak. – Mruknęła z przekąsem. – Daj galeona.
– Co? – Zmarszczył
brwi, a ona roześmiała się.
– Miałeś mi dać galeona, jeśli powiem, o czym
myślę. – Wystawiła rękę i patrzyła
wyczekująco. Po chwili jeden galeon ściskany był w jej bladej piąstce. – Mam nadzieję, że to nie ostatni nasz interes.
Idę się jakoś przygotować psychicznie do transmutacji. Na razie.
*******
– Wszystkiego najlepszego, Jane! – Elliot wystraszyła się, gdy usłyszała krzyk
jej przyjaciół. Gruba Dama zaczęła coś mówić, ale zamknęła przejście i już nie
słyszała kobiety z obrazu. Uśmiechnęła się szeroko na widok przyjaciół, którzy
ubrani byli w pidżamie. Było tuż po północy i wracała właśnie z nocnego
patrolu, który miała z profesor McGonagall. Odwróciła się, gdy przejście znów
się otworzyło i wszedł Remus, który też patrolował korytarze, ale z Frankiem
Londgbottom.
– Mieliście na mnie poczekać. – Powiedział z wyrzutem i jako pierwszy złożył
jej życzenia. Szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy, bo lubiła
niespodzianki i nie sądziła, że jej przyjaciele będą czekać, aż skończy patrol
i zaczną świętować, jak tylko minie północ. Policzki bolały ją, bo nieźle ją wycałowali
i James zza kanapy wyjął mały kufer, który obwiązany był wstążką.
– Tu masz kilka drobiazgów od nas, Jane. – Powiedział Potter i podał jej podręczny
kuferek.
– Jest uroczy. – Powiedziała zachwycona i pogłaskała ciemny
materiał, którym był obity. Katy dawała jej znak, żeby otworzyła go i tak
zrobiła. Parsknęła śmiechem na widok kilku książek o magicznych zwierzętach i
istotach, tradycją stało się też to, że dostawała mnóstwo pergaminów, piór i
kilka buteleczek atramentu. No i jakieś słodycze z Miodowego Królestwa o
których istnieniu nie miała pojęcia. – Juhu! Starczy mi pergaminów do owutemów!
– Mhm, stwierdziliśmy, że w tym roku będziesz
miała dużo więcej notatek. No i jak nam braknie, to będziemy wiedzieć do kogo
iść. – Powiedział Syriusz i podał jej
otwarte kremowe piwo. – Twoje zdrowie,
Jane!
Żałowała, że nie ma urodzin w weekend, bo nawet chętnie napiłaby się
alkoholu. Cieszyła się jedynie, że urodziny Katy też wypadały na tygodniu i
duże świętowanie ich urodzin połączone będzie z urodzinami Syriusza, które
wypadały w weekend.
– Jakie plany na dziś? – Zapytała ją Jess, a ona zaśmiała się
– Nauka. – Jęknęła, bo czuła przemęczenie. Po kolacji
chodziła na patrole z Remusem i Frankiem. O dwudziestej drugiej patrolowała
korytarze z profesor McGonagall lub profesorem Silwanusem Kettleburnem i myślała,
że będzie ciężko jej przez tyle godzin spacerować po Hogwarcie z którymś z
pedagogów, ale nawet jej się podobało. Z profesor McGonagall omawiała sprawy
Gryffindoru i przynajmniej póki co, ona i Remus nie mieli z nią spotkania, jako
prefekci. Wystarczyło, że wszystko mu przekazywała i czasami jak miał
wątpliwości, to szli do niej po zajęciach. Na szczęście współpraca z nią
przebiegała gładko. Patrole z profesorem od opieki nad magicznymi stworzeniami były
dla niej wielką przyjemnością, bo po ostatnim jego zawieszeniu prowadził
zajęcia bardzo ogólnikowo i na szczęście na patrolach opowiadał nad czym
pracuje, co odkrył, jakie ma nowe wiadomości o niektórych stworzeniach. To była
jego pasja i kiedy patrzyła na jego lewą dłoń, gdzie nie było już trzech
palców, to było jej przykro.
– Jack nic nie przygotował? – Zapytała ją Meadows i uśmiechnęła się
znacząco, a ona zarumieniła się. Kolejny problem na jej głowie...
– Nie mam pojęcia. Widzimy się tylko na
zielarstwie i historii magii, a w ciągu dnia oboje jesteśmy zabiegani. – Wzruszyła ramionami, a brunetka mruknęła
"uu, szkoda".
– Krukoni chyba chcą nas pobić w tym sezonie. – Powiedział James takim tonem, jakby od razu
wiedział, że to niemożliwe. Ale to była prawda, Jack dużo czasu spędzał na
treningach, dochodziła do tego nauka. Może gdyby oboje nie chcieli zdawać
owutemów, to mieliby dla siebie więcej czasu? Chociaż i tak, jak widywała się z
nim we wtorki przed kolacją, to zazwyczaj zawzięcie dyskutowali o ślubie. Ich
matki znów zaczęły wszystko przygotowywać i Jane miała naprawdę dość tego, że
jej narzeczony nie jest asertywny w
stosunku do swojej matki. Miała dość tej ciągłej walki o to, żeby w końcu przestały
i dały im czas. Póki była w Hogwarcie, to miała spokój i nie planowała zjeżdżać
na święta i ferie wielkanocne.
– Pałkarz i ścigający chcą przejść na
zawodowstwo i przekonali kapitana do częstszych treningów. – Powiedział Remus dopijając piwo. – A teraz zmykać spać, bo wam wlepię szlabany.
– Oj Remusie. – Mruknęła Katy i uśmiechnęła się przymilnie. – Dopiero co wróciliście.
– Ale jesteśmy padnięci. – Przyznała Jane. – Od razu po patrolu kładę się spać, a wy tu
mnie trzymacie.
– Dostała prezent i jeszcze marudzi. – Wypomniała jej Dorcas i pokazała jej język.
– Wy jutro pójdziecie wcześniej spać, a ja? Znów
wrócę po północy. – Przypomniał im Remus
i Syriusz w końcu westchnął ciężko.
– Dobra, zbieramy się do łóżek. Odbijemy to
sobie piątego listopada, moja droga. – Powiedział Łapa i objął ją lekko. – Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego, Jane.
– Dzięki. – Mruknęła mu w ramię i odsunęli się od siebie. Zamknęła
kuferek i chwyciła go w obie dłonie. – Dzięki za prezent!
*******
W poniedziałkowy wieczór William Kartney siedział na wygodnym fotelu w
gabinecie profesora Dumbledore’a. Jego trzecie zajęcia z dyrektorem dobiegły
końca. Profesor musiał usunąć małe skutki jego pierwszej nieudanej próby.
– Zatem wiadomo że w postaci animagicznej
będziesz ptakiem. – Albus uśmiechnął się
i strzepnął z ramienia Williama trochę pierza. – Za tydzień w poniedziałek będzie kolejne
spotkanie. O tej samej porze. Możesz już iść. Dobranoc.
– Panie profesorze. – Will zatrzymał się drzwiach i odwrócił
niechętnie. Jego policzki zaróżowiały. Katherina podobno miała zaprzestać
wypadów w połowie października, a zbliżał się koniec miesiąca, a ona już trzeci
raz w ciągu tygodnia wymknęła się ze szkoły. Martwili się o nią i nawet Jane
ostatnio groziła jej, że powie profesor McGonagall, ale Katherina ją
przebłagała. Cóż, była bardzo przekonująca i wiedział, że jak on zainterweniuje,
to i tak nie narobi dużych szkód, bo i tak go nie lubiła. – Nie chciałbym donosić, ale martwię się.
Profesor poprawił swoje okulary na nosie i patrzył wyczekująco.
– Chodzi o Katherinę Parkes. – Czuł jak jego policzki robią się różowe. – Kilka razy opuszczała szkołę i wracała późno w
nocy. Nie przemawiają do niej argumenty, że może stać jej się krzywda, mówiła,
że już nie będzie wychodziła, ale dziś też wyszła.
– Jak się wydostaje? Zabezpieczyliśmy wiadome
wyjścia ze szkoły. – Dumbledore
zmarszczył brwi. Chwilę później jego twarz rozjaśnił promienny uśmiech. – Oprócz tego, z którego korzystamy, aby
najszybciej dostać się do Hogsmeade. Trzecie piętro posąg jednookiej wiedźmy
tak?
– Tak. – Spuścił głowę, czując wyrzuty sumienia.
– Dziękuję Williamie. Doceniam to, że zdobyłem
na tyle twoje zaufanie byś mi o tym powiedział. Sądzę, że... Woźny nie będzie
robił problemów, aby pilnować okolic tego wyjścia. – Dumbledore wstał ze swojego fotela i skierował
swe kroki na schodki. – Dziękuję raz
jeszcze. Dobranoc.
– Dobranoc profesorze. – Blondyn odwrócił się i wyszedł z
pomieszczenia. Dlaczego czuł się tak okropnie?
*******
Było grubo po północy, kiedy woźny Filch kuśtykał dysząc głośno. Był blisko
miejsca, gdzie roznosił się hałaśliwy brzdęk uderzających metalowych przedmiotów
o podłogę. Słyszał głośny syk swojej kotki i na jego twarzy pojawił się
odrażający uśmiech. Wreszcie złapie kogoś na gorącym uczynku. Zwolnił tuż przy
posągu jednookiej wiedźmy. Kilka kroków dalej zauważył blondynkę, która lekko
chwiejąc się próbuje ustawić zbroję.
– Mam cię! – Krzyknął szybciej zbliżając się do niej.
Blondynka wystraszyła się i zbroja ponownie wylądowała na podłodze, a za nią
Katherina.
– Co to za krzyki Filch? – Zza rogu wyszła profesor McGonagall w
kraciastym szlafroku, z niedbałym kokiem na głowie i świecącą różdżką w ręce. –
Panno Parkes!
– O pani profesor! – Piskliwy chichot wydobył się z gardła
Katheriny. – Co pani robi w Egzystencji?
– Panno Parkes! – McGonagall pobladła na twarzy. Ściągnęła usta
tak, że tworzyły jedną kreskę i wzięła uczennicę pod ramię, pomagając sobie
nieco czarami. – Oświetlaj drogę do
Skrzydła Szpitalnego.
*******
Siedziała na fotelu w gabinecie profesor McGonagall ze spuszczoną głową.
– Wróciłaś przed czwartą nad raną kompletnie
pijana! I to nie pierwszy raz! Gruba Dama powiedziała, że to już przynajmniej
ósmy raz od początku roku! Twoja pozycja byłaby lepsza, gdyby okazało się, że
byłaś w Hogsmeade! Ale tego było mało, co? – Od kilkunastu minut opiekunka Gryfonów nie
szczędziła na niej gardła. Rzuciła na biurko kilka egzemplarzy Czarownicy. – Niejednokrotnie jesteś tam wspominana. Ale
dzisiejszy numer to już jest przegięcie!
– Merlinie! – Katherina spojrzała na okładkę „Czarownicy”.
Patrzyła na swoją postać. Było doskonale widać, że ma problemy z utrzymaniem
równowagi. Jasnozielony napis tworzył słowa „Czy Gregory się opamięta?”
– Twoje zachowanie jest naganne! Gdyby nie fakt,
że pan Kartney poinformował dyrektora o twojej eskapadzie, zostałabyś wydalona
z Hogwartu! Od prawie miesiąca spóźniasz się na lekcje, nie odrabiasz większość
prac domowych, w miesiąc opuściłaś się tak w nauce, że nie mam pojęcia jak się
od tego odbijesz dziewczyno, bo zostajesz zawieszona w prawach ucznia na cztery
tygodnie! Przez ten czas w godzinach zajęć, będziesz odrabiała szlaban u woźnego
i codziennie od dziewiętnastej do dwudziestej pierwszej będziesz odrabiała
szlaban u mnie! Ponadto oddasz wszystkie zaległe prace domowe, oraz te, które
będą zadawane, gdy będziesz zawieszona. – Mówiła surowym tonem Minerwa McGonagall, a
Katy otworzyła szeroko oczy. – Tak,
panno Parkes. Będziesz musiała pogodzić szlabany i naukę, bo, gdy wrócisz na
zajęcia, to z każdego przedmiotu zostaną ocenione nie tylko twoje prace, ale
też twoja wiedza z tego materiału. Oprócz szlabanu zostają ci odjęte punkty.
Odejmuję ci sto punktów za te nocne eskapady. Profesor Dumbledore również odjął
pięćdziesiąt punktów. Wiem na co cię stać, panno Parkes i wierzę, że przez ten czas
poważnie przemyślisz swoje zachowanie. Przez trzy dni w tygodniu będziesz miała
dwugodzinne korepetycje z Kartney'em z transmutacji na których się będziesz
uczyła materiału z zajęć i odrabiała eseje, które będziesz mi oddawała na
bieżąco. Zawieszenie nie obejmuje dodatkowego kursu z obrony przed czarną
magią, więc twoja obecność tam jest obowiązkowa.
– To już się więcej nie powtórzy pani profesor.
– Wymamrotała nadal mając spuszczoną
głowę. Czuła palący wstyd i zażenowanie.
– Zobaczymy. Już ostatnio to obiecywałaś, a
Twoje występki mają poważniejszy charakter. Najpierw żarty z Potterem,
pojedynki ze starszymi uczniami. Na kilka lat się uspokoiło, ale musiałaś
zaatakować pannę Winsborn. Teraz to! Dziś godzina szesnasta transmutacja z
Kartney’em, a o dziewiętnastej masz być w moim gabinecie. – Minerwa zamknęła teczkę z jej imieniem i
nazwiskiem, schowała do szuflady i spojrzała na nią surowo. – Marsz do pana Filcha. Ach... I do świąt nie
możesz wyjść do Hogsmeade.
*******
Stół Gryfonów w Wielkiej Sali powoli pustoszał. Gdzieś po środku siedziała
ósemka uczniów z siódmego roku, którzy nie spieszyli się ze śniadaniem, bo
zaczynali dopiero od drugiej lekcji. Syriusz rozejrzał się dookoła i kiedy
upewnił się, ze wokół nich już prawie nikogo nie ma poruszył temat Katheriny.
– McGonagall weszła do naszego dormitorium przed
siódmą i się pyta gdzie Katherina. – Dorcas spojrzała na niego i uśmiechnęła się
słabo. – W sumie to już nie spałam i coś
tam próbowałam mówić, że wyszła gdzieś w nocy, czy coś.
– To ja się wtrąciłam, że mówiła coś o łazience
prefektów. – Wtrąciła Jane. – I to był poważny błąd.
– Odjęła nam po dwadzieścia punktów za krycie
Katheriny. Stwierdziła, że Gruba Dama powiedziała jej, iż Katy wyszła jakąś
godzinę po kolacji i słyszała naszą rozmowę, z której wynikało, że wiemy gdzie
ona idzie. – Mruknęła Lily. – Wiecie, co jest najgorsze? Że w ciągu tej nocy
straciliśmy prawie sto pięćdziesiąt punktów.
– Za mnie sto. – Katherina opadła ciężko obok Jamesa. – Nigdy nie była tak wkurzona. Jestem przez
miesiąc zawieszona, w godzinach zajęć mam szlaban u Filcha, wieczorami szlaban
u niej, trzy razy w tygodniu korepetycje z transmutacji z Williamem i kurs z
obrony. Jak po miesiącu wrócę na zajęcia, mam oddać wszystkie eseje i sprawdzą,
czy opanowałam materiał, który będzie przerabiany przez ten miesiąc. – Spojrzała na blondyna, który wyraźnie
przycichł. – No... No i nie mogę wyjść
do Hogsmeade. W dodatku boli mnie głowa, jestem niewyspana, a muszę zaraz iść
do Filcha. Rodzice dziś się dowiedzą i pewnie mama będzie chciała się ze mną
spotkać.
– A nie mówiłam? – Prawie jednocześnie zwróciły się do niej Lily,
Dorcas, Jane i Jessica. Parkes popatrzyła na nie i mimo wszystko uśmiechnęła
się lekko.
*******
Palce jej drżały, kiedy otwierała list od rodziców.
Katherino!
Byliśmy na kolejnym wyjeździe,
kiedy doszła do nas wiadomość od profesor McGonagall, a później od samego Dumbledore’a!
Jesteśmy zawiedzeni i zmartwieni
twoim postępowaniem, i mamy nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy.
Profesor Dumbledore pisał, że
gdyby nie postawa Williama, to mogłabyś skończyć źle. Na szczęście udało mu się
skontaktować z Samuelem, który odesłał cię do Hogwartu! Masz duży dług
wdzięczności wobec Willa i Samuela, że wykazali się poważną postawą!
Przez list nie zostaniesz dobrze
skarcona i profesor Dumbledore zgodził się żebyś w sobotę spotkała się z nami w
Hogsmeade!
Mama i Tata.
Rozmasowała knykcie, które bolały ją od polerowania pucharów z Izbie
Pamięci. Kusiło ją, żeby odpisać, ale darowała sobie.
Poczuła nieprzyjemny ucisk w gardle, gdy przeczytała, że to William ją
wydał i nie wiedziała co z tym zrobić. Z jednej strony była na niego strasznie
wkurzona o to, ale w czasie polerowania pucharów dużo myślała i w sumie była
sama sobie winna. W połowie października miała przestać z wymykaniem się, ale
tak świetnie się bawiła z Gregiem i jego zespołem, że nie mogła przestać i
nadal się wymykała.
Sześć godzin polerowania pucharów
i już takie wnioski, Parkes? Po miesiącu zostaniesz niezłą filozofką.
Merlinie... Jeszcze tylko dwadzieścia
siedem dni.
Jęknęła głośno i ukryła twarz w dłoniach.
Nie wiem czemu, ale ten rozdział przeczytałam chyba najszybciej ze wszystkich, które czytałam do tej pory :)
OdpowiedzUsuńJakiś taki bardzo lekki.
Pomysł z ukryciem lusterek w zegarkach super, przypomniały mi się galeony z których korzystała Grardia Dumbledora :)
Na początku byłam zła na Williama za to, że doniósł na Katherinę, ale dość szybko mi przeszło. To, że zorganizował jej eskortę było słodkie <3 A sama Katherina przegina z tym zwracaniem na siebie uwagi :/ Od początku było wiadome, że nic dobrego z tego nie wyniknie...
No i oczywiście słynne szuflady Filcha!
Rozdział był bardzo przyjemny :)
Ale czekam jeszcze na pojawienie się Snape'a, mam nadzieję, że gdzieś się napatoczy :D
Mam nadzieję, że uda mi się z jeszcze jeden rozdział dzisiaj przeczytać.
Pozdrawiam,
Ada :)
Pamiętaj o zegarkach :) Jeszcze o nich kiedyś wspomnę :D Mi to się zawsze kojarzyło z Power Rangers :D
UsuńSnape'a chyba na siódmym roku nie było dużo, albo w ogóle. Pewna nie jestem...
O tak... Katherina była nieposkromiona, ale wydaje mi się, że spodoba Ci się to, co będzie dalej :D
Buziaki :*
SBlackLady
Mogłabym jeszcze porównać te zegarki do kosmetyczek Odlotowych Agentek :D
UsuńDasz wiarę, że jestem osobą, która nigdy nie widziała Power Rangers? :O
Ja nie widziałam Odlotowych Agentek. :D A co do Power Rangers to wydaje mi się, że gdyby nie moje starsze rodzeństwo, to też bym ich nie widziała.
UsuńP.S W zabawach zawsze byłam żółtą Rangers i moim dinozordem był tygrys szablozębny, a chciałam być różowa :(
Hahahahah, kompletnie nie mam pojęcia, kim była różowa, ale musiała być naprawdę fajna :D Ale ja byłam żółtą Agentką! To przeznaczenie :D
UsuńRóżowa była najładniejsza. Taka Smerfetka, Panna Migotka czy Daphne wśród Rangersów :D
UsuńMusze przyznać, że Katherina jest dosyć głupiutka. Rozumiem, że to kwestia wieku i sytuacji rodzinnej, ale… Zachowuje się bardzo dziecinnie i masochistycznie. Muszę się nieco wysilić, żeby postawić się w jej sytuacji i zrozumieć motywację.
OdpowiedzUsuńNie sądziłam, że taka ważna rzecz, jak peleryna niewidka, nie będzie trzymana w ukryciu. Jak wszyscy o niej wiedzą, traci troszkę swój urok. Na miejscu Jamesa trzymałabym ją pod kluczem, a nie pożyczała na nocne eskapady daleko od szkoły. Kto wie, czy nie zginie gdzieś w ferworze walki?
Sama nie wiem czy się cieszyc, że William miał zostać animagiem, czy nie. Z jednej strony chętnie poczytałabym o całym procesie i generalnie pomysł jest super. Zwłaszcza, że otwiera mu to droge do nocnych włóczęg z wilkołakiem. Szkoda tylko, że aż tylu animagów naraz będzie w Hagwarcie. Odczuwam jakieś przesycenie ;)
Ciekawy motyw z tymi zegarkami/lusterkami. Trochę jak w bajkach o tajnych agentach :D
Jeden mądry – William. Ale coś czuję, że mu się oberwie za wtykanie nosa nie w swoje sprawy.
Nie wierzę.
UsuńPiszę ten komentarz już trzeci raz i nie może się dodać.
Kilka wątków się już wyjaśnia dalej w opowiadaniu, więc będę odpowiadała trochę wybiórczo, żeby nie zaspoilerować. :)
James to nadal nie ma pojęcia, że powinien bardziej uważać na pelerynę, ale około 70 rozdziału już zacznie na nią uważać. :D
William to nie ostatni animag. Akurat te lekcje to taki mały fundamencik do tego, co będzie się z nim działo po Hogwarcie. :) I tutaj dam mały spoiler, że William nie wie o Remusie jak narazie, no i też nie od razu będzie tym animagiem. :)
Tak, motyw z zegarkami/lustrami było inspirowane tajnymi agentami. I dopiero po jakimś czasie ogarnęłam, że Power Rangers mieli zegarki z taką charakterystyczną melodyjką.
Uch, William. To co on potem będzie wyprawiał, to ja już się zakrywam pod kołderką, bo to wątek który wymaga kilku poprawek.
Jeju, ja chyba zacznę tworzyć listę wątków do korekty, kiedy już skończę pisać opowiadanie i będę miała czas na poprawę opowiadania. :D