niedziela, 18 czerwca 2017

Rozdział XLI



Koniec marca nadszedł zbyt szybko. Jane dokładnie pamiętała bal, a tu dziś mieli finał konkursu. Spojrzała na śpiące współlokatorki i dziwiła się, że mogą tak spokojnie spać, mimo że od kilku dni wszystkie były jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Katherina zasnęła trzymając pod policzkiem zdjęcie siebie i jej bliźniaka chwilę po urodzeniu. Codziennie poświęcała trochę czasu na wymyśleniu jakiegoś planu. Chciała całe wakacje spędzić na intensywnym szukaniu brata. Ale sama nie wierzyła w swoje powodzenie, bo do tej pory jej rodzice nie znaleźli syna.

A teraz tylko ona miała problem ze snem. Niechętnie wstała z ciepłego łóżka, włożyła mundurek, cichutko wyszła z dormitorium i skierowała swe kroki do gabinetu Paula.
Była niepocieszona. Na bal poszła z Jess, bo jednak nadal nie wiedzieli, czy mogą się spotykać. Wiedziała, że wraz z przerwą Wielkanocną, Paul kończy swą pracę w Hogwarcie. A więc zostało im półtora tygodnia razem. Potem mieli się jedynie spotkać dwa razy w czasie wypadu do Hogsmead. No i listy. Obiecali sobie, że będą do siebie pisać.
Wróciła myślami do balu... Poczuła głębsze przygnębienie. Nie chcieli, żeby plotkowano o nich, ale po Hogwarcie poszła nowa plotka. O Katherinie i Paulu. Tańczył z nią kilka razy i nawet sam zaproponował, żeby zrobić sobie z nią zdjęcie.
Oczywiście, ją i jej przyjaciółki też wziął do tańca, ale widać było, że więcej uwagi poświęcił pannie Parkes. Czuła zazdrość, mimo obustronnych zapewnień, że to nie taki rodzaj więzi. Ale ona czuła, że coś jest na rzeczy. Może ponownie ktoś się nią zainteresował, tylko po to, żeby dotrzeć do jej przyjaciółki?
Ale mimo tylu wątpliwości nie umiała trzymać dystansu. Codziennie się z nim widywała, byli sobie bliscy, rozmawiali niemal o wszystkim... Niemal... Trochę denerwowała ją skrytość chłopaka. Ona powierzyła mu swoje tajemnice, znał ją dość dobrze i wiedział, jaka pokręcona jest jej rodzina. A on nie odwdzięczył się tym samym. Wiedziała jedynie, że miał na początku nauczanie indywidualne, w domu, a wszystkie testy pisał w Durmstrangu. Wiedziała, że jest bardzo zdolny, że chce pracować w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów, że zostały mu jeszcze dwa lata nauki i mógłby tam pracować. Wiedziała, że jest zabawny, że jest dość dojrzały jak na swój wiek. I tyle. Nawet nie wiedziała, czy ma sowę.
Weszła jednak do jego gabinetu i nie zdziwiła się, gdy nie spał. Zazwyczaj rano jeszcze się uczył, ale teraz nakładał w pośpiechu wierzch szaty i równie pośpiesznie pocałował ją w usta. Uśmiechnęła się lekko i przysiadła na krześle.
- Zaspałeś?- Zapytała, a on pokręcił głową i zaczął pakować torbę.
- Wypadła mi jedna sprawa.- Uśmiechnął się do niej lekko. Obserwowała, jak jego blond kędziorki podskakują, gdy co chwilę schylał się i prostował, w czasie pakowania. Gdy zaczął pracę w Hogwarcie miał krótko ścięte włosy, a teraz, kiedy były dłuższe, zaczęły się kręcić. Spojrzał na nią bursztynowymi oczyma i Jane poczuła coś dziwnego, ale było to znajome uczucie. Mina jej nieco zrzedła, ale odpędziła od siebie to uczucie... Pewnie to przez stres reagowała dziwnie na pewne sytuacje.
- Czyli nici z porannej randki?- Zaśmiał się, gdy zażartowała i obszedł biurko. Przysiadł na krańcu blatu, tuż obok niej.
- Im bliżej końca, tym bardziej zabiegany jestem, a muszę wyjaśnić kilka spraw. No i macie mi oddać eseje do końca tygodnia. Do wtorku muszę ocenić wasz postęp.- Pogładził kciukiem jej policzek.- Przepraszam Jane, ale muszę już iść. Spotkamy się wieczorem. Trzymam za ciebie kciuki. Tylko nie denerwuj się finałem. Przekaż też twoim przyjaciołom, że wierzę w nich.
- Jasne.- Obdarzyła go bladym uśmiechem i wstała. Objął ją w pasie i przytulił ją.

- Przekażesz coś Katherinie?- Nagle zesztywniała, ale powoli kiwnęła głową.- Powiedz jej, ale po wynikach. W Skrzydle Szpitalnym do jutra jest pielęgniarka z Magicstadt. Pewnie będzie chciała z nią porozmawiać.
*******
To się nie uda. Myślała gorączkowo Katherina stojąc na przeciwko drzwi. Chwilę jeszcze stała, zaczęła się rozglądać i spojrzała na zegarek. Wynalazek Dorcas... Nakręciła odpowiednie wskazówki na inicjały SB i czekała. Czekała krótką chwilę i poczuła mrowienie w nadgarstku. Ustało, odliczyła pięć sekund i nacisnęła na klamkę. Stanęła w drzwiach i spojrzała przed siebie zdziwiona. Udało się.
- No nie.- Syriusz Black zaśmiał się i dołączył do niej na korytarzu.- Ja byłem pierwszy!
- Spadaj Black. Ja byłam pierwsza!- Pchnęła go w ramię i wybuchnęła śmiechem.
- Panno Parkes, Panie Black, zapraszam do mnie.- Profesor Gray nie krył zadowolenia, kiedy machał w ich stronę.- Naprawdę niebywałe! Oboje otworzyliście drzwi w tym samym momencie, oboje pierwsi wyszliście ze swoich sal! W pół godziny przeszliście ten tor! Niebywałe!
Podeszli do niego z szerokimi uśmiechami. Profesor wpisał ich wyniki na listę i spojrzał na nich z dumą.
- Dwójka moich najzdolniejszych uczniów.- Zwrócił się do nauczycieli z Magicstadt i Beauxbatons.- Wróżę im świetlaną przyszłość!
- Ale i tak byłam pierwsza!- Katherina założyła ręce na piersi, a Profesorka z francuskiej szkoły zaśmiała się.
- To już decyzja Profesora Dumbledore'a. Nie byliśmy gotowi na taką sytuację.- Odpowiedziała jej przeciągając w charakterystyczny sposób samogłoski.
Na pewno się udało.
*******
- Lily!- Dorcas pomachała przyjaciółce, a ta od razu do nich podbiegła.
- Uwarzyłam veritaserum!- Zapiszczała rudowłosa i przytuliła mocno Dorcas.
- Gratulacje!- Katherina również przytuliła Rudą.- Wyszliśmy pierwsi z Syriuszem, nie mogę w to uwierzyć!
- Pieprzeni geniusze.- Meadows zachichotała i oberwała w ramię od blondynki.- Jak tam Jane?
- Dobrze.- Odparła, o dziwo, ze spokojem. Brunetka uśmiechnęła się do niej promiennie i objęła ramieniem.- Jeszcze chwila i się przekonamy.
- A ty, Meadows?- Twarz Dorcas tężała, gdy odzywały się do niej dwie osoby. I obie te osoby nosiły to samo nazwisko.
- Dobrze, a ty Regulusie?- Obróciła się do młodszego z braci i kątem oka zauważyła, że przyjaciółki się ulatniają.
- Świetnie.- Patrzyli na siebie przez chwilę. Meadows nie lubiła niezręcznych cisz, a ta właśnie taka była. Ona nie wiedziała, co mówić, a młody Black uśmiechał się do niej znacząco.- Masz taką minę, jakbyś chciała o czymś zapomnieć.
- Błagam cię...- Zaczęła wystraszona, żeby nikt nie usłyszał dwuznaczności w głosie chłopaka.
- Ale chciałbym o tym pogadać, bo chyba nie daje ci to spokoju.- Jęknęła udręczona i zakłopotana. Kilka osób obejrzało się na nich i Regulus taktownie ściszył głos.- Też nie chciałbym rozgłosu.
- Regulusie...- Zaczęła z rezygnacją, a on parsknął śmiechem.
- Lubię cię Dorcas, naprawdę.- Śmiał się jeszcze chwilę.- Dobra, nie będę dupkiem. Nic między nami nie było, chociaż...
-... Mówiłem, że masz się trzymać od niej z daleka.- Dorcas odwróciła się w stronę Syriusza i spiorunowała go wzrokiem.
- Prowadzimy rozmowę, Black.- Powiedziała nieco wytrącona z równowagi, bo zainteresowała ją nagle rozmowa z Regulusem i ponownie zwróciła się do młodszego z braci.- Coś ty powiedział?
- Że możesz być spokojna, nic się między nami nie zdarzyło...- Syriusz znów chciał przerwać bratu, ale Meadows machnęła na niego ręką, żeby się uciszył.
- To dlaczego nie miałam na sobie majtek?- Zapytała szeptem, tak żeby tylko usłyszał Ślizgon, ale jak usłyszała, że były chłopak wciąga głośno powietrze, to wiedziała, że też to usłyszał.
- Pokazywałaś, że potrafisz je ściągnąć jedną ręką. I to lewą. Przydatna umiejętność.- Meadows zaczerwieniła się, gdy to powiedział. Oczywiście tak, żeby usłyszał go brat.
- Zamknij się do cholery i przestań ją nachodzić!- Warknął Syriusz i o dziwo, Regulus pożegnał się kiwnięciem głowy i odszedł.
- A ty się do cholery nie wtrącaj!- Już chyba piąty raz chciała go zabić wzrokiem. Jak obiecał tak robił, gdy tylko dłużej rozmawiała z jakimś chłopakiem, to wtedy zjawiał się on i wszystkich straszył. Nawet Jules odpuścił i tylko wymieniali się pozdrowieniami na korytarzu, i bardzo krótką pogawędką. I nic więcej.
- Akcja wywołuje reakcje, Skarbie.- Uśmiechnął się do niej szelmowsko, a ona poczuła, że robi jej się gorąco.- Muszę iść do Katheriny, idź już do swojej grupki, bo ominie cię ogłoszenie zwycięzcy. Swoją drogą, nie życzyłem ci powodzenia, Meadows, ale wiedz, że trzymałem kciuki za ciebie. Na pewno byłaś świetna.
- Spadaj, Black.- Odwróciła się od niego i poszła do grupki, która miała konkurs z zaklęć.
Prawie jęknęła, gdy zaczęto wyczytywać zwycięzców od niższych roczników. Nie słuchała nawet, tylko klaskała, gdy inni klaskali. Zwycięzcy dostawali w pudełeczku swoje nagrody. Z tego co zauważyła, to większość była nagrodami pieniężnymi. Wraz z przyjaciółkami zdecydowały, że w razie zajęcia nagradzanego miejsca, to poczekają i wspólnie zobaczą, co mają.
-...a teraz siódmy rok.- Nagle otrzeźwiała i rozejrzała się, żeby spojrzeć na przyjaciółki. Katherina z Blackiem stali dumnie obok siebie. Jedno spoglądało na drugie i widziała, jak okładają się łokciami. Zauważyła, że Parkes zbliżyła się do chłopaków, odkąd zaczęli wspólnie ćwiczyć i odkąd jej związek z Williamem stał się poważny.-... Dorcas Meadows.
- Co?- Odwróciła szybko głowę w stronę Dumbledore'a, a ten zaprosił ją gestem ręki do siebie. Przecisnęła się przed szereg i poszła odebrać nagrodę. Szkoda, że nie wiedziała za które miejsce.
- Gratuluję panno Meadows.- Dyrektor wręczył jej pudełko i uścisnął dłoń. Ustawiła się do zdjęcia i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nie dosłyszałam, które miejsce, proszę pana.- Wyszeptała, kiedy skończyli pozować do zdjęć.
- Drugie.- Mrugnął do niej przyjaźnie, a ona uśmiechnęła się i zeszła z powrotem z podwyższenia. Minęła Julesa i uścisnęła mu ramię.- Gratulacje, kolego.
- Dzięki.- Uśmiechnął sie do niej i faktycznie, jak sądziła, Jules wygrał również finał. Stanęła w szeregu i poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń.
- Babcia?- Odwróciła się do Stephanie, a ta uśmiechnęła się smutno.
- Gratuluję. Ale nie mamy czasu. Powiedziałam już Lily, że nie będzie cię na dalszej części ogłoszenia wyników. Mamy naprawdę mało czasu.- Meadows ślepo chwyciła dłoń babci i wyszła z nią tłumu. Z początku nie wiedziała dokąd prowadzi ją babka, ale szybko zorientowała się, że idą do profesor McGonagall. Nie zadawała pytań, bo miała złe przeczucie. Przystanęły przy drzwiach do gabinetu opiekunki Gryffindoru.
- Kochanie...- Zaczęła się bać.- Cokolwiek zobaczysz, błagam, nie wybiegaj z sali, daj nam wyjaśnić.
-Babciu...- Wyszeptała drżącym tonem, kiedy Stephanie Pronton otworzyła drzwi do gabinetu i przepuściła wnuczkę przodem.
*******
Biegła ile sił w nogach do Skrzydła Szpitalnego. Jane dosłownie przed kilkoma minutami powiedziała jej, że w Skrzydle Szpitalnym jest pielęgniarka z Magicstadt. I straciła dobry humor. Poczuła duży niepokój i stres. Wbiegła do pomieszczenia i zorientowała się, że jest dużo osób. Cholera. Nie chciała mieć świadków i musiała myśleć szybko...
- Panno Parkes stało się coś?- Pani Pomfrey wychyliła głowę zza parawanu, ale po chwili wróciła do poprzedniej pozycji, gdy ktoś głośno jęknął.- Poczekaj chwilę. Został mi jeszcze jeden pacjent, ale ma strasznie pogruchotane kości.
- Poczułam się źle... Wolę się szybko upewnić.- Zawołała do niej i przysiadła na łóżku.- Ale słyszałam, że ma pani pomoc z Niemiec. Może by mnie ta pani szybko obejrzała?
- Dobrze, idź do gabinetu!- Miała ochotę klasnąć w ręce, ale opanowała się. szybko weszła do małego gabinetu pielęgniarki.- Dzień dobry!
- Na brodę Merlina!- Przestraszyła niską, pulchną kobietę, która upuściła fiolki.
- Reparo!- Katherina szybko naprawiła szkody.- Dobrze, że nie były pełne.
- Na wszystkich diabłów!- Parkes spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się drwiąco.
- Naprawdę?- Uniosła brwi i usiadła na krześle. Wskazała drugie krzesło i kobieta posłusznie usiadła.- Jestem Katherina Parkes, ale sądząc po reakcji wiesz kim jestem.
- Wiem... Jestem Maria Querency.- Powiedziała zrezygnowana i westchnęła ciężko.- Wiedziałam, że przyjdziesz, ale spodziewałam się ciebie jutro.
- Ze mną nic nie wiadomo.- Nerwy powróciły i stała się niepewna.- Masz mi powiedzieć wszystko, bez ogródek.
- Pod warunkiem, że do jutra nikomu nic nie powiesz, a ja będę mogła w spokoju stąd uciec.- Parkes zdziwiła się mocno. Nie spodziewała się, że kobieta będzie współpracować. Sądziła, że potrzebne będą tortury.
- Pod warunkiem, że odpowiesz jeszcze na parę pytań dotyczących Williama.- Maria kiwnęła głową i nalała sobie do pucharu wody.
- To ja zabrałam twojego brata ze szpitala. Z tak małym dzieckiem było łatwo. Na tym etapie byłam w stanie zamieszać w jego akcie urodzenia, a jako pracownica szpitala nie było ciężko o potrzebne dokumenty. Ukryłam chłopca, po miesiącu zwolniłam się i wyprowadziłam do Niemiec. Jako pracownik innego oddziału nie byłam brana pod uwagę.- Milczały obie przez chwilę.
- Gdzie on jest?- Zapytała, a Maria wzruszyła ramionami.
- Odszedł jak tylko stał się pełnoletni. Miał podróżować.- Blondynka zmrużyła oczy.- Nie patrz tak na mnie. Nie powiem nic więcej. Twoi rodzice depczą mu po stopach. Wiesz co mi grozi, jeżeli w porę się nie ukryję?
- Ukradłaś dziecko, ty świrusko!- Krzyknęła Katherina. Maria drgnęła, ale nie przejęła się tym.- Do diabła! Ukrywałaś mojego brata przez tyle lat, a teraz chcesz mieć czas na ucieczkę? Powiedz gdzie on jest!
- Nie wiem! Jak tylko się dowiedział o tym, że jego bliźniak żyje, to uciekł!- Maria nie patrzyła jej w oczy. Katy czuła, że kobieta kłamie.- Jesteście naprawdę blisko siebie! Nie powiem nic więcej.
- Dobrze.- Parkes starała się uspokoić.- Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie będę ci się tłumaczyła dziecko. W tym temacie miałam ci tylko tyle do powiedzenia. Jeżeli wy go nie znajdziecie, to on sam was znajdzie. Wie o was.-Katherina spojrzała na nią zdziwiona. Jej brat wiedział o nich? Poczuła zbierające się łzy pod powiekami.
- William.- Powiedziała hardo.- Dlaczego on?
- Och... Natalie była moją przyjaciółką w młodości. Kiedy Will zaczął naukę, odnowiłyśmy kontakt. Był słabszy niż przedtem, ale zawsze to coś. Kiedy zmarła troszczyłam się o niego w szkole, ale w wakacje nie mogłam go wziąć pod swoją opiekę. Z jego dziadkiem było źle, a on dorastał. Wtedy pojawili się twoi rodzice i wykorzystałam chłopaka, żeby ich zmylić.- Parkes milczała i patrzyła na nią oburzona. Fakt, kobieta wyglądała przynajmniej jakby było jej przykro z powodu tej intrygi, ale jak można było tak kłamać?- Natalie nigdy nie powiedziała rodzicom kim był ojciec Willa. Zasiałam ziarno niepewności, resztę sobie sami dopowiedzieli i tak zostało.
- Wiesz, że ktoś cię znajdzie prędzej czy później?- Katherina spojrzała na nią z obrzydzeniem, a Querence kiwnęła głową.
- O ile będą mnie szukać. Nie tylko z tobą mam układ.- Jeżeli przez chwilę współczuła tej kobiecie, to przestała.
- Kto jest ojcem Williama?- Zapytała cicho.
- Jego ojciec to Gifford Pinkstone.- Maria westchnęła ciężko.- Natalie dowiedziała się po jego śmierci, że jest w ciąży. W przeciwieństwie do niej, on pochodził z bogatego domu i bała się, że nazwą ją naciągaczką. Poza tym nie znała ich zbyt dobrze. Obawiała się, że będą chcieli go zabrać.
- Jego ojciec nie żyje?- Katherina otarła łzy. Łudziła się, że może jednak ojciec Willa gdzieś jest na świecie.
- Przykro mi. Natalie była wstrząśnięta. Zginął w ataku, za czasów pierwszej wojny z Sama Wiesz Kim. Byli ze sobą mocno zżyci. Kochali się naprawdę mocno.- Uśmiechnęła się na wspomnienie.- Ale jego dziadkowie nadal żyją. Bridget i Felix Pinkstone. Pewnie nadal mieszkają w Londynie. Ale z pozycją twojego ojca w Ministerstwie dość szybko znajdziesz ich adres.
- Dziękuję. Uważam cię za ześwirowaną kobietę, ale chyba wiesz o tym.- Katherina wstała i odeszła do drzwi. Otworzyła je, ale zatrzymała się, gdy Maria się odezwała.
- Jest taki sam jak Gifford.- Spojrzała jeszcze raz na kobietę i kiwnęła głową. Wyszła z gabinetu i wpadła na Panią Pomfrey.
- Wszystko w porządku, gołąbeczko?- Zapytała ją z troską, a ona kiwnęła głową.
- Tak, proszę pani. Teraz idę coś zjeść. Zyskam trochę energii!- Starała się wydobyć trochę entuzjazmu i udało jej się. Pielęgniarka puściła ją, ale i tak jeszcze mówiła, że ma na siebie uważać i wpadać do niej na badania.
Wychodziła ze Skrzydła Szpitalnego totalnie rozwalona. W sumie tylko wyjaśniło się kim jest ojciec Williama i przynajmniej dowiedziała się, że jej brat wiedział o niej. A mimo to jeszcze jej nie odnalazł...
Musiała porozmawiać z dziewczynami! Wygrała konkurs i zdobyła takie informacje! Nie sądziła, żeby któraś z nich miała dziwniejszy dzień. Nie mogła się doczekać jutra.
*******
Weszła powoli do gabinetu profesor McGonagall i powoli przyjrzała się twarzom zgromadzonych. Razem z nią, babcią i opiekunką Gryffindoru, w pomieszczeniu było sześć osób. Rozpoznała rodziców Jamesa i przywitała się z nimi uściskiem. Jeszcze był jeden mężczyzna, ale stał obok okna i jego twarz była skryta w cieniu. Usiadła na krześle i przebiegła wzrokiem po zebranych.
- Chodzi o wstąpienie do Zakonu Feniksa?- Dorea i Charlus spojrzeli na siebie szybko, ale Dorcas źle to zrozumiała.- Zgadzam się.
- Dor, Kochanie... najpierw chcieliśmy poruszyć inny temat.- Dorea kucnęła przed nią i chwyciła jej dłonie. Spojrzała szybko na profesor McGonagall, która kiwnęła głową.- Oczywiście, jak już się zgadzasz, to dobrze. Więcej informacji przekażemy ci później, tylko nie mów o tym przyjaciołom. Póki co dyskrecja.
- Doreo.- Charlus usiadł obok profesor McGonagall, a Dorea chwilę ociągała się ze wstaniem. Usiadła wraz ze Stephanie naprzeciwko Dorcas.
- O co chodzi?- Meadows patrzyła na nie wyczekująco.
- O twoją mamę.- Brunetka pisnęła cicho przerażona. Usta zaczęły jej drżeć z nerwów.- Tak Dorcas, wiem, że twoja matka żyje.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?- Zapytała z wyrzutem i czekała chwilę nim Stephanie zebrała myśli, i zaczęła mówić.
- Wysłuchaj mnie, Kochanie.- Patrzyły na siebie chwilę w milczeniu i jej babcia zaczęła opowiadać.- Mój ślub był aranżowany i małżeństwo nie było zbyt udane. Oczywiście związaliśmy dwa znane rody, urodziłam dwie śliczne córeczki, mieliśmy swoją pozycję w społeczeństwie, ale wszystko miało swoją cenę. Mój mąż nie był spokojnym mężczyzną. Był agresywny, kiedy coś mu nie pasowało i musiałam mu w wielu rzeczach ustępować. Kilka razy nie udało mi się wybrnąć sprzed jego silnej ręki, ale to nie trwało zbyt długo. Przez prawie trzy lata nie podniósł na mnie ręki, chociaż dostrzegałam w nim agresję. Okazało się, że wyładowywał się na Elizabeth, a ja tego nie zauważyłam. Pracowałam, prowadziłam dom i z najstarszą córką spędzałam tylko wieczory. Do tej pory nie mogę pojąć, jak to się stało, że nic nie zauważyłam. Powiedziałam o wszystkim ojcu i zajął się moim mężem, tak, aby nas nie niepokoił więcej. Elizabeth była pod opieką lekarzy, w międzyczasie ustalono, że na szczęście Julie nie bił. Była zawsze taka drobna i chorowita, pewnie mógłby ją zabić jednym ciosem. Kilka lat później Elizabeth stała się agresywna. Torturowała zwierzęta, znęcała się nad Julie i innymi dziećmi. Wtedy zdecydowałam, że potrzebne jest jej leczenie psychiatryczne. Miała lepsze i gorsze dni, ale jak brała leki, to jej choroba była uśpiona. Mogła normalnie uczyć się w Beauxbatons, mogła iść na kursy i pracować. Miała dziewiętnaście lat, jak trafiła do Hogwartu w zastępstwie za profesora Flitwicka. Tam poznała twojego ojca i postanowiła, że odstawi eliksiry. Nie chciała ze mną rozmawiać, dlatego Julie też pojechała do Anglii i mieszkała blisko niej, i miała ją na oku. Edward skończył szkołę, zaczął kursy, spotykali się i przez prawie dwa lata było normalnie. Potem choroba dała o sobie znać. Zaczęła mieć ataki. Edward dowiedział się od Julie, że Elizabeth jest chora psychicznie i nie bierze eliksirów. Zagroził jej, że albo zacznie brać znów leki, albo to koniec.
- Nie chciała nawet słuchać o ponownym leczeniu. Nie wiadomo, czy udałoby się wrócić do ponownego uśpienia choroby.- Dorcas odwróciła się w stronę mężczyzny, który stał koło okna. Teraz rozumiała jego rolę. Była jej rodzina, opiekunka domu, ktoś kto przez ostanie miesiące był blisko z jej matką i jednocześnie auror, no i medyk.
- W tym samym czasie Edward miał problemy rodzinne. Jego ojciec został Śmierciożercą. Wraz z matką i siostrą odcięli się od niego, i wyjechali do Australii. W Anglii czekało ich wiele problemów. Zgłosili to, że Edward Meadows Senior jest śmierciożercą i musieli wyjechać, bo społeczeństwo było dla nich nieprzyjemne. Chwilę przed całym zdarzeniem twój dziadek wykorzystał gorszy stan twojej matki i namówił ją na przejście na stronę Czarnego Pana. Wydaje mi się nawet, że mieli długotrwały romans.
- Bardzo długotrwały romans.- Ponownie odezwał się mężczyzna z tyłu.
- Elizabeth dowiedziała się, że jest w ciąży. Wszyscy myśleliśmy, że jesteś dzieckiem Edwarda Meadowsa Seniora. Jedynie Julie wiedziała, że jesteś córką jego syna i wiedziałaś o tym. Kiedy się urodziłaś twoja matka była bardzo łagodna. Tak jakbyś była jej lekarstwem. Edward dał jej dom i pozwolił nawet na to, żeby Julie miała kontakt z twoją mamą. Pracowała u Blacków, opiekowała się tobą. Była taka dobra i łagodna. Nawet jak brała leki, to taka nie była! Jak miałaś cztery lata, Julie zorientowała się, że matka cię bije. Nie wiedziała ile to trwało, ale zauważyła ślady. Oczywiście pokłóciły się, ale twoja matka obiecała, że już więcej tego nie zrobi. Julie skontaktowała się ze mną, a ja z Walburgą Black. Miała mieć oko na Elizabeth, bo Julie czuła, że nie będzie miała wstępu do domu Meadowsa. Minął rok i Walburga poinformowała mnie, że Edward knuł na nich jakąś zasadzkę, chciał być ułaskawiony kosztem Blacków. Jako były śmierciożerca musiał żyć w ukryciu.- Dorcas spojrzała na babcię i miała już potężny mętlik w głowie. Matka ją biła? Przecież nic nie pamiętała.
- Ale ja nic nie pamiętam.- Wyszeptała drżącym głosem, a Stephanie uśmiechnęła się smutno.
- Julie zadbała, żebyś tego nie pamiętała.- Przybliżyła krzesło bliżej wnuczki i chwyciła jej dłoń.- Twoja matka zaczęła być agresywna w stosunku do skrzatów Blacków, a potem w stosunku do Syriusza, którym się opiekowała. Oczywiście musiała go z początku karmić ideologią, że wszyscy są sobie równi, że czystość krwi nie jest ważna. Walburga jak się dowiedziała, wpadła w szał. Wiedziała, że Elizabeth działała ze śmierciożercami i mocno się zdziwiła, gdy wpajała do głowy Syriusza inne bajki. Poinformowała mnie o wszystkim, o tym, że najpierw było w porządku i znów ma nawrót choroby. Straciła pracę i dostała ataku. Blackowie wezwali Edwarda, żeby zabrał Elizabeth. Zaczęli się kłócić i wtedy dowiedzieli się, o działaniach twojego dziadka. Zaczął obwiniać twoją matkę i na nią zrzucać odpowiedzialność, i cóż... Twoja matka nie wytrzymała i go zabiła.
- Nie...- Wyszeptała i pociekły jej z oczu łzy. Stephanie szybko otarła kilka łez, które uroniła.
- Ledwo zdołali ją uspokoić. Oszołomili ją, wezwali mnie i Julie. Trzeba było działać jak najszybciej. Zjawiłam się tak szybko jak się dało, Julie tak samo. Walburga wezwała medyków z Munga i ją zabrali.
- Nie było ciała.- Powiedziała Dorcas, przypominając sobie artykuł.
- Blackowie znali się na tym. Lubili Elizabeth, a Walburga wiedziała o jej chorobie i tylko pewnie dlatego jej wybaczyła. Nie chcieli, żeby stała się jej krzywda. Oddział w Mungu okazał się niezbyt przystosowany dla Elizabeth i miała dożywotnio być w zakładzie Janusa Thickey'a. Po prostu wymknęła się spod kontroli. Większość czasu spędzała w izolatce. Biła pielęgniarki, medyków i innych pacjentów. Udało mi się przekonać Thickey'a do tego, żeby sala Elizabeth była jednoosobowa. Bez żadnych rzeczy, którymi mogłaby sobie zrobić krzywdę. Lata mijały. Julie prosiła mnie, żebym nie ingerowała w twoje wychowanie, dlatego byłam na uboczu. Oczywiście wiedziałam o tobie wszystko i czuwałam nad wami, jak miałyście problemy. Julie i ja odwiedzałyśmy twoją matkę, co miesiąc aż do 1973, kiedy Thickey upozorował swoją śmierć. Wybuchło małe zamieszanie i Elizabeth udało się uciec. I przez trzy lata nie dawała o sobie znaku życia. Jak zdawałaś SUM-y złożyła Julie wizytę. Zapewniała, że choroba minęła, że się zmieniła. Julie jej uwierzyła i przez jakiś czas mieszkały razem. Dowiedziałam się o tym i Elizabeth ponownie zniknęła. W czasie wakacji wasz dom był pod ochroną i miałyście spokój. Wyjechałaś na szósty rok i po świętach Elizabeth ponownie odwiedziła Julie. Zanim udało mi się dotrzeć, znów zniknęła i znalazłam otrutą Julie.
- Nie!- Meadows gwałtownie wstała i przeszła się kilka razy po gabinecie.- Nie! Przecież ona była chora! Mówiliście, że była chora! Może powiesz, że Blackowie, to też jej sprawka?
- Nie udało mi się ich ostrzec na czas.- Stephanie ocierała chustką łzy, a Dorcas zaszlochała głośno.
- Wzięłam cię do Francji, żeby cię chronić. Zmieniam ci imię i nazwisko, żeby zmusić Elizabeth do pojawienia się u mnie! Trzeba było to skończyć! Uparłaś się na powrót i zrozumiałam, że działam zbyt egoistycznie. Dumbledore obiecał mieć na ciebie oko. Oczywiście nie powiedziałam mu o Elizabeth, a może gdyby wiedział, to wszystko by się inaczej skończyło!- Jej babcia schowała twarz w dłoniach i płakała równie mocno jak Dorcas.
- Usiądź Dorcas.- Łagodny ton Dorei wyrwał ją z myśli i ponownie usiadła.- Zajęłam się twoją mamą i z nią zamieszkałam. Nic nie wiedziałam o tym, co się u niej działo i opowiadała mi, że miała romans z Edwardem Meadowsem Seniorem, bo była głupia. Wypuszczona spod szklanego klosza. Dopiero kilka tygodni temu weszłam do ciebie do pokoju, żeby posprzątać i zauważyłam zdjęcia. Napisałam do Jamesa i potwierdził. Że twój tata umarł jak miałaś pięć lat temu, w dniu, kiedy Elizabeth uznano za zaginioną. Że poznali się w Hogwarcie i chyba powinnam go znać. Faktycznie, znałam go. Skontaktowałam się z Dumbledorem, a on z twoją babcią. Sprawdziliśmy twoje dokumenty i cóż...
- I skontaktowali się ze mną kilka tygodni temu. Byłem przesłuchiwany przez Aurorów, po kolei rozpracowywano tę sprawę, żeby było wszystko ustalone, kiedy ty się dowiesz.- Dorcas spojrzała ponownie na mężczyznę stojącego przy oknie.- Udało mi się zorganizować zastępstwo na czas mojego pobytu w Anglii i przyjechałem. Nie miałem pojęcia, że mam córkę.
- Dorcas!- Dorea podbiegła do niej i zaczęła wachlować ją teczką, którą trzymała w ręce. Meadows czuła jak cała drży, serce waliło jej jak szalone a mimo, że oddychała, to miała wrażenie, że jej płuca są puste. Myśli biegły jej jak szalone, szumiało jej w uszach, miała mroczki przed oczami, czuła jakby umierała i wiedziała, że jest źle, i to bardzo źle.
*******
- Co z nią, pani profesor?- Lily jako jedyna została poinformowana, że Dorcas leży w Skrzydle Szpitalnym. Udała się tam, jak najszybciej mogła i na korytarzu spotkała profesor McGonagall.
- Atak paniki. Dostała eliksir uspokajający. Małą dawkę i to silnie rozcieńczoną, bo nie może być otępiała.- Opiekunka Gryffindoru spojrzała na nią smutno.- W środku są Potterowie i jej rodzina. Dorcas już doszła do siebie, ale ciągle jest w szoku. Od razu po wyjściu pójdźcie do dormitorium i lepiej, żeby się przespała.
- Dobrze, pani profesor.- Evans kiwnęła głową i weszła powoli do Skrzydła Szpitalnego. Myślała, że będzie mniej osób, ale najwidoczniej niektóre konkurencje na finale konkursu niektórych przerosły. Rudowłosa podeszła do Dorei i Charlusa, którzy stali nieco na uboczu.
- Lily!- Dorea uścisnęła ją serdecznie i wypuściła ją niechętnie.- Jesteś coraz piękniejsza.
- Dziękuję.- Uśmiechnęła się lekko i przywitała się z Charlusem. Spojrzała na łóżko na, którym leżała Dorcas. Obok na krześle siedziała Stephanie, a koło niej stał nieznany jej mężczyzna.
- Napędziłaś mi niezłego stracha.- Uśmiechnęła się do przyjaciółki i usiadła na krańcu łóżka. Spojrzała zmartwiona na Stephanie. Dorcas wyglądała okropnie. Widać było, że od dłuższego czasu płacze, bo oczy, nos i usta miała opuchnięte. Nie szlochała, tylko łzy lały się z jej oczu.- Co się stało?
- Jestem jej ojcem, Edward Meadows.- Otworzyła usta ze zdziwienia, ale uścisnęła dłoń mężczyźnie.
- Lily Evans, przyjaciółka.- Odpowiedziała i gdy puścili swoje dłonie, odwróciła się do Dorei, która o dziwo, trzymała w swojej dłoni, dłoń Charlusa.- Co się stało?
- Jak zawsze, Lily. Długa historia.- Wyjąkała Dorcas i pociągnęła nosem.- Moja matka zabiła przynajmniej cztery osoby, a mój ojciec nie wiedział, że ma córkę.
- Wszyscy myśleli, że Dorcas jest córką ojca Edwarda.- Stephanie pokręciła głową i pogłaskała wnuczkę po policzku.- Dorea zauważyła zdjęcia swojego kolegi ze szkoły i zainteresowała się całą sprawą. Charlus przesłuchał Dorcas i jutro Elizabeth zostanie zatrzymana. Oczywiście jest cały czas pod obserwacją, więc nie powinna uciec. Dziękuję Lily, że porozmawiałaś z Dorcas, tak jak prosiłam. Elizabeth mogłaby się spłoszyć i...
- Musi odpowiedzieć za to, co zrobiła.- Dokończyła hardo brunetka, a Evans pogłaskała ją po dłoni.
- Dor...- Zaczęła łagodnie, ale ona pokręciła szybko głową.
- Nie Lily. Ty nie rozumiesz! Ona otruła ciocię... Powinna być jej wdzięczna, bo mnie wychowywała. Mimo wszystko, powinna ją oszczędzić. Ze względu na mnie.- Wyszeptała ostatnie słowa i otarła łzy.- Musi odpowiedzieć za to, co zrobiła.
- Materiał ją obciążający jest dość spory. Spodziewamy się szybkiego procesu.- Powiedziała Stephanie pustym głosem.- Stracę drugą córkę.
- Już dawno ją straciłaś.- Powiedziała beznamiętnie Dorcas. Rudej to się nie spodobało. Słowa przyjaciółki były pełne nienawiści i żalu.
- To przez chorobę, Dorcas.- Pani Pronton spojrzała na Edwarda, jakby prosząc o ratunek.
- Wiele dla niej nie zrobiliśmy. Jest wiele osób odpowiedzialnych za tę sytuację.- Powiedział, a ona tylko kiwnęła głową.
- Chyba już czas.- Powiedziała łagodnie Dorea. Pożegnali się dość szybko i odeszli.
- Odprowadzę was do wieży.- Powiedziała babcia Dorcas i wstała z krzesełka.- Jesteś w stanie iść, Skarbie?
- Tak.- Powiedziała brunetka i broda jej się zatrzęsła. Lily próbowała pomóc jej wstać, ale odepchnęła jej rękę. Nie chciała jej pomocy, chciała sama sobie dać z tym rady, ale Ruda czuła, że tego nie dźwignie. Już raz tak było. Na czwartym roku, kiedy wróciła szczęśliwa z Balu Absolwentów i oznajmiła, że spotyka się z Rogerem Bryntem na poważnie. Była taka szczęśliwa. Przez dwa tygodnie spotykała się z tym chłopakiem i opowiadała Lily jakie rzeczy z nim wyprawiała. A kiedy wracali na wakacje, zerwał z nią. Dopiero we wrześniu zauważyła, jak Dorcas przeżyła całe zerwanie. Jej pierwsza miłość i tak mocny zawód. Kiedy Syriusz z nią zerwał, Lily bała się o nią, ale brunetka dała sobie radę.
Teraz była gorsza sytuacja.
- Zatrzymałem się Pod Trzema Miotłami.- Powiedział Edward przy drzwiach.- Muszę iść jeszcze do dyrektora. Jakbyś chciała ze mną porozmawiać, to powiedz babci.
- Dobrze.- Dorcas kiwnęła głową i powoli poszła korytarzem.
*******
- Hej, co ci jest?- Katherina stała w drzwiach do dormitorium Huncwotów. Była umówiona po kolacji z Williamem, ale nie przyszedł. Spojrzał na nią chłodno, ale się nie odezwał. Weszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi.- Więc?
- Widziałem cię z nim.- Powiedział, a ona westchnęła ciężko. O ile Jane udało się wyperswadować myśli o romansie z Paulem, tak do Williama nie potrafiła przemówić.
- Dziękowałam mu. To wszystko.- Wzruszyła ramionami. Prosto ze Skrzydła Szpitalnego poszła na kolację i gdy zauważyła, że Paul wychodzi postanowiła mu podziękować. Wiedziała, że na pewne sytuacje reaguje zbyt emocjonalnie i wtedy też tak było. Objęła go, a on odwzajemnił uścisk. Słyszała już plotki o domniemanym romansie z "nauczycielem", ale nie obchodziło ją to. Najważniejsze, że przyjaciele wiedzieli, że między nimi nic nie ma, reszta ją nie obchodziła.
Jak wróciła do stołu, to dostrzegła, że Jane jest spięta, a Jess robiła miny, żeby tylko coś powiedziała. I zapewniła Jane, że to znowu nic nie znaczy. Że była w Skrzydle i wyjaśni im wszystko następnego dnia. Reakcja Jane nie zachwyciła jej. Elliot kiwnęła głową, ale chyba przestała jej wierzyć. Uspokoiła się nieco, kiedy po kolacji Jane poszła do Paula.
Teraz miała cięższy orzech do zgryzienia. Will był nieustępliwy w swoich osądach.
- Przestań Katy.- Zamurowało ją, kiedy ton jego głosu wiał chłodem.- Od kilku tygodni znoszę to, że latasz do niego z byle bzdurą. Na balu się do ciebie kleił i nie tylko ja to widziałem. Cała szkoła huczy od plotek, że między wami coś jest, a ty nawet nie próbujesz tego prostować.
- Bo nie ma sensu.- Odparła niecierpliwie.- Trzymamy się wyznaczonych granic. Paul jest pomocny i mu ufam, więc dlaczego nie mogę z nim rozmawiać?
- Masz od tego przyjaciół! Przed nim się zwierzasz, a reszcie nic nie mówisz. Macie już swoje sekreciki, wodzicie za sobą wzrokiem, potrafisz nawet na przerwach biec do niego, jak coś ci wpadnie do głowy, ale nie podzielisz się tym z przyjaciółmi!- Wyrzucał z siebie i wstał z łóżka. Parkes stała naprzeciwko i próbowała się opanować.
- Słuchaj William. Przez kilka miesięcy moi przyjaciele bagatelizowali moje problemy, wszystko tłumaczyli moim głupim zachowaniem, cała moja rodzina mnie oszukiwała, więc nie dziw się, jeżeli szukam bardziej postronnej opinii. Ktoś mnie wysłuchuje i daje mi bezstronne, obiektywne uwagi. Daje mi coś, czego moi przyjaciele nie mogą mi dać. Jestem z nim blisko, naprawdę blisko, ale nie w ten sposób, co wszyscy myślą!- Głos jej zadrżał, a ona nadal widziała, że jest nieprzekonany.
- Pomyślałaś o Jane? Jak ona się czuje?- Zapytał, a Katy kiwnęła głową.
- Cały czas o niej myślę! Merlinie, Will. Nigdy nie miałam w stosunku do niego żadnych niestosownych myśli! Już bardziej o Syriusza powinieneś się martwić, a nie o Paula!- Jęknęła coraz bardziej zniecierpliwiona.
- A on w jaki sposób o tobie myśli?- Podniósł nieco głos, a Parkes drgnęła. Blondyn westchnął i ponownie usiadł.
- Na pewno nie w taki sposób, jak myślisz.- Zapewniła go po raz kolejny. Miała już powoli dość.
- Wiesz, że ty i Jane przewijacie się przez jego gabinet prawie na zmianę? Twoje i jego zachowanie mówi samo za siebie. Czego ty właściwie chcesz, Katy? Bo może powinienem mu ustąpić.- Spojrzała na niego mocno zdziwiona. No chyba się przesłyszała!
- Nie żartuj sobie ze mnie! Doskonale wiesz, że ta nie jest! Jakbym chciała z nim być, to uwierz, że już dawno bym była.- Wycedziła przez zaciśnięte zęby i szybko pożałowała tych słów.- Proszę William, nie kłóćmy się o to. Między mną a Paulem nic się nie dzieje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Nie Katy. Mam nadzieję, że następnym razem zobaczysz się z nim tylko raz. Gdy będziesz oddawała swój esej.-Myślała, że się przesłyszała, że żartuje, ale nie. Był poważny jak cholera.
- Postaram się.- Powiedziała cicho i starała się nie pokazywać jak bardzo się zawiodła.- Dobranoc.
- Katy!- Złapał ją za rękę, gdy odwróciła się do wyjścia. Wyszarpnęła ją i spojrzała przez ramię.
- Dobranoc.- Powiedziała dobitnie nieco się złoszcząc i wyszła. Nie miała kompletnie siły się z nim kłócić. Miała nadzieję, że jutro inaczej spojrzy na tę sprawę.
*******
Czuła jak Lily głaszcze ją po głowie i starała się oddychać miarowo. Bała się, że jeżeli straci kontrolę nad tak prostą czynnością jak oddychanie, to się popłacze. Chciała mieć z głowy przyjaciółki, więc zaraz po przyjściu opowiedziała im wszystko. I wszystkie straciły dobry humor po finale. Katherina, Jane i Lily zwyciężyły w swoich konkurencjach. Katy wyjawiła im, że umówiła się z Blackiem, iż razem wyjdą z sali. Do tego przysłużyły się jej zegarki, które im dała w listopadzie. Czuła, że to nie był przypadek, ale przynajmniej wiedziała jak to zrobili. Dowiedziała się też, że James miał drugie miejsce z Transmutacji, a William pierwsze. Remus z kolei zwyciężył z Zielarstwa. Każde się wzbogaciło o sześćset galeonów i dodatkowe punkty przy rekrutacji na kursy. Oprócz tego Jane miała spędzić wakacje w Afryce wraz z Newtonem Skamanderem i jego żoną Porpentyną. Z tego co wyczytała będzie się zajmowała budową naturalnego siedliska dla Świergotników. Lily oprócz pieniędzy wygrała też dziewięciomiesięczny kurs eliksirów w Rosji. Gdyby się zdecydowała na wyjazd, kursy w Anglii lub Francji zaczęłaby dopiero rok po skończeniu Hogwartu.
- Śpij Dorcas.- Wyszeptała Lily, nadal głaszcząc ją po głowie.
- Nie mogę.- Odszepnęła i przytuliła się do Rudowłosej. Tak bardzo pragnęła innego objęcia. Tak bardzo chciała być pocieszana przez kogoś innego. Ale nie mogła mieć tego.- Czuję się oszukana, Lily. Tak się cieszyłam, kiedy ją odnalazłam, a ona mną manipulowała. Zraniła tak wiele osób. A ja nawet się nie zorientowałam, że to wszystko jest grą. Nie wybaczę jej nigdy.
- Dor...- Evans próbowała coś powiedzieć, ale brunetka jej przerwała..
- Zabiła ciocię. Ona przynajmniej mnie kochała i mnie chroniła. To ona powinna być moją matką. Jestem taka sama Lily.- Głos się jej załamał, a Lily mocniej ją objęła.- Idź już do swojego łóżka. Dam sobie radę.
*******
We czwórkę siedziały przy stole Gryffindoru i w ponurym nastroju jadły śniadanie. Katherina wyczekiwała aż William wejdzie do Wielkiej Sali. Chciała z nim porozmawiać, ale nie zastała go w dormitorium. Zauważyła jak Paul odchodzi od stołu nauczycielskiego i zmierza ku wyjściu. Miała z nim ćwiczyć wieczorem, ale po wczorajszym dniu musiała zweryfikować swoje plany. Wstała od stołu i pośpieszyła się, żeby go dogonić.
- Paul!- Zawołała, kiedy był już na korytarzu. Odwrócił się do niej i uśmiechnął przyjaźnie.
- Cześć Katherina.- Odwzajemniła gest i podeszła bliżej.
- Chciałam tylko powiedzieć, że nie przyjdę wieczorem.- Zrobiła zmieszaną minę.- Przepraszam, ale w Hogwarcie huczy od plotek na nasz temat, a nie chcę dodatkowo prowokować Williama i Jane. Chciałam ci jeszcze raz podziękować, bo nie wiem, czy będę miała okazję. Dziękuję ci za to, że mnie słuchałeś i doradzałeś. Dziękuję za wczorajszy cynk o obecności Marii w Hogwarcie. Dziękuję, że ze mną ćwiczyłeś i tak bardzo mi pomogłeś.
- Czyli to pożegnanie?- Zapytał, a ona kiwnęła powoli głową.- Cóż, Katherina. Pewnie spotkamy się, kiedy już będziesz na kursach. Pamiętaj o tym, że jesteś bardzo blisko swojego brata i wkrótce go znajdziesz. I pamiętaj, żeby oddać esej zgodnie z normami, bo ostatnio zapomniałaś o podpisaniu pracy.
- Przekażę go Jane.- Uśmiechnęła się i wyciągnęła do niego dłoń. Ścisnął jej dłoń i uśmiechnął się.
- Pamiętaj. Jest blisko.- Kiwnęła głową i odwróciła się, żeby wrócić do Wielkiej Sali. Zdziwiła się, kiedy po drugiej stronie korytarza o ścianę opierał się William.
- Cały ranek cię szukałam!- Podeszła do niego i chciała go pocałować. Odsunął się nieco, a ona zdziwiła się.
- Dziękowałam mu i żegnałam się z nim.- Wytłumaczyła, ale Kartney'a nie zadowoliła ta odpowiedź.
- Ostatnio coś często mu dziękujesz.- Mruknął, a ona miała ochotę się uśmiechnąć. Naprawdę dostrzegała, to, że stara się nie być o nią zazdrosny, ale nie wychodziło mu to.
- Bo mam za co. Ty też powinieneś.- Uśmiechnęła się do niego tajemniczo. Uniósł jedną brew pytająco, a ona poczuła dumę, że udało jej się czegoś dowiedzieć.- Była tu wczoraj pielęgniarka z Magicstadt i powiedziała mi kim jest twój ojciec. Znaczy...
- Dość.- Powiedział chłodno, a ona cofnęła się o krok.- Nie pomyślałaś przez chwilę, że nie chcę wiedzieć?
- Odniosłam wrażenie, że chciałbyś wiedzieć.- Wyszeptała zawstydzona. Nie spodziewała się, że tak ją napadnie.
- Nie chciałbym. Mama wychowała mnie sama.- Wycedził ze złością, a ona pokręciła głową.
- Zmarł przed tym jak twoja mama dowiedziała, się, że jest w ciąży.- Powiedziała szybko i zbliżyła się do niego. On cofnął się o krok, jakby go uderzyła.
- Merlinie Katherina! Jak tylko wypatrzysz jakąś tajemnicę, to musisz w to brnąć. Nie możesz sobie odpuścić? Nie chciałem tego wiedzieć!- Drgnęła, kiedy podniósł nieco głos. Kilka osób przechodzących obok zwróciło na nich uwagę.- Szukasz tylko czegoś z czego możesz zrobić sensację.
- William!- Zawołała za nim, kiedy szybko od niej odszedł. Zaklęła pod nosem i uderzyła dłonią w ścianę.- No po prostu super! Super! Super! Super!
- Nie brzmi jakby było super, panno Parkes.- Blondynka odwróciła się i spojrzała na Fecily Legere.
- Czasami zastanawiam się jak to jest możliwe, że moja paczka ma tyle problemów i jest tak poszkodowana przez los. Przecież to nie możliwe, żeby kilka osób się ze sobą przyjaźniło i żeby każda z nich miała jakieś problemy. Na domiar złego jednocześnie trójka z nich przeżywa najgorszy okres w swoim życiu. Tak sądzę, że tak źle chyba nie było. Przecież to nie możliwe!- Katherina oparła się o ścianę i patrzyła wyczekująco na nauczycielkę Wróżbiarstwa.
- Nie pomyślałaś, że to przeznaczenie?- Zapytała ją, a Parkes parsknęła śmiechem.- Myślałam, że zażegnałyśmy ignorancję.
- Przepraszam. Ale przeznaczenie? Wydaje mi się, że to odpowiedź, na wszystkie pytania, na które nie zna się odpowiedzi.- Westchnęła ciężko.
- Wszystko dzieje się po coś. Może dzięki waszym problemom macie tak silną więź?- Zapytała i nim Katy zdążyła zastanowić się nad odpowiedzią, nauczycielka odeszła. Parkes nienawidziła Wróżbiarstwa. Kobieta potrafiła na każde pytanie odpowiadać pytaniem, a ona nie miała ochoty analizować tego wszystkiego. Odepchnęła się od ściany i skierowała swe kroki do dormitorium. Skończyła przyjaźń z Paulem, William się do niej nie odzywał, przyjaciółki żyły kłopotami Dorcas, a ona miała wszystkiego dość. Wiedziała, że matka Meadows zostanie skazana na pocałunek dementora i było jej strasznie przykro, że jej przyjaciółka musi przez to przechodzić. Pomyślała o rodzicach i miała nadzieję, że wyjaśnią sobie wszystko w czasie przerwy Wielkanocnej. Jej ostatnie chwile wolnego przed owutemami. Uczyła się prawie w każdej wolnej chwili i miała nadzieję, że wtedy trochę odpocznie.
Weszła do dormitorium i zauważyła, że Dorcas jeszcze nie wstała. Miała jedynie nadzieję, że brunetka śpi.
Spojrzała w odbicie w lustrze i spróbowała się uspokoić. Lubiła Willa. Naprawdę go lubiła i nie chciała, żeby między nimi były jakieś zgrzyty. Ale odkąd tylko zaczął się ich poważny związek, to wszystko robiła nie tak. A raczej on sądził, że robi wszystko w innych intencjach niż sądzi.
Poczuła smutek, gdy przypomniała sobie co powiedział. Wiele razy jak rozmawiali o jego przeszłości, odniosła wrażenie, że brakuje mu tej jednej informacji. A ona ją zdobyła. Nie z chęci narobienia wokół tego szumu. Chciała mu pomóc. Chciała, żeby wiedział, że ojciec go nie porzucił. Że jego drudzy dziadkowie żyją i zapewne uwierzą, że jest ich wnukiem.
Ale jak zwykle źle ją zrozumiano.
I w takich chwilach jak te, chodziła do Paula.
Brakowało jej go.
*******
Dobra, od tego rozdziału, to jeszcze ze cztery notki i koniec Hogwartu.
No i następny rozdział możliwe, że będzie szybciej niż koniec czerwca. Ostatnio wena sprzyja.

I jak macie jakieś przemyślenia, i przypuszczenia co będzie dalej, to piszcie w komentarzu. Chcę się przekonać, czy opowiadanie jest przewidywalne.

Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Hej, uważam, że twój pomysł jest świetny, lecz zobaczyłam parę niezgodności np. w ostatnim rozdziale napisałaś, że Lily była w Hogsmeade z Antoinem, a w rozdziale w którym odbywało się to wyjście Lily szła z Jaquesem(nie wiem jak to się pisze i odmienia). Nie zmienia to jednak tak dobrej koncepcji, chociaż wolę skupiać się bardziej na Lily i Jamesie, ewentualnie na Dorcas i Syriuszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      Dzięki wielkie :) nie mogłam właśnie znaleźć jego imienia, ale już zmieniam :D

      Usuń
  2. Nie wiem czemu, ale podczas czytania tego rozdziału naszła mnie myśl że to Paul mógłby być bratem Katheriny O.o Przeżyłam szok w związku z matką Dorcas. Tego sie nie spodziewałam! Troche się zgubiłam w całej tej historii, ale czy dobrze rozumiem, że Elizabeth zamordowała u Blacków dziadka Dorcas,który był uważany za jej ojca? Trochę to poplątane xd A teraz przyjechał jej prawdziwy ojciec, Edward młodszy?
    Denerwuje mnie Will, nic mu nie pasuje :(
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, akcja z Elizabeth jest popieprzona, ale przypominam- jest chora psychiczna.
      Co do Willa... On ma tylko osiemnaście lat, całe życie myślał, że został odrzucony przez ojca i boi się, że Katy go odrzuci (co nieświadomie niestety robi). Dorośnie i pewnie zmądrzeje. :)

      Pamiętajmy- Oni są młodzi i jak każdy, robią głupstwa.

      Paul i Katherina <3 Razem są tacy piękni <3
      (w mojej wyobraźni, na pewno- w Twojej też powinni być :P)

      Usuń
    2. I również pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Deadline minął :O

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj! Dawno tu nie zaglądałam i musiałam nadrobić zaległości. Rozdział jest bardzo fajny. Cieszę się, że wyjaśniła się sprawa rodziny Katy, że Will nie jest jej bratem. Mi też wydawało się, że może być nim Paul, tylko czemu tyle zwlekałby z powiedzeniem jej tego. Napięta sytuacja pomiędzy Dorcas i Syriuszem oraz Lily i Jamesem jest bardzo trudne męcząca. Oni powinni być razem. Ciekawe, czy pójdą po rozum do głowy i czy dziewczyny im wybaczą, czy raczej uniosą się honorem. Czy to sukienka Jess leżała koło łóżka Lunatyka? A jeśli chodzi o sprawę Dorcas, to sytrasznie wszystko jest zagmatwane i chyba musiałabym cofnąć się o wiele bardziej, żeby wszystko zrozumieć jak należy. Piszesz, że jeszcze tylko 4 rozdziały w Hogwarcie. Co planujesz potem?

    Czekam na następne wpisy i gorąco pozdrawiam ❤ a w wolnej chwili serdecznie zapraszam do mnie.
    Drama
    http://qwertzxcvb.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      Sytuacja z Dorcas nie była bardziej poruszana wcześniej. Staram się nieco edytować wcześniejsze rozdziały, żeby pewne sytuacje były bardziej naświetlone, ale nie wiem ile czasu zajmie mi edycja.
      Sukienka obok łóżka Remusa, to sukienka Katy. Po prostu tam wyładowała :)
      Po Hogwarcie będą kursy i działanie w Zakonie Feniksa ;)
      Również Pozdrawiam! ;*

      Usuń