24.02.2018

*35*

[muzyka]
Koniec października przyniósł mocne ochłodzenie pogody. Lily sądziła, że dopiero w listopadzie będzie zimniej. Zaczęła już chodzić w swojej najcieplejszej kurtce i wiedziała, że to tylko kwestia czasu, jak będzie musiała znaleźć coś cieplejszego.

Jej zajęcia skończyły się trochę później, niż planowo, ale przyzwyczaiła się już do tego, że wychodzi niezgodnie z planem. Czas nadal upływał jej zadziwiająco szybko i nie czuła mijających godzin. W weekendy wychodziła z Crystal zwiedzać Moskwę i bliższe miasta, a na tygodniu starała się uczyć, tak, żeby nie musiała poświęcać na to dni wolnych. Nadążała ze wszystkim i była dumna, kiedy na teście kontrolnym zebrała najwyższą ocenę.
Dziwnym trafem kilka dni później dostała list od profesora Slughorna, na który odpisała z radością. Dodatkowo kupiła mu miód pitny i przekazała list oraz trunek pani Longbottom, która akurat była w Rosji, żeby zebrać od niej informacje. Podała też listy do innych przyjaciół i odetchnęła z ulgą, gdy Jess odpisała jej jako pierwsza.
Bała się o nią, ponieważ pracowała na Pokątnej i od połowy września doszło tam do dwóch ataków. Na szczęście nie było ofiar śmiertelnych, ale kilka osób wylądowało w św.Mungu. Matka Franka zapewniła ją, że ulice są teraz patrolowane i póki co jest spokój. Cay pracowała u Madame Malkin i opisała Lily całą sytuację. Wzięła dodatkowe godziny w pracowni, żeby jak najwięcej zaoszczędzić na kupno lokalu z Adalbertem. Zdziwiła się bardzo, bo Jess dawała sobie dziesięć lat na rozkręcenie własnego biznesu, a tu już zaczęła działać.
Ale to nie był koniec dziwnych pomysłów Jess.
Podobno miała już pięć dermagrafik. Trochę zasłabła jak to przeczytała, chociaż nie zdziwiła się. Prawdą było, że Jess była pierwsza do wszelakich zmian.
Ucieszyła się jednak, kiedy przeczytała, że jej siostra Jocunda wreszcie jest po jej stronie i zaczęła ją wspierać.
Mocno trzymała za nią kciuki.
Dostała od niej szare rękawiczki z ciepłego materiału, które obszyte były futerkiem i z dumą je teraz nosiła.
Czytała w różnych przewodnikach, że Rosja to zimny kraj, ale nie spodziewała się, że aż tak bardzo.
Weszła do mieszkania i przywitał ją śmiech Crystal z kuchni.
– Lily! – Jak zawsze wychyliła głowę. – Matt już jest!
– Cześć Matt! – Zawołała Ruda i weszła do kuchni. Brunet przywitał się z nią lekkim uściskiem. – Długo już jesteś?
– Z godzinę. – Odpowiedział, a Lily jęknęła.
– Błagam, wyciszcie najpierw sypialnię, a potem się witajcie.
– Świntuch! – Krzyknęła jej współlokatorka, kiedy Ruda wychyliła się z kuchni, żeby zebrać ze stolika Proroka Codziennego. Pokazała język brunetce i usiadła przy stole. Już pierwsza strona sprawiła, że szczęka prawie jej opadła.

MINISTERSTWO MAGII WSPIERA ŚMIERCIOŻERCÓW?
Mogłoby się zdawać, że aktualny chaos jest wywołany tylko przez jedną grupę czarodziei, których nazywamy śmierciożercami.
Mogłoby się zdawać też, że instytucja do której mamy tak wielkie zaufanie, stara się z nimi walczyć i robią wszystko, żeby zapobiec kolejnych atakom i zabójstwom.
Jak podają nasi informatorzy Ministerstwo Magii nie jest wcale tak bezpieczne, jakby się niektórym wydawało. Coraz częściej słyszymy o tym, że śledztwa zostały umorzone, bo nie ma dostatecznych dowodów. Osoby, które są łapane na gorącym uczynku, tłumaczą się zaklęciem Imperiusa, ale już wiele lat temu Biuro Aurorów zauważyło, że to podstęp.
Wczoraj, szef Biura Aurorów Alastor Moody, po raz kolejny wystosował oficjalne pismo do Ministra Magii, aby ten pozwolił na używanie eliksiru prawdy podczas przesłuchiwania osób, które podają, że były pod działaniem zaklęcia Imperiusa. Minister Magii jest zdania, że jest to pogwałcenie Praw Czarodziejów i oddaliło prośbę Biura Szefa Aurorów, który nie kryje oburzenia.
Do naszej redakcji napłynęło kilka ciekawych donosów, za które serdecznie dziękujemy. W nasze ręce trafiła też ciekawa lista nazwisk osób, które są powiązane z Sami–Wiecie–Kim i możliwe, że stoją za atakami. Kilka nazwisk jest znanych ze względu na to, że piastują wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii.
Czy jest możliwe, że osoby, które w swojej pracy mają karać śmierciożerców, tak naprawdę ich bronią?
Według źródeł osoby, które są podejrzane o kontakt z Lordem Voldemortem to:
Malfoy Lucjusz (pracownik Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów),
Rudolf Lestrange,
Rabastan Lestrange,
Antonin Dołohow (Wydział Substancji Odurzających),
Gregory Nurman (syn członka Wizengamotu – Alberta Nurmana),
Friderick Winsborn (auror),
Bartemiusz Crouch Jr. (syn szefa Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – Bartemiusza Croucha)
Wymienione nazwiska są najczęściej powtarzane w listach od naszych informatorów. Osoby te są nam znane i mamy jedynie nadzieję, że informacje wynoszone z Ministerstwa Magii nie są bardzo ważne.
Niestety tego nie wiemy.
Pewne natomiast jest to, że musimy być czujni!
Jocunda Oakby.

– Merlinie... – Lily spojrzała na zdjęcia osób z listy i co w kilku przypadkach nie była zaskoczona, to jednak trzy z nich mocno ją zdziwiły. Crouch, Winsborn i Nurman. Przecież Katy spotykała się Gregorym i miała przez niego problemy, ale nie wydawało jej się, żeby był śmierciożercą. Była pewna, że ten artykuł to dopiero początek i że w Anglii wywołał burzę. Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, ale jedno musiała przyznać.
Siostra Jess odwaliła kawał dobrej roboty.
*******
Jessica starannie obszywała pas dla Katheriny i drgnęła, gdy usłyszała dzwonek. Wyjrzała zza framugi drzwi do zaplecza i uśmiechnęła się na widok Jo, która szła w jej stronę.
– Czytałam artykuł. Gratuluję. – Ucałowała jej policzek, a siostra machnęła ręką.
– Mam już powoli dość, że nikt się nie bierze za ludzi w Ministerstwie. Namówiłam naczelnego, żebyśmy coś skleili, ale oczywiście każdy jeden taki odważny, że w końcu ja podpisałam artykuł. Moody jest wściekły, bo sam podejrzewa, że z Biura Aurorów przeciekają informacje, a nikogo jeszcze nie złapał. Ludzie do nas piszą jak opętani i musiałam coś z tym zrobić, bo mnie szlag trafia, jak mijam codziennie Dołohowa, a to najbardziej okrutna osoba jaką znam! Oczywiście jutro mam rozmowę z Moodym i Ministrem Magii za ten artykuł, ale na pewno mnie nie wsadzą do Azkabanu. – Zrobiła się nieco czerwona na twarzy ze złości, ale machnęła ręką i spojrzała na to, co robiła Jess. – To ten pas dla Katheriny?
– Tak... Starczyło mi materiału na dwie kurtki i jedną już mam gotową. Drugą zrobię z delikatnym trenem, ale to jak skończę ten pas. Mam masę pracy, ale znów dostałam premię. – Uśmiechnęła się Jess i siostra jej pogratulowała.
– Och, w sumie przyszłam, żeby cię ładnie poprosić, żebyś wpadła jakoś o osiemnastej. Pomożesz mi nakryć, albo zajmiesz się małą Jo. Charlie obiecał pomóc mi w kuchni. – Wyszczerzyła do niej zęby, a Cay przymknęła oczy rozmarzona. Jej szwagier świetnie gotował.
– Uszyłam coś Joannie. – Blondynka wstała i wzięła ze stołu ubranko, które uszyła dla dwuletniej Jo.
– Charlie będzie zachwycony! – Jocunda spojrzała z uśmiechem na sukienkę wzorowaną na klubowy strój do quidditcha Chluby Portree. – Cały czas mi mówi, że jak skończy pięć lat to zacznie ją trenować.
– Chluba ma dobry sezon, więc możesz być spokojna. – Zaśmiała się, gdy ta rzuciła jej sceptyczne spojrzenie.
– To mogę na ciebie liczyć? – Zapytała ją Jo, a ona kiwnęła głową.
– Jasne. Będę o osiemnastej. – Uśmiechnęła się do niej i pożegnały się szybko. Jess spojrzała na zegar i miała nadzieję, że nie zapomni, żeby wyjść przed osiemnastą.
Madame Malkin wyjechała na tydzień do Paryża, gdzie odwiedzała swoją córkę i zostawiła ją samą. Na szczęście miała wrócić już jutro. Tłoku nie było tak dużego, jak końcem sierpnia, dawała radę ze wszystkim, ale jednak wolała, jak Madame Malkin zajmowała się dokumentami.
W ciągu dwóch godzin obsłużyła sześciu klientów i dokończyła pas dla Katheriny. Tuż przed osiemnastą zamknęła pracownię i kiedy już była przy przejściu do Dziurawego Kotła przypomniała sobie, że zapomniała prezentu dla Joanny. Przeklęła w myślach, bo była już spóźniona i biegiem wróciła do Madame Malkin.
Kwadrans... Była pewna, że Jo będzie się na nią złościła, bo uwielbiała mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.
Przeszła szybkim krokiem przez Dziurawy Kocioł i przeszła do zaułku z którego się teleportowała na przedmieścia Glasgow. Przywitał ją deszcz, więc naciągnęła kaptur na głowę. Miała do przejścia jedynie kilkadziesiąt jardów, ale już czuła, że kurtka jest przemoknięta.
Zdjęła kaptur kilka jardów od domu Jocundy. Spojrzała na budynek i poczuła przerażenie na widok Mrocznego Znaku i kilku osób, które stały pod domem. Wyciągnęła różdżkę, gdy podbiegała do furtki, ale schowała ją, kiedy rozpoznała Charlusa Pottera.
– Co z nimi? – Zapytała nie mogąc opanować drżenia głosu, a ojciec Jamesa i Moody odwrócili się do niej. Potter spojrzał na nią współczującym spojrzeniem.
– Bardzo nam przykro, panno Cay. – Odpowiedział oficjalnym tonem, a ona wolno podeszła do drzwi.
– Mogę wejść? Jestem jej siostrą... Ja chcę to zobaczyć. – Oczy jej się zaszkliły, ale spojrzała z wdzięcznością na Moody'ego, który kiwnął głową na znak, ze może tam wejść.
Powoli weszła do domu i nie spodziewała się, że zastanie ich już w przedpokoju. Broda zaczęła jej drżeć, gdy spojrzała na bezwiednie leżące ciało jej szwagra. Ostrożnie przeszła nad jego zwłokami i uklękła obok siostry.
– Jo, kochanie. – Spojrzała w jej martwe oczy i ucałowała jej jeszcze ciepłe czoło. Nie musiała nikogo pytać, co się stało i dlaczego. Ale żeby zamordować całą rodzinę?
Otworzyła szeroko oczy, a oddech jej przyspieszył. Dopiero po chwili wstała szybko z miejsca i rozejrzała się po przedpokoju, szukając kolejnego ciała.
– Jo! – Krzyknęła rozglądając się dosłownie po całym pomieszczeniu. Ściana do kuchni była rozwalona i wszędzie unosił się pył. Spojrzała na Edgara Bonesa. – Gdzie jest Jo?
– Jess... – Zaczął łagodnie i podszedł do niej bliżej. Spojrzał na nią poważnie i ostrożnie wypowiadał słowa. – Jest mi strasznie przykro. Przed chwilą widziałaś jej ciało.
– Na górze czysto. – Do salonu wszedł Leven, z jakimś innym aurorem i widać było, że jest zaskoczony jej widokiem.
– Merlinie... – Przeszła obok nich, przypadkowo trącając barkiem tego nieznanego jej aurora i wbiegła po schodach na piętro. – Jo! Jo!
– Oszalała? – Usłyszała z tyłu i odwróciła się patrząc ze złością na Edgara i Tobiasa. Otworzyła z impetem drzwi do sypialni Jocundy i Charliego, gdzie były kolejne drzwi do pokoiku Jo... Ale drzwi nie było.
– Jess... – Usłyszała, gdy podeszła do ściany, gdzie zawsze były drzwi i próbowała je wymacać. Serce biło jej tak szybko i głośno, że ledwo słyszała swoje myśli. Nigdzie nie było tych pieprzonych drzwi!
– Sezam Materio! – Wyciągnęła różdżkę i wycelowała w ścianę. Usłyszała cichy trzask, a potem zobaczyła szparę w ścianie i pchnęła ją. Ukryte drzwi... Jocundo, oby to podziałało...
– Moody! – Usłyszała krzyk Edgara, a ona podbiegła do łóżeczka siostrzenicy i wyjęła zapłakaną dziewczynkę.
– Och, Jo! – Załkała przytulając małe ciałko do siebie. Odetchnęła z ulgą i zaczęła głośno płakać, całując przy tym główkę dziewczynki. – Och, Jo!
*******
Czuła się jak wrak człowieka i tak wyglądała. Przez pierwsze dwa dni po śmierci Jocundy i Charliego była dokładnie przesłuchiwana. Pierwsze przesłuchanie było dla niej dość przykrym przeżyciem, bo sam Moody tym się zajął. Płakała prawie cały czas i jedyne co powtarzała to ciągłe "nie wiem". Na sam koniec wydarł się na nią, a ona na odchodne pokazała mu środkowy palec.
Następnego dnia przesłuchiwał ją Charlus Potter. On był tym dobrym aurorem i odpowiedziała na kilka jego pytań.
Rodzice byli w kompletnej rozsypce.
Mała Jo nie powinna przeżyć i nie mogli spokojnie spać, bo bali się, że ktoś może po nią wrócić i dokończyć robotę.
Śmierciożercy mordowali przecież całe rodziny.
Pogrzeb był smutny.
Gdyby nie Adalbert u jej boku i Eliksir Spokoju, zaczęłaby wrzeszczeć, a takto nie zrobiła przedstawienia. Zapisała kilka słów, które chciała przeczytać, jako pożegnanie. Wiedziała, że ani mama, ani tata nie są w stanie wykrztusić słowa. Matka Charliego wylądowała w św.Mungu, gdy dowiedziała się o śmierci syna i synowej. Rodzice dawali radę bez Eliksiru Spokoju, ale to na niej spoczął obowiązek pożegnania ich, bo oni nie daliby rady rozegrać tego na spokojnie.
Stanęła obok pana, który odprawiał całą ceremonię na cmentarzu w Portree.
– Chciałabym powitać wszystkich zebranych i podziękować wam za przybycie. – Powiedziała spokojnym tonem głosu i naprawdę była wdzięczna pani McSweeney, że dawała jej duże dawki eliksiru. – Żegnamy dziś Jocundę i Charliego, którzy byli przez nas tak kochani...
Głos jej się załamał na chwilę i wciągnęła głośno powietrze.
– Charlie był znany przede wszystkim jako trener Chluby Portree. Dla mnie był znany z tego, że świetnie gotował. Tę umiejętność stawiałam u niego wyżej niż quidditch. Był świetnym trenerem i dzięki niemu Chluba Portree grała na wysokim poziomie. Był kochającym mężem i ojcem. – Zawahała się na chwilę. – Jocunda... Jocunda była oddana całym sercem rodzinie i pracy. Robiła to, co uważała za słuszne i zapłaciła za to najwyższą cenę. Jo była cudowną starszą siostrą od której wiele się nauczyłam i która ostatnio była dla mnie wielkim wsparciem. Do ostatnich dni była wierna idei i nie schowała głowy w piasek, kiedy mogła ogłosić coś strasznego i ważnego. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się z nimi spotkamy. W imieniu całej rodziny chciałam jeszcze raz podziękować za to, że przybyliście pożegnać Jo i Charliego. Dziękujemy wam za wsparcie i ciepłe słowa.
Odeszła szybko do Adalberta i pozwoliła się mocno objąć, gdy łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Patrzyła jak dwie trumny powoli opuszczają się do wykopanego dołu i razem z innymi uniosła różdżkę do góry, na której koniuszku pojawiła się świetlisty punkt.
– Spokojnie, Jess. – Szepnął Bert, kiedy zaczęła się trząść w jego ramionach. Słyszała jak jej matka głośno zaszlochała, a ona nadal była cicho. Kamienna płyta z trzaskiem przesuwała się powoli i ceremonia się skończyła.
Uścisnęła wiele dłoni i udawała, że wysłuchuje wiele słów. Podeszła do mamy, która stała nad grobem Jocundy oraz Charliego i objęła ją ramieniem.
– Musimy ukryć Jo. – Wyszeptała matka i spojrzała na nią przerażona. – Dumbledore się z nami skontaktował. Za tydzień uciekamy.
– Zostaję. – Powiedziała cicho i miała nadzieję, że matka nie zacznie krzyczeć.
– Wiem, córeczko. – Przytuliły się bardzo mocno i Cay znów nie mogła pohamować łez.
Mała Jo musiała być bezpieczna.
*******
Katherina patrzyła na Jess, która siedziała na łóżku Adalberta ze szklanką Ognistej w dłoni. Była pełna podziwu, że radzi sobie tak dobrze. Pomagała rodzicom z pakowaniem, zabezpieczała białymi płótnami wszystkie meble, a przy tym prawie nie opuszczała na krok małej Joanny. Parkes rozmawiała z dziadkami i zaproponowali Dumbledore'owi, aby rodzice Jess ukryli się w ich domku w Hiszpanii. Dziadek był Strażnikiem Tajemnicy i tylko on, babcia oraz Katherina wiedzieli, gdzie znajduje się dom. Prawie wybuchała płaczem, gdy przypominała sobie jaką minę miała Jessica, kiedy powiedziano jej, że dla bezpieczeństwa będzie lepiej, jeśli nie będzie wiedziała, gdzie są.
Odstawiła pustą szklankę i Katherina chciała nalać jej kolejną, ale Cay nie zgodziła się.
– Mam jeszcze dużo do zrobienia. – Wyciągnęła spod łóżka mały kufer, który wzięła od Jess. – Zebrałam tu kilka rzeczy, które należały do Jo i Charliego. Meaghan McCormac przyniosła strój drużyny i koszulkę trenera.
– To miło z ich strony. – Wyjąkała Katherina.
– Tak... Zebrali też trochę pieniędzy, żeby mała miała jakiś start, gdy skończy siedemnaście lat. – Blondynka otarła łzy, a Katy ścisnęła jej dłoń. – Dziękuję, że powiadomiłaś dziewczyny. One i Will do mnie napisały, jestem naprawdę wdzięczna.
– Jakbyś potrzebowała pomocy, to nie bój się i przyjdź do nas. – Parkes zdziwiła się, gdy Jess spojrzała na nią nieco oskarżycielsko, ale chwilę trwało nim się odezwała. Z czułością złożyła purpurową koszulkę z wyszytym złotą nicią nazwiskiem Oakby.
Rodzice zostawiają mi dwa tysiące galeonów. – Wyszeptała i Katherina usłyszała gorycz w jej głosie. – Dom będzie pod działaniem Zaklęcia Fideliusa i nie będę mogła tam wrócić, bo ojciec będzie Strażnikiem Tajemnicy i będzie lepiej jak tylko on będzie wiedział, gdzie jest. Wydaje mi się, że wszystko zebrałam, ale do cholery... To mój rodzinny dom! Nie chcę przez kilka lat siedzieć na głowie pani Malodorze.
– Nie siedzisz jej na głowie Jess. Ona cię uwielbia. Ty i Bert byliście nierozłączni jako dzieci i teraz też tak jest. Jest dla ciebie jak matka. – Przytuliła ją i ucałowała skroń.
– Tak bardzo chciałabym się zająć Jo, ale nie mogę uciekać. – Wyszeptała zatroskanym głosem. – Za trzy dni wracam do pracy, będę za nimi bardzo tęsknić, ale nie mogę zostawić Berta. Muszę go bronić.
– Jess... – Katy przytuliła ją mocno, ale blondynka wysunęła się z jej objęć.
– Dziękuję, że ze mną jesteś Katherina, ale musisz już iść. Mam jeszcze wiele do zrobienia. – Parkes przytuliła przyjaciółkę i niechętnie wyszła z pokoju. Zeszła na dół gdzie pani McSweeney siedziała na fotelu i czytała książkę.
– Do widzenia. – Pożegnała się z nią, a kobieta uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
– Do zobaczenia, Katherino. – Wyszła przed dom i spojrzała w okno, gdzie był teraz pokój Jess. Na zebraniu Zakonu Feniksa dowiedziała się, że atak był przeprowadzony tuż przed osiemnastą i cały czas zastanawiała się, co by było, gdyby Jessica nie zapomniała prezentu dla Joanny?
Czasami widziała jej martwe ciało, gdy zamykała oczy, ale odrzucała od siebie jak najszybciej ten obraz.
Jej przyjaciółka nie była brana pod uwagę w tej wojnie, uważana była za kogoś, kto sobie nie poradzi...
A to ona straciła rodzinę. To ona opłakiwała śmierć siostry i szwagra, opłakiwała ucieczkę rodziców i los małej Jo.
*******
Siedzieli w gabinecie na parterze w Kwaterze Głównej i czekali aż zjawi się Moody z Charlusem Potterem. Paul gawędził cicho z Edgarem Bonesem, który od kilku dni chodził, jakby bujał w obłokach, bo wraz z żoną spodziewali się pierwszego dziecka i dowiedział się, że to będzie syn. Opowiadał, że już ma dla dziecka sypialnię i że Tobias pomógł mu złożyć łóżeczka, i to właśnie dlatego to Leven będzie ojcem chrzestnym chłopca.
Umilkli, gdy wszedł Moody i warknął jakieś słowa przywitania. Rodzice i Dorea przysiedli obok niego, a Charlus zajął miejsce po lewej stronie Alastora.
– Państwo Cay zostali umieszczeniu w kryjówce wczoraj rano. – Powiedział szef Biura Aurorów i spojrzał na Paula. – Co nam powiesz o pannie Cay?
– Była w Gryffindorze, uczyła się nawet dobrze, pracuje u Madame Malkin. – Powiedział, bo nie wiedział co ma dokładnie odpowiadać... Z resztą, Potterowie i jego rodzice dość dobrze znali Jessicę.
– Bones. – Warknął na niego.
– W czasie odwiedzin u Katheriny Parkes nie zauważyłem nic, co by świadczyło o jej złych zamiarach. – Powiedział, ale takim tonem jakby zadał pytanie.
– Myślę, że z początku nie docenialiśmy jej. – Zaczął cicho Tobias Leven, a gdy Moody uniósł wysoko brwi, kontynuował. – Spotkałem ją dwa razy i za każdym razem mnie zadziwiła. Jest specyficzna i denerwująca, ale opiekowała się Katheriną w czasie nieobecności pani Parkes. Gdyby nie ona, możliwe, że nie zauważyłbym krwotoku. W Glasgow popełniłem wielki błąd, bo w czasie przeszukiwania piętra nie pomyślałem o wielkości i rozkładzie domu. Myśleliśmy, że zwariowała, kiedy biegała i wołała Jo.
– Z zeznań wynika, że w Proroku nie wiedzieli, że ona ma dziecko. Drużyna, którą prowadził Oakby wiedziała, że ma córkę i nawet ją znali, dlatego jest pewne, że to przez Proroka Codziennego ją znaleźli i ona była głównym celem. Tego feralnego dnia były drugie urodziny Joanny, Jess twierdzi, że siostra i szwagier byli pedantami, dlatego tak mało rzeczy trzymali na wierzchu. Ponadto Jocunda była świadoma, że jej artykuły mogą się nie spodobać pewnym osobom i pewnie dlatego drzwi do sypialni dziewczynki były ukryte. Podejrzewam, że to ktoś z tej listy jest odpowiedzialny za ich śmierć, a nie sam Voldemort. – Powiedziała Dorea, a Charlus potwierdził kiwnięciem głowy.
– Chłopcy mówią o niej dobre rzeczy. Faktycznie nie pasuje do Zakonu, ale w tych okolicznościach, nie mamy wyjścia. Dziewczyna dużo wie o nas i lepiej trzymać ją blisko. – Powiedział Potter.
– Moglibyśmy ją nauczyć leczyć niegroźne rany. – Podpowiedziała Caroline. – Jest wiele drobnych zadań, które mogłaby wykonywać i ważniejsze osoby nie musiałyby tracić czasu na bzdety.
– Czyli mamy decyzję? – Zapytał Moody, a Paul i pozostali kiwnęli głowami.
– Katy się ucieszy. – Mruknął pod nosem chłopak, a jego matka ścisnęła mu dłoń.
– Bones, porozmawiasz z naszą krawcową na dzień przed następnym zebraniem. – Powiedział Moody, a ten ponownie kiwnął głową.
– Nie, ja to zrobię. – Powiedziała Dorea i przechwyciła pergamin z adresem Kwatery Głównej. Paul spojrzał na ciotkę, która zwinęła pergamin i uśmiechała się lekko do męża.
*******
W pracy radziła sobie dobrze i cieszyła się, że Madame Malkin była wyrozumiała. Nie robiła błędów, ani się nie obijała, ale pierwszego dnia wolała być na zapleczu i to właścicielka przyjmowała wszystkich klientów. W następne dni wróciła już do swoich pełnych obowiązków i nawet ucieszyła się, że nadal potrafi zagadywać klientów i uśmiechać się do nich.
Wróciła do domu McSweeney'ów i gdy weszła do kuchni, zdziwiła się na widok matki Jamesa, która gawędziła z matką Adalberta. Obie kobiety uśmiechnęły się do niej i przywitały się z nią.
– Pani Potter przyszła do ciebie. – Powiedziała Malodora i uścisnęła jej ramię, zanim wyszła z kuchni i zamknęła drzwi. Dorea machnęła różdżką w ich stronę i była pewna, że rzuciła zaklęcie Muffliato.
– Masz ładną kurtkę Jess. – Powiedziała pani Potter, a ona uśmiechnęła się sztywno. – To smocza skóra?
– Tak. Dostałam trochę materiału od Jane. Wie pani, że to z Brunatnego Ugandyjskiego? Lubię skóry, ale bałabym się zrobić z niej cokolwiek. Gdyby to była skóra jakiegoś innego smoka, to bym podziękowała Jane, albo poprosiła Madame Malkin o uszycie czegoś. Smoki są bardzo wdzięcznymi stworzeniami, a ta rasa jako jedyna zrzuca swoją skórę. Jeżeli ktoś je dobrze traktuje i smok pozwoli zabrać skórę, to jest to chyba najcenniejszy materiał. Chroni od wielu zaklęć, jest bardzo ciepły, nie przemaka, współdziała z wieloma zaklęciami i można w niego napchać dużo rzeczy. Wie pani, że mam tu schowany rulon materiału? A nie widać, no i nie czuć, bo rzuciłam kilka zaklęć. – Powiedziała szybko i zauważyła jak usta Dorei nieco drżą. – Przepraszam, ale naprawdę lubię tę skórę.
– Dobrze ci w niej. – Pochwaliła ją, a ona zmieszała się trochę. – Jak się czujesz?
– Dobrze. Cieszę się, że rodzice są bezpieczni i małej Jo nic nie grozi. – Odpowiedziała i poczuła ucisk w piersi.
– Jess... Powiedz mi co wiesz o Zakonie Feniksa. – Uśmiechnęła się do niej lekko, a Cay otworzyła usta ze zdziwienia i długo milczała.
– To tajna organizacja, która bez wsparcia Ministerstwa działa przeciwko Voldemortowi. – Powiedziała cicho i poczuła jak jej ramiona pokrywają się gęsią skórką. – Wiem, że prawie wszyscy moi przyjaciele już są jego członkami. Wiem, że wypadek Katheriny zdarzył się na jednej z misji. Och, niech pani tak nie patrzy. Nikt mi nie powiedział. Łatwo było się zorientować.
– W związku z tym, co się stało przyszłam zaproponować ci, abyś dołączyła do Zakonu Feniksa. – Powiedziała Dorea, a blondynka poczuła jak rumieni się ze złości.
– Nie potrzebuję, żeby się nade mną litowano! – Obruszyła się, a matka Jamesa pokręciła szybko głową i chwyciła jej dłoń, ale ona ją szybko cofnęła.
– To nie jest litość, Jessica. Opiekowałaś się Katheriną, szybko znalazłaś siostrzenicę, wiemy, że jesteś dobra i chcielibyśmy cię wśród nas. – Cay spojrzała na nią z powątpieniem.
– Nie umiem walczyć. – Powiedziała i zarumieniła się jeszcze bardziej.
– Zakon Feniksa to nie tylko walka. Jest wiele innych spraw, gdzie potrzebujemy ludzi. – Była nieprzekonana i Dorea westchnęła. – Przeżyłaś coś strasznego i zgłosiłam się, że przyjdę do ciebie, bo poczułam z tobą więź Jess. Jesteśmy z różnych światów. Ja jestem byłym aurorem, który niedługo wróci do pracy, ty pracujesz u Madame Malkin i wydaje ci się, że jesteś świetna tylko w jednej dziedzinie. Jednak coś nas łączy. Dwadzieścia dwa lata temu Voldemort zamordował moich rodziców.
– Tak mi przykro. – Wyszeptała Jess czując pod powiekami łzy.
– Te dwadzieścia kilka lat temu kobiecie było trudno wybić się w Biurze Aurorów. Mój kurs się przeciągał pomimo tego, że byłam najlepsza na swoim roku. Zajmowałam się papierami i noszeniem kawy dla Charlusa, kiedy moi koledzy biegali za śmierciożercami. Ich śmierć zrobiła ze mnie kogoś twardszego i lepszego. Od dwudziestu dwóch lat robię wszystko, by ich śmierć nie poszła na marne. – Uśmiechnęła się do niej smutno i uścisnęła jej dłoń. – Jocunda i Charlie zginęli, bo nie bali się ich. Twoja siostra zrobiła coś niesamowitego ujawniając to, że Ministerstwo Magii wiele ukrywa i niestety zginęła przez to. Tak samo jak moi rodzice. Może uważasz, że nie umiesz walczyć, ale nawet nie spróbowałaś tego zrobić. Myśl o Jocundzie, która nie walczyła, ale też nie była bierna. Możesz nam pomóc. Decyzja należy do ciebie.
Jess wzięła dwa głębokie oddechy i spojrzała w przepełnione troską oczy kobiety.
– Wchodzę w to. – Powiedziała ledwo rozpoznając swój głos. Pani Potter uśmiechnęła się i mocno ścisnęła jej dłoń. Puściła ją i z wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza wyciągnęła zwinięty kawałek pergaminu.
– Naucz się tego na pamięć i jutro przed dziewiętnastą teleportuj się w to miejsce. Powiedz mi jak już zapamiętasz. – Jessica spojrzała na pergamin i uśmiechnęła się na widok pisma profesora Dumbledore'a.

Kwatera Główna Zakonu Feniksa
Ladock Wood 13, Kornwalia

Zamknęła oczy i w myślach powtórzyła adres kilka razy. Otworzyła oczy i kiwnęła głową.
– Już. – Pani Potter wyciągnęła różdżkę i kiedy przyłożyła ją do pergaminu, ten spłonął.
– Widzimy się jutro o dziewiętnastej. – Wstała z krzesła, tak jak pani Potter. Zdziwiła się, gdy kobieta ją przytuliła. – Wszystko będzie dobrze Jessica.
*******
Patrzyła jak Adalbert wychodzi z pracowni i szybkim krokiem podąża ulicą Pokątną. Za sklepem ze sprzętem do quidditcha zniknął jej z oczu i westchnęła głośno. Dzień wcześniej wieczorem, opowiedział jej, że po tym, jak Voldemort się u niego zjawił, zaproponowano mu dołączenie do Zakonu Feniksa i dzisiaj miał mieć pierwszą misję. Musiał udać się do Japonii, żeby wypytać kilku dermagrafików, bo całkiem możliwe, że Voldemort odwiedził też ich. Adalbert był trochę nieostrożny i podał informację, że on uczył się tej profesji w Japonii, bo stamtąd się wywodzi. Miała nadzieję, że wróci cały i zdrowy, i z jakimiś informacjami.
Drgnęła, gdy dzwonek u drzwi zadzwonił i do pracowni weszła kobieta o kilkanaście lat od niej starsza.
– Dzień dobry, przestraszyłam panią? – Zapytała ją niby miłym tonem głosu. Jess uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. Mówiła ze wschodnim akcentem i Cay przyjrzała jej się uważniej, gdy zamykała za nią drzwi. Już ją gdzieś widziała i pamiętała, że jest to Lucija Dołohow, żona Antonina.
– Zamyśliłam się. – Odpowiedziała i stanęła przy podwyższeniu, gdzie zbierała miarę z klienta. – Interesuje panią coś konkretnego.
– Och tak. – Odpowiedziała z uśmiechem i podeszła w stronę manekina ubranego w pelerynę wierzchnią z grafitowego kaszmiru, obszytą czarnym futrem. – Chciałabym tą pelerynę... Jaki jest czas oczekiwania?
– Jutro o tej porze byłaby do odbioru. – Powiedziała Jess, a kobieta uśmiechnęła się uroczo i klasnęła w dłonie.
– Idealnie! – Cay odwzajemniła uśmiech i poprosiła ją, aby zdjęła swoje okrycie wierzchnie.
– Najpierw założy pani tą pelerynę i zobaczy pani, czy dobrze pani w tym kroju i kolorze. – Podała jej pelerynę.
– Bardzo pani miła. Moja znajoma wspominała mi, że dziewczyna, która pracuje u Madame Malkin straciła siostrę i spodziewałam się spotkać tu mały kłębek nerwów. – Zaczęła szczebiotać, a żołądek Jess się ścisnął.
– Tak to prawda. – Powiedziała sucho i pomogła jej zapiąć pelerynę pod szyją. Poprawiała materiał, kiedy ta znowu zaczęła mówić.
– Strasznie mi przykro. Ale widzę, że pani całkiem dobrze daje sobie radę. – Blondynka cieszyła się, bo akurat poprawiała tył szaty i kobieta nie zauważyła jej miny. Ewidentnie miała taki ton, jakby chciała z niej coś wyciągnąć, a ona postanowiła połknąć haczyk.
– Nie byłam blisko z siostrą. Pracowała w Proroku i myślała, że złapała Merlina za brodę, i za każdym razem dawała mi do zrozumienia, że upadłam nisko. Miała swoje poglądy i wyszło jak wyszło. – Wzruszyła ramionami obojętnie i uśmiechnęła się lekko do odbicia pani Dołohow. – Jest pani bardzo ładnie w tym kroju i kolorze. Lubię klientki, które wiedzą jak się ubrać. Zrobiłabym większe wcięcie w talii, aby podkreślić smukłość.
– Och, oczywiście moja droga. – Pomagała ściągnąć jej pelerynę. – Złapano już śmierciożerców?
– O ile byli to śmierciożercy. – Prychnęła Jessica, kiedy odwieszała pelerynę na manekin. Odwróciła się szybko, gdy usłyszała dzwonek u drzwi i zamarła, gdy do pracowni weszła Katherina.
– Cześć, masz chwilę? – Zapytała ją, a Cay starała się spojrzeć na nią chłodno.
– Dzień dobry, obsługuję teraz tą panią. – Parkes spojrzała na nią zdziwiona i wymamrotała, że poczeka i zniknęła między wieszakami.
– Myśli pani, że było inaczej? – Zapytała ją kobieta, a Jess kiwnęła głową i zaczęła mówić ściszonym głosem.
– Moja siostra podpadła wielu osobom. W tym Ministrowi Magii i Szefowi Biura Aurorów. Kto wie, jakie miała informacje? Czasami obiło mi się o uszy, że wiele spraw nie trzyma się kupy i nie do końca wiadomo, kto stoi za atakami. – Powiedziała szeptem Jess i westchnęła smutno. – Wątpię, żeby śmierciożercy fatygowali się do słabej reporteżyny, raczej to robota aurorów. Pewnie mieli coś do ukrycia, a ona wiedziała za dużo. Napisała przecież, że Ministerstwo Magii nie jest takie jak powinno być i jeden Merlin wie, co tam naprawdę się dzieje. Jestem pewna, że ta lista jest wymyślona i chciała sprowokować Ministerstwo, no i doigrała się.
– W pani słowach jest dużo racji. – Zapewniła ją Lucija i spojrzała na nią, jakby jej współczuła. – Ministerstwo ma dużo za uszami i nawet nie wie pani, jak mi przykro, że tak niewinne osoby jak pani muszą przez to cierpieć.
– Zawsze na początku uderza się w tych, co nie mają głosu. – Westchnęła Jess i zebrała ostatnią miarę. – Mam nadzieję, że szybko się odczepią ode mnie i będę mogła normalnie pracować.
– Nie dają pani spokoju? – Zapytała ta, a Cay nachyliła się do niej i szepnęła.
– Ta dziewczyna, co tu weszła ma wuja aurora. Byłyśmy na jednym roku w Hogwarcie... Jest tutaj prawie codziennie i założę się, że mnie szpieguje. – Powiedziała cicho i broda jej zadrżała, kiedy spojrzała w oczy pani Dołohow.
– Te hieny nie mają serca. – Kobieta pogładziła ją po policzku, a Jess uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. – Przyjdę tu jutro po pelerynę, skarbie.
– Będzie pani pięknie w niej wyglądać. – Odpowiedziała i podeszła do lady. Wpisała wymiary na pergamin i podała pióro kobiecie. – Niech pani podpisze w tym miejscu.
Kobieta pochyliła się i przyłożyła pióro do pergaminu.
Jess spojrzała na Katherinę, która stała za kobietą i mierzyła ją spojrzeniem pełnym pogardy i niedowierzania. Blondynka zachowała kamienną twarz, bo bała się, że jak zacznie dawać jej jakieś znaki, to kobieta to zauważy. Lucija odwróciła się w stronę Katheriny.
– Pani już wychodzi? – Zapytała ją niby uprzejmie, a Parkes patrzyła to na nią, to na Dołohow.
– Jeżeli pani nic nie kupuje, to tam są drzwi. – Powiedziała oschle Jess i wskazała ręką na drzwi. Jej przyjaciółka spojrzała na nią, jakby była zdrajcą, uniosła podbródek do góry i wyszła trzaskając drzwiami. Jess prychnęła. – Myśli, że jak ma rodzinkę w Ministerstwie Magii, to cały świat należy do niej.
– Niestety niektóre kobiety takie są. – Zgodziła się z nią Lucija i obdarzyła ją uroczym uśmiechem. – Do zobaczenia jutro, panno Cay!
Jess uśmiechnęła się.
– Do widzenia. –Prawie dostała skurczu w policzku, bo uśmiechała się jeszcze długo po tym jak kobieta wyszła. – I kto tu połknął haczyk, skarbie? I skąd wiesz jak mam na nazwisko, suko?
Przeszła na zaplecze, gdzie Madame Malkin robiła poprawki szaty dla jakiejś szychy z Ministerstwa Magii. Podała jej pergamin z wymiarami pani Dołohow.
– Peleryna z kaszmiru? – Jess kiwnęła głową.
– Zrób ją. Jak będziesz miała problem, to poproś mnie o pomoc. – Cay uśmiechnęła się i zabrała się do pracy. Nie rozmawiały nigdy w czasie szycia z Madame Malkin i teraz nawet było jej to na rękę, chociaż normalnie lubiła rozmawiać. Miała ochotę wepchać pod poszewkę peleryny zdechłego szczura, ale pani Dołohow szybko zorientowałaby się, że ma dodatek do odzienia.
Kilka razy musiała przerwać pracę, kiedy przyszli klienci i kiedy skończyła pelerynę, musiała wykonać jeszcze dwie szaty pracownicze.
– Podlicz księgi i opróżnij kasę. – Powiedziała Madame Malkin, która drzemała na fotelu. Jess mogłaby narzekać, że wiele robi za nią, ale sama chciała się nauczyć prowadzenia pracowni, więc była wdzięczna Madame Malkin, że pozwala jej na więcej niż tylko szycie. Zaniosła Madame Malkin cały utarg, a ta zamknęła sakiewkę w sejfie. W soboty Madame Malkin brała księgi i szła do Gringotta, aby odprowadzić podatek, a resztę pieniędzy zamknąć w skrytce.
– Idź już Jess, masz już weekend. – Uśmiechnęła się do niej, a Jess pożegnała się i zabrała swoje rzeczy.
Chłodne i wilgotne powietrze orzeźwiło jej twarz. Miała jeszcze godzinę do pierwszego zebrania Zakonu Feniksa i zamierzała wrócić do domu Adalberta, żeby coś zjeść.
– Jessica Cay? – Zawołał ktoś za nią, a ona odwróciła się powoli. Dłoń położyła na różdżce, kiedy nieznajomy zbliżył się do niej.
– Nazywam się Barnabasz Cuffe. Pracowałam z Jocundą. – Powiedział i nieufnie uścisnęła mu dłoń. Uśmiechał się do niej przyjaźnie i przez naciągnięty kaptur nie mogła zobaczyć dokładnie jego twarzy. – Napijemy się czegoś w Dziurawym Kotle i porozmawiamy?
– Jasne. – Zgodziła się i poszła z nim do pubu. Zamówiła sobie wodę, a on kremowe piwo i usiedli w kącie sali.
– Jest mi przykro z powodu śmierci Jocundy. – Powiedział i wreszcie zdjął kaptur z głowy. No Syriusz, to nie był.
– Dzięki. – Mruknęła cicho, bo nigdy nie wiedziała, co mówić jak ktoś do niej tak mówi.
– Wiesz coś więcej? Kogoś złapali? – Zapytał ją, a ona pokręciła głową. Kolejna hiena.
– Nie... Aurorzy zjawili się chwilę przede mną. Nic nie wiadomo. – Odpowiedziała, co było poniekąd prawdą.
– Jak trzymają się rodzice? Wiem, że Jocunda była z nimi blisko. – Powiedział i Cay westchnęła ciężko.
– Zapamiętasz wszystkie odpowiedzi, czy wolisz wyjąć pergamin i pióro? – Zapytała ostro, a on spojrzał na nią ze zdziwioną i trochę przepraszającą miną.
– To nie jest wywiad, Merlinie. Nie chciałem, żebyś odniosła takie wrażenie, Jessica. Po prostu byliśmy ciekawi, czy sobie jakoś radzicie... Jest nam strasznie przykro, bo nad artykułem pracowało kilka osób, a to Jocunda pozwoliła, żeby jej nazwisko tam widniało. – Powiedział przepraszającym tonem, a ona kiwnęła głową, że już w porządku. Jo zawsze mówiła o swoich kolegach z pracy dobre rzeczy i wierzyła, że jej sympatia była odwzajemniona. Chociaż w ostatniej rozmowie nazwała ich tchórzami. – Jocunda trzymała dla ciebie biurko.
– Daj spokój. – Parsknęła śmiechem i machnęła ręką. – Była uparta w tej kwestii.
– Nie wyobrażała tam sobie nikogo innego, a ty tak się wypięłaś. – Spojrzała na niego i zauważyła, że jest rozbawiony.
– Nie prosiłam ją o to, więc się nie wypięłam. – Sprostowała i przez chwilę patrzyła w jego czarne oczy. Była świadoma tego, że się na niego gapi i uśmiecha lekko, ale on robił to samo.
– Szkoda, że nie przyjęłaś tej propozycji. Byłoby ciekawie. – Brunet przygryzł wargę, a ona przez moment się na to zagapiła. Odchrząknął i znów spojrzała mu w oczy. Zrobił poważną minę i powoli położył skórzaną torbę na stoliku. – Pomyślałem, że chciałabyś rzeczy Jocundy z jej biurka.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się do niego i przepakowała rzeczy do swojej torby.
– Cieszę się, że się jakoś trzymacie. – Powiedział cicho, a ona znów uśmiechnęła się niezręcznie.
– Wiesz... Muszę już lecieć. – Wstała ze swojego miejsca, a on chwycił jej dłoń.
– Spotkamy się jeszcze? – Zapytał, a ona patrzyła na niego z góry, nie wiedząc co odpowiedzieć. Patrzył na nią jak mały szczeniak i serce jej zmiękło.
– Jasne. Trzymaj się. – Machnęła mu dłonią i pospiesznie wyszła z Dziurawego Kotła.
*******
Weszła do kuchni nadal czerwona ze złości i opadła ciężko na krzesło. Stukała palcami o blat cały czas nie wierząc w to, co podsłuchała u Madame Malkin. Wpadała tam przez prawie tydzień i Jess faktycznie była wycofana, a dziś uzyskała odpowiedź dlaczego.
Ona naprawdę sądziła, że to aurorzy zabili jej siostrę? Że ona przychodzi tylko po to, żeby ją szpiegować?
Nie mogła uwierzyć, kiedy słyszała jak cicho zwierza się klientce, z którą pewnie już jakiś czas się zna...
Na brodę Merlina!
Jocunda w tym artykule podpadła śmierciożercom i nie mogła uwierzyć, że Jess wierzy w coś innego! Skąd w ogóle u niej takie przekonanie?
– Cześć! – Podniosła głowę, gdy do kuchni wszedł Leven i nalał sobie wody do szklanki. – Ucieszysz się. Jess jest w Zakonie Feniksa.
– Żartujesz sobie? – Krzyknęła oburzona, a on spojrzał na nią zdziwiony. – Zwariowaliście!
– Sama chciałaś... – Zaczął, a ona prychnęła ze złością i wstała od stołu.
– Popełniacie duży błąd! Byłam u niej z pół godziny temu. Ona uważa, że to aurorzy zabili Jocundę i Charliego! – Powiedziała mu i pokręciła głową. – Od tygodnia dziwnie się zachowuje, ale dziś już wiem dlaczego. Myślała, że ją szpieguję! Uważa, że Jo zmarła, bo wiedziała coś, co może zaszkodzić Ministerstwu i aurorzy ją zabili, i że część ataków to sprawka Biura. Ona nie sądzi, żeby to byli śmierciożercy. No do licha ciężkiego, przecież widziała Mroczny Znak!
– Będę musiał pogadać o tym z Moodym i Potterem. Wściekną się, prawie jednogłośnie zadecydowaliśmy o tym, że lepiej będzie jak dołączy. – Zacisnął szczęki i wstał szybko od stołu. – Idę do gabinetu. Jakby Moody i Charlus pojawili się wcześniej, to daj mi znać. Lepiej załatwić to przed spotkaniem.
*******
Katherina trzymała się od niej z daleka i nie dziwiła jej się. Mierzyła ją nienawistnym spojrzeniem przez całą długość salonu w czasie spotkania.
Nie sądziła, że Zakon Feniksa ma tak wielu członków. Alastor Moody nadal był dla niej najstraszniejszym człowiekiem jakiego zna i wolała nie myśleć jaki jest Voldemort. Na początku przywitano ją jako oficjalnego członka Zakonu Feniksa, kilka osób uśmiechnęło się do niej współczująco, a ona tylko stała i nie potrafiła odwzajemnić choćby jednego gestu.
Jane posyłała jej co chwilę spojrzenia pełne niepokoju i wiedziała, że Katherina musiała z nią już rozmawiać. Remus przesunął się w jej stronę, gdzieś w połowie wywodu Moody'ego i stał obok niej aż do zakończenia spotkania.
Zrobiło jej się trochę słabo, gdy Charlus Potter przejął głos i powiedział, że osoby z listy, którą upubliczniła Jocunda, oczyściły swoje dobre imię. Podejrzewa, że musiało przejść pod stołem Ministra spora łapówka, bo Minister Magii dał notkę do prasy, że była do prowokacja Pani Oakby i śmierciożercy zabili ją w obawie, że zacznie sypać prawdziwymi nazwiskami.
Teraz była całkowicie pewna, że wizyta pani Dołohow nie była przypadkowa.
Potter ogłosił koniec zebrania i zaczęto rozmowy w małych grupkach. Katherina przeszła do kuchni, a Jess przeprosiła Remusa i ruszyła za przyjaciółką.
– Katy! – Zawołała ją, gdy wychodziła z kuchni. Blondynka odwróciła się do niej i spojrzała na nią ze zmrużonymi oczyma.
– Słucham panią? – Odpowiedziała protekcjonalnym tonem, a Jessica podeszła wolno i uśmiechnęła się lekko.
– Pogadajmy. – Poprosiła cicho, bo kilka osób weszło do kuchni.
– Nasłuchałam się u Madame Malkin! Nie mogę uwierzyć, że coś takiego powiedziałaś! – Zarzuciła jej a Jessica się obruszyła.
– Nie możesz wpadać, kiedy pracuję i na wejściu ćwierkać do mnie jakbyśmy były najlepszymi przyjaciółkami! – Powiedziała ciut za głośno. Chwyciła ją za łokieć i wyprowadziła do przedpokoju. – Do jasnej cholery, Katy! Zabili mi siostrę, a żona Dołohowa przyszła mnie wypytać! Dlatego mówiłam te wszystkie brednie!
– Jak to żona Dołohowa? – Parkes spojrzała na nią nieufnie.
– Widziałam ją kiedyś... Nie wiem gdzie. – Machnęła ręką, bo to nie było ważne. – Jej mąż, Antonin był na liście Jo. A ta przyszła i mi szczebiocze, że o jak przykro, bo ktoś mi siostrę zabił i jak sobie radzę? Udawałam, że połknęłam haczyk i zaczęłam jej śpiewać, że Jocunda miała coś na Ministerstwo, i to pewnie oni ją sprzątnęli.
– Przyszła na zwiady? – Parkes spojrzała na nią, jakby jej nie wierzyła.
– Zdzira wiedziała jak się nazywam, a nie jestem przecież sławna. – Odpowiedziała jej, a Katy odetchnęła z ulgą i objęła ją. – Nie przychodź do mnie do pracy, chyba że chcesz jakieś ciuchy. Dopiero dzisiaj sobie zdałam sprawę, że szyję szaty też dla śmierciożerców i jestem tym faktem przerażona.
*******
Paul patrzył na Levena, który zdawał relację z rozmowy z Katheriną. Zmarszczył brwi, bo nie mógł pojąć, że Jessica uważa, że to aurorzy zabili jej siostrą i szwagra. Siedzieli chwilę cicho.
– Gówniara nas przechytrzyła. Pewnie siedzi w kieszeni śmierciożerców. – Moody pokręcił głową i spojrzał na Pottera. – Sąsiedzi twierdzili, że były skłócone?
– Twierdzą, że nie były blisko. Matka zapewniała, że po narodzinach córki Jocundy zaczęły się dogadywać. Tłumaczyła to różnicą wieku i różnicami charakterów. – Powiedział Charlus i miał coś powiedzieć, ale ktoś zapukał.
– Mogę? – Katherina wsadziła głowę, a kiedy Moody powiedział "nie", to weszła do środka razem z Jessicą. – Zaszło nieporozumienie.
– Była u mnie żona Dołohowa. Mówiłam to wszystko... Nie wiem czemu. – Powiedziała Jess i spuściła wzrok.
– Siadaj. – Charlus podał jej krzesło, a ona usiadła.
– Znowu przesłuchanie? – Zapytała, a Potter spojrzał na nią groźnie.
– Oj, powiedz im wszystko. Tylko jej nie przerywajcie. – Powiedziała Katy i oparła się o krzesło Paula.
– Przyszła żona Dołohowa po pelerynę. Zaczęła mówić, że słyszała, że mi siostra zmarła i różne inne rzeczy. Zorientowałam się, że raczej przyszła mnie wypytać. Chyba się przestraszyłam... Nie wiem, bo w sumie nie bałam się, ale coś mi mówiło, żebym jej nakłamała. Przyszła Katherina i słyszała, jak mówiłam, że to pewnie sprawka aurorów. Ja wcale tak nie myślę! – Zapewniła Jessica, a Paul spojrzał na Katherinę i uśmiechnął się do niej. Według niego nie wyglądała jakby kłamała.
– Skąd wiesz, że to była żona Dołohowa? – Zapytał ją Moody, a ona zamyśliła się.
– Na początku zorientowałam się, że mówi ze wschodnim akcentem i gdzieś ją już widziałam. Po prostu wiedziałam, że to ona. – Powiedziała i spojrzała na Moody'ego błagalnym wzrokiem. – Naprawdę mówię prawdę.
Paul parsknął śmiechem, ale udało mu się udać, że kaszlnął.
– Dobra. Mamy inne rzeczy do omówienia. Możecie wyjść. – Powiedział Moody łagodnym tonem. Chyba pierwszy raz słyszał, żeby powiedział do kogoś takim tonem. Cay rozpromieniła się i widać było, że odetchnęła z ulgą, a Katherina poklepała brata po ramieniu i wyprowadziła przyjaciółkę. – Musimy mieć na nią oko.
*******
Dorcas podpisała swój raport dla Zakonu Feniksa i dokończyła list dla Jessici. Za każdym razem jak myślała o tym, co się dzieje w Anglii, to przechodziły ją ciarki. Nie poznała nigdy Jocundy i jej męża, ale było jej przykro, że nie mogła być na pogrzebie siostry przyjaciółki.
Nie byłaś na pogrzebie własnej matki...
Nie wyobrażała sobie Jess w czerni. Nigdy nie pasował jej ten kolor.
Czuła, że wszystko się wali. Dowiadywała się wszystkiego z łańcuszków. Jane pisała jej, co się u niej dzieje i rzadko podawała inne informacje. Czasami zdarzało się, że w liście było kilka słów od Paula i w sumie cieszyła się, że Parkes ją polubił. Lily przekazywała jej informacje o Katherinie, które miała od Jamesa. Katherina pisała jej o Jess i czasami o Syriuszu, i Jamesie. Jess z kolei pisała głównie o tym, co robi z Adalbertem lub o tym, jak jej się wiedzie w pracy. Remus z kolei dorwał się do szyfru Jane i czuła się jakby czytała gazetę, a nie listy od przyjaciela. Syriusz raz do niej napisał, ale nie odpisała mu, bo stchórzyła. Kiedy wysyłała Katherinie prezent na urodziny, to napisała parę słów, które miała mu przekazać i dołączyła też drobny prezent dla niego. Do Willa pisała krótkie listy i starała się nie poruszać ani z nim, ani z Katheriną tematu ich zerwania. Lily napisała jej, że blondynka podobno strasznie się denerwuje, gdy ktoś wypowie jego imię.
Były plany, że będą trzymać się w kupie, ale jednak kursy za granicą nie sprzyjały przyjaźni. Lily miała się zjawić u niej za trzy tygodnie i miała nadzieję, że chociaż z nią odbędzie szczerą rozmowę, bo wiedziała, że i tak wszystkiego nie wie.
Już dawno zrozumiała, że wyjechała za szybko. Tęskniła mocno za wszystkimi i czuła palący wstyd, bo w Australii czuła się bezużyteczna. Tutaj wszystko było dobrze. Nie było żadnych ataków. Na kursach jak rozmawiali o polityce i sytuacji w Anglii, to wszyscy byli przeciwni Voldemortowi. Raj na ziemi ta Australia!
Raz na dwa tygodnie wraz z ojcem zdawała raporty z tego, co się dowiadywali. Póki co było spokojnie, więc raporty były krótkie. Na ostatnim spotkaniu poprosiła Malcolma McGonagalla, że w razie jakby potrzebowali ludzi, to ona rzuca wszystko i wraca. Wtedy uśmiechnął się do niej i powiedział, że póki co nie ma takiej potrzeby.
Wyszła do salonu i przywitała się z babcią Betulą, która zabawiała chłopców opowieściami z jej młodości. Były to trochę nudne historie i nie mogła uwierzyć, że ta kobieta była spokojną nastolatką. Widocznie mąż śmierciożerca i ucieczka z kraju wyzbyły z niej spokój i wyciszenie.
Chłopcy zazwyczaj o tej porze już spali, tak samo jak ona, więc zarządziła, że mają iść do łóżek. Grace i ojciec byli jeszcze w pracy, bo pod koniec miesiąca ojciec miał dostawy w sklepie ze składnikami eliksirów, a jej macocha pomagała mu uporać się z towarem.
– Napijesz się? – Zapytała ją babcia i nie czekając na odpowiedź nalała jej Ognistej do szklanki.
– Dzięki. – Przełknęła pierwszy palący łyk i przy drugim poczuła już odprężenie.
– Dobrze sobie radzisz. Jestem pod ogromnym wrażeniem. – Powiedziała babcia i zdziwiła się, bo tutaj nikt nie mówił, że dobrze sobie radzi, tylko pytał ją, czy dobrze sobie radzi.
– Tylko dlatego, że kurs jest naprawdę zajmujący, a weekendy spędzam z bliźniakami. Umrę jak pójdą do szkoły. – Powiedziała całkiem poważnym tonem, a babcia i tak parsknęła śmiechem.
– To wtedy przyjedziesz do mnie i znajdziemy ci męża. – Teraz ona parsknęła śmiechem, gdy usłyszała poważny ton babci. – Masz rację moja droga. Poczekaj z tym. Gdybym dowiedziała się, że bierzesz ślub przed skończeniem dwudziestych urodzin, to bym cię porwała.
– Nie byłabyś zdolna. – Wytknęła jej i dostała po łapie. – Ile ty miałaś lat?
– Osiemnaście. Edward miał dwadzieścia pięć. – Powiedziała i już miała kontynuować, ale Dorcas jej przerwała.
– Proszę, przestań. Niedobrze mi. – Faktycznie zrobiło jej się niedobrze na myśl, ze jej matka miała romans z facetem dwa razy starszym od niej. Betula spojrzała na nią jakby rozumiała.
– Chcesz posłuchać jak twój dziadek stał się śmierciożercą? – Zapytała przesadnie przeciągając samogłoski i Meadows mimowolnie się roześmiała. – Oj dziecko, kiedyś będziesz musiała stawić temu czoła i przestaniesz uciekać.
– Może uda mi się uciec. – Dorcas dolała sobie i babci bursztynowego trunku. Po raz kolejny przekonała się, że Katherina i jej babcia pokochałyby się.
Babcia na nią nie chuchała i nie dmuchała. Waliła prosto z mostu, jeśli według niej robiła głupio i cieszyła się, że babcia o wielu rzeczach nie wie, bo pewnie przez cały dzień suszyłaby jej głowę. Często chciała jej opowiedzieć o dziadku, ale ona nie chciała tego słuchać, bo czuła mdłości za każdym razem jak pomyślała o swojej matce.
Jeśli ktoś teraz poprosiłby ją o to, żeby w dwóch słowach opisała swoją matkę, to powiedziałaby: egoistyczna suka.
Nigdy nie przejmowała się opinią innych, ale była świadoma tego, że dużo osób wiedziało o tym, co zrobiła jej matka. Informacja o tym oczywiście pojawiła się w Proroku Codziennym, ale babcia Stephanie podobno sporo zapłaciła, aby umieszczono to w takim miejscu, żeby nie rzucało się w oczy. Czasami czuła palące, ciekawskie spojrzenia i słyszała szepty, gdy obok kogoś przechodziła. Czy jakby została w Anglii, to byłaby przez to szykanowana?
Wolała tego nie sprawdzać.
Wolała wyjechać i zacząć gdzieś indziej od nowa.
Pewnie wyszłaby za mąż i gdyby jej mąż się zgodził, wróciłaby do Anglii z nowym nazwiskiem i nowymi perspektywami. Ale z drugiej strony wszystkie jej dokumenty z kursu byłyby na jej nazwisko panieńskie.
Australia musiała zostać jej nowym domem. I wierzyła, że jak powtórzy sobie miliard razy, że to jej nowy dom, to tak się stanie.
– Nie uciekniesz, kochanie. – Babcia pogłaskała ją po dłoni i wyszeptała smutno. – To nigdy nie będzie nasz dom.

4 komentarze:

  1. Jak napisałaś o tym, że będę miała ochotę Cię zabić, to spodziewałam się najgorszego - a mianowicie pogodzenia się Katy i Willa. Tego bym nie zniosła. W sumie to kamień spadł mi z serca, jak dobrnęłam do końca rozdziału i się na to nie natknęłam. A jeśli chodzi o przystąpienie Jess do Zakonu, to w sumie dobrze się stało. Po pierwsze, wcale nie byłam temu przeciwna, jedynie rozumiałam opory Moody'ego i innych decydentów. Po drugie, ona i tak już bardzo wiele wiedziała, bo wszyscy jej przyjaciele tam byli. Trzymanie jej blisko może wyjść Zakonowi na dobre. Po trzecie Jess trzyma się niezwykle dobrze, jak na przeżycia ostatnich dni. Niejedną osobę śmierć siostry rozłożyłaby na łopatki na wiele miesięcy. Widocznie ona jest bardzo silna, a to się ceni w ciężkich czasach. Po czwarte, co mnie również bardzo zainteresowało, to podejście Jess do klientki-żony śmierciożercy. Zachowała spokój, zimną krew i nie dała się podejść. Dodatkowo zaprezentowała inteligencję i spryt. Jestem niezmiernie ciekawa, czy te jej cechy zostaną jakoś przez Zakon wykorzystane. Bo prawdą jest, i to również moje po piąte, że Zakon potrzebuje wielofunkcyjnych ludzi. Wojna to nie tylko walka. Jak to powiedział Tywin Lannister "wojny wygrywa się piórem i atramentem", a dodatkowo potrzebni są szpiedzy, lekarze,zaopatrzeniowcy, łącznicy i wielu innych. Jess może dostać jakieś zadanie, które będzie niemniej ważne, niż walka w pierwszym szeregu na linii frontu. Podsumowując, to bardzo dobrze, że dostała się do Zakonu. Jedno mnie tylko martwi. Katy tak od razu po kilku słowach zwątpiła w przyjaciółkę. Sama najbardziej za nią się wstawiła, a teraz mówi, że się myliła. To smutne, przecież wiadomo, że czasy są jakie są i ludzie przeważnie nie mówią prawdy. A poza tym to trochę świadczy o tym, że Katy dała się zaślepić emocjom i nie dostrzegła, co wydarzyło się naprawdę. Powinna zachować większą czujność i się zorientować.

    A co do innych bohaterów, to cieszy mnie fakt, że Dorcas bardzo tęskni za Anglią, może niedługo będzie szykować się do powrotu. Trochę brakowało mi dziś Huncwotów, bez nich trochę smutno i ponuro.

    Czekam oczywiście na kolejne wpisy i pozdrawiam serdecznie ❤
    Drama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merlinie, ile w tym komentarzu zrobiłam powtórzeń! Aż wstyd ;D przepraszam za nie xd

      Usuń
    2. To tylko komentarz :) Ja odpowiedź dla Ciebie pisałam w Wordzie, bo zauważyłam, że stylistyka moich komentarzy woła o pomstę do nieba :D

      Usuń
    3. Cześć!
      Dziękuję za komentarz, nawet nie wiesz jak długo na niego czekałam (równy tydzień) :D
      Nie no, czegoś takiego bym Ci nie zrobiła. Katy i William nieprędko będą mieli okazję porozmawiać :)
      Już wiesz dlaczego tak broniłam Jessiki, kiedy dowództwo miało opory :)
      Ja ją zawsze będę opisywała słowem "artystka". Adalbert ją zostawił – będzie opisane, co dokładnie się wydarzyło, ale jeszcze nie jestem pewna kiedy. Przyjaźniła się z Ann, która podważała jej wartość i manipulowała nią, przez co jej charakter został stłamszony. Dziewczyny ją przyjęły do swojego grona i powoli zaczynała się otwierać.
      Nie wiem, czy pamiętasz, jak obawiała się im powiedzieć, że nie będzie pisała owutemów – bała się, że osoby, które uważa za przyjaciół znów ją zawiodą i sprawią, że poczuje się nic nie warta.
      Powrót Berta jest dla niej przełomowy. Pomimo tego, że nie widzieli się cztery lata, to i tak on ją zna najlepiej, wierzy w nią, i "odtłamsza".
      To co pokazała w tym rozdziale, to nic, przy tym co dla niej przygotowałam :)
      Cechy Jess, które wymieniłaś będą dawały o sobie znać i to nie raz. Napiszę to tak: Zakon z nich skorzysta, ale nie wykorzysta.
      Katherina dała się zaślepić emocjom, bo nie zna Jess aż tak dobrze i jeszcze nieraz przyjaciółka ją zaskoczy. No i Katherina nadal jest zbyt narwana.
      Wiem, że mało Huncwotów (a za Williamem to nie tęsknisz?), ale postaram się coś dopisać do 36 (bo nie pamiętam, czy coś tam jest o nich :P)
      Zdradzę Ci, że Dorcas pojawi się w Anglii dopiero końcem października 1979r (czyli jeszcze rok czasu blogowego, a w ilości rozdziałów, to tak z dziesięć, może mniej).

      Od przyszłego rozdziału będę informowała o nowych postach e-mailowo, więc jeśli chcesz być informowana w ten sposób, to napisz do mnie poprzez formularz kontaktowy (pod Archiwum).

      Jeszcze raz dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!
      SBlackLady

      Edit: Zapomniałam dopisać, że faktycznie jest jeszcze wiele osób, których Zakon potrzebuje i bądź pewna, że już nad tym pracuję! :)
      No i cytat Tywina – <3

      Usuń

Cześć Drogi Czytelniku!
Jeśli przeczytałaś/eś rozdział, podziel się ze mną swoją opinią i uwagami.
Przyjmuję konstruktywną krytykę – ale pamiętaj, żeby zachować kulturę wypowiedzi.
Jedna obelga, to jeden smutny labrador!

Masz jakieś pytania?
Czegoś nie pamiętasz lub nie do końca wiesz, co autorka miała na myśli?
Zapytaj o to w komentarzu – SBlackLady zawsze odpisuje!

KATHERINA (47) SYRIUSZ (41) JAMES (40) LILY (40) JESSICA (38) DORCAS (37) JANE (37) WILLIAM (37) REMUS (28) HOGWART (25) PAUL (21) ADALBERT (17) ANGLIA (17) MOODY (15) ZAKON FENIKSA (15) AUROR (14) DUMBLEDORE (14) TOBIAS (14) POTTEROWIE (11) BONES (10) MCGONAGALL (10) INNE SZKOŁY (9) MEADOWS (9) PARKESOWIE (9) AUSTRALIA (8) CHARLUS (8) DAGNY (7) DOREA (7) WAKACJE (7) ŚMIERCIOŻERCY (7) ELIZABETH PRONTON (6) PAESEGOOD (6) CAROLINE (5) KURSY (5) LISTY (5) ROBERT (5) ROSJA (5) ŚWIĘTA (5) CLARE (4) GREGORY (4) HENRY (4) MISJA (4) POJEDYNEK (4) STEPHANIE (4) 18+ (3) OKLUMENCJA (3) STANY ZJEDNOCZONE (3) VOLDEMORT (3) WALKA (3) ANDROMEDA (2) HUNCWOCI (2) KARTNEY'OWIE (2) LAGERE (2) PATRONUSY (2) PIERWSZA WOJNA CZARODZIEJÓW (2) REGULUS (2) WIELKANOC (2) ŚLUB (2) BEATRISHA (1) FRANCJA (1) HOGSMEADE (1) IMPREZA (1) JACK (1) JULIETTE (1) KONKURS (1) MECZ (1) MICK (1) ORGANIZACJA (1) OWUTEMY (1) QUIDDITCH (1) SNAPE (1) informacja (1)

Obserwatorzy

Theme by Lydia | Land of Grafic