czwartek, 17 sierpnia 2017

Rozdział XLII

Hej!
Początkowo wyszedł mi długi rozdział, więc stwierdziłam, że podzielę go na dwie części, żeby nie przygnieść was masą treści, no i też końcówkę nadal dopracowuję. Ten rozdział ma niecałe cztery strony, a następny będzie na pewno dużo dłuższy.
Czekam na wasze reakcje :)
Następny- jak dopracuję.
Trzymajcie kciuki!

Przez wszystkie zajęcia Lily była cała spięta. Obok niej siedziała Dorcas i miała świadomość tego, że brunetka toczy w myślach jakąś zaciętą walkę. Nie uważała, nie notowała, nawet nie zwracała uwagi na to, co mówią przyjaciółki. Nie dziwiła się jej, ale też zaczynała się martwić. Półtora miesiąca zostało do owutemów, a to, co działo się w życiu Dorcas mogło znacząco wpłynąć na jej oceny.
Wiedziała, że Aurorzy po południu mieli zatrzymać Elizabeth. Jeżeli matka Dorcas przyzna się do popełnienia postawionych jej zarzutów, to zostanie wydany wyrok. Jeżeli nie przyzna się, to będą przesłuchiwani świadkowie- w tym Dorcas. Zdawała sobie sprawę, że brunetka mogłaby się rozsypać. O ile jeszcze tego nie zrobiła. Zmarszczyła brwi, gdy Meadows zerknęła nerwowo na zegarek. Zapewne zastanawiała się, czy już zatrzymano jej matkę.
Zadzwonił dzwonek i brunetka od razu zerwała się z miejsca. Profesor Flitwick jeszcze nie dokończył dyktowania tematu eseju, który mieli napisać na następny tydzień. Ucieszyła się, kiedy profesor nawet nie zauważył wyjścia uczennicy. Starała się szybko zebrać notatki i dołączyć do Katheriny, Jess i Jane.
- Przydałaby się mapa.- Szepnęła Katherina. Praktycznie cały dzień starała się skłonić do rozmowy Dorcas, ale nie wychodziło jej.
- Jest u McGonagall. Powiedziała mi przed zajęciami, że będzie jej babcia i ojciec.- Lily skierowała swe kroki w stronę Wielkiej Sali.- Ten dzień to jakiś koszmar.
- Problemy się piętrzą.- Parkes pokręciła głową zasmucona.- Dobrze, że już jest weekend. Mam nadzieję, że trochę odpoczniemy i przemyślimy.
- Czego się dowiedziałaś w Skrzydle?- Zapytała nagle Jane, a Katy machnęła ręką.
- Daj spokój. Potwierdziła to, co już wiem. Dowiedziałam się też, że mój brat o mnie wie i dowiedziałam się czegoś o ojcu Willa. I teraz mam problem, bo się do mnie nie odzywa.- Blondynka skrzywiła się na wspomnienie poranka.- Postanowiłam, że już nie spotkam się z Paulem, tylko po to, żeby zobaczył, że traktuję go poważnie i liczę się z jego zdaniem. I jak na tym wyszłam? To wszystko za szybko się dzieje.
- Fakt. Nim się obejrzymy będzie maj, a ja mam wrażenie, że nie mam czasu na nic. Matka do mnie wypisuje i mam juz dość. Jack też od czasu do czasu o sobie przypomni. Mick obiecał, że mi pomoże. Muszę znaleźć jakieś tanie mieszkanie. Nie mogę wrócić do domu!- Głos Jane załamał się, a Jess pogłaskała ją po ramieniu.- Jak matka może tak traktować dziecko? Mam zapewnić jej lepszą pozycję, bo Jack to taka dobra partia! Rodzice medycy, siostra dziennikarka, a on zapewne będzie chciał robić karierę w Ministerstwie.
- Jak nie wyjadę do Rosji, to poszukamy czegoś razem.- Zaproponowała Lily, a przyjaciółki zdziwiły się.- Petunia sprzedała drugi dom rodziców. Pieniędzy starczy mi zapewne do końca kursów, albo i nie. Coś wymyślimy Jane. Tylko nie wracaj do domu, bo zmuszą cię do ślubu.
- Paul wie?- Zapytała Katy, a Elliot pokręciła głową.
- Powiedziałam mu, że moja mama nieco przesadza w kwestii mojego zamążpójścia, ale nie opowiedziałam mu szczegółów.
- Ja też mogę z wami mieszkać. Planuję wrócić do domu tylko po rzeczy. Za stara jestem na mieszkanie z rodzicami. Obawiam się, że byśmy się znienawidzili.- Katherina uśmiechnęła się ponuro.- Przez chwilę myślałam, że może mogłabym już z Willem zamieszkać, ale to chyba za wcześnie.
- A jego kursy nie będą w Stanach?- Zapytała Jess, a Katherina przystanęła zdziwiona i zbladła.- Myślałam, że wiesz.
- Myślałam, że zweryfikował swoje plany.- Powoli kolory jej wróciły.- Będę musiała to z nim omówić. Oczywiście jak zechce ze mną rozmawiać.
*******
Czuła, że dziewczyny ją obserwują, ale nie miała odwagi podnieść oczu, by stawić im czoła. Miała już dość, a to był dopiero początek. Aurorzy aresztowali jej matkę, przedstawili jej zarzuty, a pewnie teraz była przesłuchiwana. Tymczasem ona siedziała w Wielkiej Sali na kolacji, która ciągnęła się w nieskończoność. Oficjalnie żegnano uczniów i nauczycieli z Magicstadt i Beauxbatons. Rano, tuż przed śniadaniem mieli wrócić do swoich krajów. Dosłyszała, że Katherina po kolacji miała plany, żeby spędzić ten czas z Williamem i jego przyjaciółmi z Niemiec, ale znów się pokłócili o Paula.
Poczuła dłoń na swoim ramieniu i przesunęła się, żeby zrobić miejsce Julesowi. Usiadł obok niej i stuknął w jej kielich, swoim.
- Dobrze się z tobą bawiłem.- Powiedział, a ona chwyciła kielich z sokiem dyniowym i upiła łyk.
- Ja też.- Starała się uśmiechnąć, ale nie wyszło jej. Poczuła kolejne uważne spojrzenie.- Przepraszam, ostatnio nie jestem zbyt dobrym towarzyszem.
- Widzę. Zaproponowałbym ci spacer, ale twój były chłopak by nam przeszkodził.- Zażartował i westchnął, kiedy nie zareagowała.- Polubiłem cię Dorcas. Nie wiem dokąd by nas to zaprowadziło, ale jeśli się zdecydujesz na kursy we Francji, to napisz. Chociaż sądzę, że wylądujemy w jednej grupie.
- Dzięki.- Uśmiechnęła się lekko i pocałowali się w policzek.- Do kiedyś, Jules.
- Do kiedyś, Dorcas.- Odszedł wraz ze swoim kielichem, a ona dalej wpatrywała się w talerz i dłubała widelcem w jedzeniu. Nadal czuła na sobie spojrzenie Blacka i to ją przerażało. Była ciekawa, czy Charlus Potter też wziął go na rozmowę. Dopiero teraz się zorientowała, że sprawa też dotyczy Syriusza.
- Katy...- Spojrzała się na przyjaciółkę, która wyglądała na zdziwioną, że Meadows odezwała się do niej.- Czy on wie?
- Nie mam pojęcia.- Katy rzuciła nerwowe spojrzenie w jego kierunku.- Sądząc po wyrazie jego twarzy, to nie, ale mogę się dowiedzieć.
- Dzięki.- Patrzyła jak Katherina nagle uśmiecha się radośnie i wstaje od stołu. Odeszła w stronę chłopaków i zajęła miejsce obok Jamesa. Dor ponownie spuściła głowę, starając się, żeby jak najmniej było widać jej twarz.- Błagam nie patrzcie tak na mnie.
- Przepraszamy.- Wyszeptała Lily nachylając się do niej bliżej.- To silniejsze od nas. Poza tym i tak niektórzy widzą, że zachowujesz się co najmniej dziwnie. Niektórzy pytają...
- ...To powiedz im, że mam okres.- Meadows podniosła się szybko ze swojego miejsca i chyba drugi raz tego dnia spojrzała na Evans.- Spotkamy się w dormitorium.
Ruda kiwnęła głową. Dziękowała Merlinowi, że jej okropne zachowanie uchodzi na sucho. Była pogubiona. Nigdy nie czuła się tak jak teraz. Miała jedynie nadzieję, że to uczucie nigdy się nie powtórzy w jej dalszym życiu.
Ojciec chciał ją poznać. Wielkanoc miała spędzić z nim w mieszkaniu, które wynajął na czas pobytu w Anglii. Bała się, ale babcia zapewniała ją, że ma dobre intencje i przekonywała, że to świetny pomysł.
Byli teraz jej jedyną rodziną.
Stephanie chroniła ją, na własny, trochę pokręcony sposób. Powinna powiedzieć jej wszystko wcześniej. Może teraz by tak nie cierpiała?
Najbardziej się bała, że będzie musiała zeznawać w sprawie matki. Porozmawiała z Charlusem i Doreą, wytłumaczyła jak doszła do tego, że jej matka żyje i jak ja odnalazła. Błagała w duchu, żeby jej matka się przyznała. Nie przeżyłaby chyba, gdyby miała na sali sądowej opowiadać o wszystkim. Umarłaby słysząc wyrok skazujący.
Była zła, że dała się tak zmanipulować i że jej matka zabiła co najmniej cztery osoby.
Ale to nadal była jej matka.
I czuła się z tego powodu bardzo źle.
*******
Cieszyła się, że już sobota. Ostatnie dni były ciężkie nie tylko dla niej samej. Brzuch bolał ją od ciągłych nerwów i wiedziała, że jak tak dalej pójdzie, to będzie musiała ponownie odwiedzić Skrzydło Szpitalne.
Niestety musiała wcześniej wstać, żeby dokończyć esej dla Paula Parkersona. Jane miała spędzić z nim część dnia, bo następne dni miał mieć zajęte. Miała nadzieję, że skończy zanim Elliot się obudzi.
Miała szczęście, bo Jane akurat obudziła się, kiedy Katherina pisała ostatni akapit. Przyjaciółka zaszyła się w łazience, żeby wziąć odprężającą kąpiel, a ona mogła dokończyć.
Parkes podpisywała właśnie pracę dumna z efektu. Zatrzymała się jednak w połowie i poczuła nagłe mdłości. Pióro w jej dłoni zaczęło drżeć i opuściła je, jakby parzyło.
Patrzyła w swój pergamin i uspokoiła swój żołądek. Potem poczuła jak oczy jej szczypią od nadchodzących łez.
Potrzebowała Williama i to jak najszybciej.
Nie bawiła się w pakowanie swoich rzeczy. Po prostu chwyciła zamknięty kałamarz, pióro i esej w dłoń, i wybiegła z dormitorium.
Wiedziała, że chłopaki już są na śniadaniu, bo Gryfoni mieli mieć za kilkanaście minut trening quidditcha.
Wpadła do Wielkiej Sali i zwolniła nieco, żeby uspokoić oddech. Dostrzegła Remusa, Jamesa i Syriusza.
- Gdzie jest Will?- James nieco drgnął, bo nawet nie zauważył jej przybycia.
- Rano żegnał się z chłopakami i tą blondynką, a potem zniknął.- Powiedział jej kuzyn, zanim Syriusz zdążył go kopnąć w kostkę.
- Blondynką?- Zmarszczyła brwi i po chwili zrozumiała.- Olivia.
- Katy...- Zaczął Syriusz, a ona machnęła ręką.
- Nie mam na to czasu.- Uśmiechnęła się nerwowo.- Jakby mnie szukał, to jestem u Paula.
- Błagam, nie róbcie sobie na złość. Chociaż wy.- Katherina spojrzała na Syriusza. Poklepała go po ramieniu.
- Nie robię mu na złość. Po prostu za dużo czasu już minęło.- Pokręciła głową i uśmiechnęła się smutno.- Muszę lecieć.
*******
Nie spodziewał się widoku burzy kręconych włosów w drzwiach do jego gabinetu. Myślał, że to Jane.
- Katherina?- Paul podniósł wzrok znad jednego z esejów i patrzył jak Parkes podchodzi powoli do biurka. Nie mógł odczytać emocji z jej twarzy. Była blada jak ściana i nieco zadyszana.- Jakiś problem z esejem?
- Nie.- Uśmiechnęła się lekko i usiadła naprzeciwko. Wyłożyła pergamin na stół i wyciągnęła kałamarz z kieszeni swetra.- Muszę tylko podpisać pracę i stwierdziłam, że jednak sama przyniosę ci swój esej.
- A Will?- Zapytał, a ona wzruszyła ramionami.
- Chciałam z nim porozmawiać zanim tu przyjdę, ale nie mogłam go znaleźć.- Oczy jej zalśniły. I przyłożyła pióro do pergaminu. Przez chwilę w gabinecie było słychać jedynie skrobanie pióra po pergaminie. Kiedy skończyła podała mu swoją pracę, a on ją chwycił. Przeczytał, to co dopisała i usłyszał jej głośny szloch. Upuścił esej na biurko i wstał szybko krzesła. Ponownie zaszlochała, gdy poderwał ją z krzesła i mocno padli sobie w ramiona. Sam miał ochotę głośno zaszlochać, ale wolał zaśmiać się przez łzy. Wtulił twarz w jej miękkie włosy i mocniej przycisnął do siebie.

Wreszcie poczuł, że ma przy sobie swoją drugą połowę.

2 komentarze:

  1. Ughhh, nie mogłam dodać komentarza zaraz po przeczytaniu, coś mi się zablokowało w telefonie :/

    Rozdział rzeczywiście krótszy, ale za to jaki przełomowy! W końcu bliźniaki się odnalazły. Piękna chwila zarówno dla niej, jak i dla niego. A Paul to już szczególnie musiał mieć stalowe nerwy, żeby do niczego się nie przyznać! No i teraz w końcu Will nie będzie zazdrosny i bez przeszkód i testów genetycznych mogą być razem. Bardzo im kibicuję! Wspieram bardzo Dorcas, bo przeżywa teraz najcięższe chwile. Ciekawa jestem jej dalszej relacji z Syriuszem i co tam dalej się wydarzy na płaszczyźnie James-Lily.

    Serdecznie pozdrawiam ❤ i czekam na drugą część rozdziału!
    Drama
    http://qwertzxcvb.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Wolałam jednak dodać coś krótszego, ale przełomowego niż lecieć kilkunastoma stronami tekstu, gdzie działoby się za dużo.
      Stalowe nerwy Paula będą wyjaśnione w następnym rozdziale :)
      Testy genetyczne w przypadku Willa i Katy, i tak nie były potrzebne, bo rodzice Katheriny byli świadomi tego, że to nie jest ich syn :)
      W następnych rozdziałach będzie zdecydowanie więcej innych bohaterów.
      Mam świadomość, że dużo się skupiam na Katy i Williamie, ale to moja najbardziej ulubiona para z całego bloga, i uwielbiam o nich rozmyślać :)

      Również pozdrawiam!
      SBlackLady

      Usuń