czwartek, 25 maja 2017

Rozdział XXXIX

Katherina siedziała ponownie w gabinecie Dumbledore'a. Była z nią opiekunka Gryffindoru, która wyglądała na zawiedzioną, pani Pomfrey, jeden z medyków ze św.Munga, który kilka dni wcześniej ją badał, Dorea Potter- jej opiekun na wypadek nieobecności rodziców i czterech pracowników Ministerstwa Magii. Czuła, że ma kłopoty, bo nikt się nie uśmiechał. Gdy weszła do gabinetu od razu poprosili ją, żeby usiadła. Matka Jamesa zajęła miejsce obok niej i chwyciła ją za rękę. Parkes patrzyła wyczekująco na dyrektora, który czytał jakieś dokumenty, a kiedy skończył spojrzał na ludzi z Ministerstwa Magii.
- Usiądźcie i nie straszcie dziewczyny.- Poczekał, aż wszyscy usiądą i spojrzał na Katherinę z uprzejmością.- Mamy już twoje wyniki badań i są trochę niepokojące. Wiemy, co jest źródłem twoich omdleń. Niepokojący jest fakt, że odpowiedzialna jest za to... psylocybina i salamandryna.
- Bardzo poważnie jestem chora?- Głos jej drżał. Nie znała tych nazw i obawiała się jakiejś rzadkiej, egzotycznej choroby.- Umrę?
- Chyba nikt od tego nie umarł.- Dumbledore wyglądał jakby chciał się roześmiać.- Są to substancje chemiczne, naturalnego pochodzenia. Obecne w grzybkach halucynogennych i w jadzie salamandry. Tak się składa, że są to jedne z głównych składników Wywaru Iluzji.
- Och... Ale przecież, to silny eliksir halucynogenny.- Widziała jak McGonagall ściąga usta w wąską linię.- Nigdy nie piłam czegoś takiego! Jak to jest możliwe?
- To chcemy wyjaśnić.- Powiedział Albus Dumbledore. Poczuła łzy pod powiekami. Obecność substancji we krwi, która kwalifikowała się jako narkotyk, mógł pogrzebać jej szanse na bycie Aurorem, nie mogłaby zajmować żadnych ważnych stanowisk Ministerstwa Magii. Zaszlochała głośno, na myśl o tym, że jej marzenie może się nie spełnić. Jej jedyny sposób na życie. Poczuła jak Dorea mocniej ściska jej dłoń.- Panno Parkes...
- Są to śladowe ilości, które w połączeniu ze zwiększoną dawką adrenaliny, powodują niedokrwienie mózgu, co skutkuje omdleniami.- Powiedział Doktor McMillan.- Uważam, że eliksir ten mógł być zażyty maksymalnie pięć miesięcy temu.
- Panno Parkes.- Usłyszała surowy ton Profesor McGonagall. Wiedziała co ma na myśli.  Jej wyjścia z zamku. Milczała i robiła burzę mózgu. Przecież wiedziałaby, że była pod wpływem jakiś środków halucynogennych. Wiedziała, że ją obserwują, a ona wstała i podeszła do okna. Spojrzała na Zakazany Las i myślała przez chwilę, aż... Bingo! Ponownie usiadła i zwróciła się do Doktora McMillana.
- Niech pan opowie jak działa ten eliksir.- Spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Zdawała sobie sprawę, że pewnie myślą, że gra na zwłokę, lub robi z siebie idiotkę, ale nie chciała rzucać bezpodstawnych oskarżeń.- Jakiego rodzaju są halucynacje?
- Eliksir ten sprawia, że postrzega się inaczej rzeczywistość. Urojenia, omamy wzrokowe i słuchowe. Zaburzenia percepcji. Były przypadki , że czarodzieje pod wpływem tego eliksiru doznawali objawień postaci z legend, bajek, osoby okryte sławą, znane głownie z portretów. W połączeniu z dużą dawką alkoholu eliksir ten powoduje wystąpienia stanów lękowych, ponieważ doznania po tym eliksirze mogą być przerażające, brutalne, niemiłe. Zazwyczaj taki stan trwa kilka godzin. Przy warzeniu eliksiru wykorzystuje się jad ze skóry salamandry. Niedoświadczeni czarodzieje mogą pobrać jad wraz z krwią salamandry, która dodatkowo przedłuża obecność tych substancji w krwi. Pani musiała mieć tego pecha.- Kiwnęła głową na znak, że rozumie, bo rozumiała wszystko.
- Nie wypiłam go świadomie, profesorze.- Powiedziała Katherina patrząc prosto w oczy Dumbledore'a.- Jeśli powiem, kto mi go podał bez mojej wiedzy, jeśli powiem, kto mnie znalazł, kiedy eliksir przestał działać, to czy w notatce w moich aktach będzie wyraźnie napisane, że podano mi go bez mojej zgody i bez mojej wiedzy? Panie profesorze, bez tego nie będę miała szans na kurs aurorski... Merlinie, ja mogę dać nawet wspomnienie!
- W dokumentach dla Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziei , w karcie zdrowia Munga i we wszystkich dokumentach w szkole własnoręcznie wpiszę, że nie wiedziałaś, że ktoś ci go podał. Tylko udziel nam tych informacji.- Zapewnił ją Dumbledore.
- Dalej Katherino.- Dorea prawie miażdżyła jej dłoń w uścisku.
- Podał mi go Gregory Nurman. Znalazła mnie Madame Rosmerta, która dodatkowo dała mi od niego coś w rodzaju prezentu z liścikiem.- Wstała z miejsca i podeszła do Myślodsiewni. Skupiła się na tym, żeby przypomnieć sobie to wydarzenie. Nie było trudno, często przed snem wracała do tego spotkania z Gregiem. Przyłożyła różdżkę do skroni i po chwili powoli odciągała od siebie różdżkę. Widziała w odbiciu w oknie jak tworzy się srebrna nić od jej skroni, aż do końca różdżki. Gdy skończyła, machnęła w stronę Myślodsiewni. Schowała różdżkę i spojrzała na zebranych. McGonagall nadal miała surowy wyraz twarzy, Pani Pomfrey uśmiechała się do niej pocieszająco, a ciocia Dorea wręcz promieniała z radości, że faktycznie to wszystko było nieporozumieniem.
- W takim razie po przesłuchaniu świadków i po zapoznaniu się z wspomnieniem, zostaną wpisane notki do Pani akt. Zgodnie z obietnicą, Profesor Dumbledore zrobi to osobiście. Dopóki nie wyjaśnimy sprawę, to notki nie będą na stałe wpisane.- Odezwał się wreszcie jeden z pracowników Ministerstwa Magii.- Panu Gregory'emu przedstawimy zarzuty posiadania środków odurzających oraz podawania ich bez zgody poszkodowanych.
- Katherino, panowie potrzebują jeszcze wspomnienie, żeby je zabrać do Ministerstwa.- Dyrektor podał jej małą, pustą fiolkę, którą chwilę później wypełniła wspomnieniem.
- Myślę, że trzeba obejrzeć to wspomnienie, zanim panowie odejdą.- Powiedziała profesor McGonagall. Parkes odwróciła gwałtownie głowę i spojrzała na Doreę. Jako jej opiekunka musiała też na to patrzeć.
- Ja...- Zaczęła Katherina nie wiedząc co powiedzieć.- To wspomnienie jest bardzo nieprzyjemne. Nie chciałabym...
- Nie musisz, złotko.- Pomfrey stanęła obok niej i położyła jej dłoń na ramieniu. Dumbledore kiwnął głową i wraz z Doreą Potter, profesor McGonagall i pracownikami Ministerstwa Magii zanurzyli głowy w myślodsiewni. To były najdłuższe chwile jej dotychczasowego życia. Zdawało jej się, że minęła wieczność nim wrócili z podróży w jej wspomnieniu. Dorea od razu ją dorwała i przytuliła ją mocno.
- Merlinie, Katy... To było tylko urojenie, słyszysz... Nic takiego nie miało miejsca!- Parkes poczuła zbierające się łzy pod powiekami. Poczuła się znów upokorzona, jak wtedy, ale przynajmniej wiedziała, że przez ostatnie miesiące rozdrapywała, coś co tak naprawdę nie miało miejsca.
- Wiem ciociu.- Odsunęła się od niej i spojrzała ponownie w oczy dyrektora. Widziała, że mu ulżyło. Miała ochotę płakać, ze szczęścia.- Czy moje omdlenia to stan przejściowy, czy to tak na stałe?
- Myślę, że stan zdrowia panny Parkes omówimy już z panią Pomfrey i doktorem McMillanem.- Powiedział do pracowników Ministerstwa Magii.
- Oczywiście.- Powiedział ten, który według Katheriny wyglądał najbardziej niemiło.- Jeżeli będzie rozprawa, to wezwiemy panią. To wspomnienie jest mocnym dowodem na pani niewinność, dlatego jak sprawa z Nurmanem się wyjaśni, to w pani aktach pojawią się odpowiednie notki.
- Dziękuję.- Uśmiechnęła się lekko i kiedy pożegnali się, i wyszli z gabinetu ona odetchnęła głośno z ulgą.
- Krew salamandry w połączeniu z jej jadem to silnie toksyczna substancja.- Powiedział medyk z Munga.- Proponuję, żeby w piątek zacząć detoksykację organizmu. Przez dwa będzie pani podawany dożylnie silny eliksir detoksykujący. W niedzielę zrobilibyśmy hemodializę, czyli cóż... Krew z twojego organizmu będzie przetaczana i oczyszczana z toksyn. Po hemodializie podamy również eliksir, który zregeneruje twoje narządy wewnętrzne. Mogą być uszkodzone po tak długiej obecności toksyn. Wprawdzie jest to małe stężenie, ale nadal to silna toksyna. Po tygodniu przybędę tutaj i znów pobiorę krew do badania. Jeżeli znajdą się jeszcze toksyny, to potrzebna będzie kolejna hemodializa.
- Czy to boli?- Zapytała Katherina, a on skrzywił się.
- Tak. Środki łagodzące ból, mogą opóźnić detoksykację.- Odwrócił głowę w stronę Albusa.- Jeśli zaczniemy w piątek, to myślę, że we wtorek panna Parkes mogłaby wrócić na zajęcia.
- Czyli za dwa dni. Trzeba odwołać jej zajęcia.- Powiedziała Dorea do McGonagall.- I trzeba powiadomić jej rodziców, zgodę podpisze sama, ale to pewnie w piątek... I dobrze, żeby ktoś przy niej był w trakcie tych męczarni.
- Nie martw się. Zrobimy wszystko, żeby nieco umilić leczenie.- Zapewniła ją Pomrfrey.
- Czyli po sprawie?- Zapytała Katherina, a Dumbledore spojrzał na Minewrę.
- Myślę, że profesor McGonagall powinna odprowadzić cię do profesora Slughorna i usprawiedliwić twoją nieobecność na połowie zajęć. My jeszcze zostaniemy, żeby omówić wszystko. Zgłosisz się w piątek po zajęciach do Skrzydła Szpitalnego. I tak, Katherina. Już po sprawie. Cieszę się, że nie było tak, jak wyglądało.- Uśmiechnął się do niej i odwzajemniła gest.
- Uważaj na siebie. I pozdrów ode mnie Jamesa i Lily. Niech mu wybije głupoty z głowy.- Zaśmiała się Dorea, a Katherina wymusiła uśmiech. Widocznie matka Jamesa, nie wiedziała, że miesiąc wcześniej James zerwał z Lily.- Ustalę co i jak z twoim leczeniem, powiadomię rodziców  i muszę wracać do pracy. Przekaż mu, że napiszę do niego i ma mi pisać codziennie o twoim stanie. Wszystko będzie dobrze, a teraz idź na zajęcia.
- Dziękuję za wszystko, ciociu.- Blondynka przytuliła się mocno do Dorei i ucałowała ją w oba policzki.
*******
Codziennie robiła obszerne notatki i była z nich bardzo dumna. Dział Ksiąg Zakazanych, do których miała teraz dostęp, miał w swojej kolekcji wiele ksiąg do eliksirów. Dość nietypowych eliksirów, które czasami klasyfikowały się pod substancje uzależniające, ale w niektórych schorzeniach były wręcz wskazane w czasie leczenia. Ale głównie interesowały ją składniki i ich właściwości. Rośliny, które zerwane o odpowiedniej porze, mają lepsze właściwości. I zwierzęta. Obiło już jej się o uszy, że krew zwierzęcia, które było spokojne miało lepsze właściwości. Z wyjątkiem smoków. Te najniebezpieczniejsze miały najlepszą krew. Zapisała tę uwagę i obiecała sobie, że porozmawia na ten temat z Jane.
Podniosła głowę, kiedy zarejestrowała jak ktoś się do niej dosiada. Szybko się wyprostowała widząc przed sobą Stephanie Pronton. Lily i babcia Dorcas polubiły się, rozmawiały ze sobą dużo, ale zawsze była z nimi obecna Dorcas i teraz Evans była mocno zdziwiona.
- Dzień dobry, Lily.- Kobieta nie uśmiechała się do niej. Wyglądała jakby miała jakiś problem.
- Dzień dobry.- Odpowiedziała i usta drgnęły jej nerwowo. Znała ponurą stronę Stephanie jedynie z opowieści Dorcas. Jej babcia bywała wtedy oschła i nieprzyjemna w obyciu. Było aż tak źle, że zabroniła Meadows kontaktów z przyjaciółmi. A w czasie jej pobytu w Hogwarcie była bardzo miła dla wnuczki i starała się nadrobić stracone lata, kiedy to jej ciotka się nią opiekowała.
- Rozmawiałam przed chwilą z Doreą Potter...- Zaczęła, a Ruda zmarszczyła brwi zdziwiona.
- Dorea jest w Hogwarcie?- Niegrzecznie jej przerwała.
- Już jej nie ma. Wasza przyjaciółka znów miała kłopoty.- Westchnęła ciężko i spojrzała na nią zdesperowana.- Niech Dorcas nie pisze swojej matce o tym, że jestem w Hogwarcie. Niech jej nie wspomina, że naprawiam nasze relacje. Niech jej nie pisze nic na mój temat.
- Pani wie?- Lily zakryła usta, gdy pisnęła. Patrzyła na babcię Dorcas zdziwiona i nie mogła przez chwilę wyjść z szoku.- Ale jak to? Dlaczego...
- Wiem o tym, że Elizabeth żyje. A od Dorei wiem, że lepiej, żeby nie dowiedziała się o mnie. Merlinie, Lily...- Kobieta chwyciła twarz w dłonie i załkała cicho.- Elizabeth jest niebezpieczną kobietą i boję się, że może skrzywdzić Dorcas.
- Rozumiem, że nie wyjaśni mi pani o co chodzi?- Zapytała, a Stephanie kiwnęła głową.- Dobrze... Dorea na pewno miała powód do niepokoju, więc porozmawiam z Dorcas.
- Dziękuję Lily.- Ścisnęła jej dłoń i uśmiechnęła się z wdzięcznością. Dopiero teraz Lily zauważyła pogłębiające się zmarszczki i delikatną siwiznę w ciemnych włosach. Stephanie wiedziała, że jej córka żyje, na swój sposób chciała chronić Dorcas, a dopiero teraz zdobywa zaufanie wnuczki... Była pewna, że życie Dorcas znów się zawali, że znów się załamie.
- Cokolwiek robicie, poczekajcie na konkurs. Wiem, że trzy tygodnie to dużo, a jeżeli faktycznie jej mama jest niebezpieczna, to może się załamać... Dopiero co ją odzyskała.- Głos Lily zadrżał a w oczach zalśniły łzy.
- Poczekamy, na pewno. Dorea i ja jesteśmy w stałym kontakcie, Dumbledore też z nami nad tym siedzi. Będzie cierpiała na pewno, ale moja córka zrobiła naprawdę wiele złego.- Pani Pronton uśmiechnęła się smutno. Nagle otworzyła szerzej oczy, jakby sobie coś przypomniała.- Syriusz Black! Merlinie... Lepiej, żeby znalazła z nim wspólny język.
- Raczej to nie możliwe.- Lily parsknęła i pokręciła głową.- Nieźle nawywijał i wyraźnie powiedział, że nie żałuje i nie chce z nią być. Ale pewnie pani o tym słyszała.
- Oj Lily... Jesteście jeszcze tacy młodzi i robicie głupoty.- Pokręciła głową i uśmiechnęła się delikatnie.- Rok temu zabroniłam jej tego związku, ale odkąd Elizabeth powróciła, wszystko stało się inne... Syriusz jest takim samym pionkiem jak Dorcas i pewnie dla niego też to będzie bolesne. Wybrał zły sposób rozstania się, ale mimo wszystko ją chroni.
- Merlinie! Kahterina miała rację!- Znów zakryła usta, bo prawie krzyknęła.
- Jak mówiłam, jesteście młodzi. Porozmawiaj z nią delikatnie. Po konkursie pozna smutną prawdę. Mam jedynie nadzieję, że szybko się pozbiera.- Wstała od stolika i posłała rudowłosej delikatny uśmiech.- Dziękuję Lily. Macie szczęście, że macie taką przyjaźń.
*******
- Katherina!- Lily wpadła do dormitorium. Przystanęła i oddychała głęboko. Biegła od samej biblioteki, prawie zgubiła książki i miała niezłą zadyszkę. Blondynka siedziała na swoim łóżku i pakowała swoją torebkę. Jessica przy niewielkim biurku pracowała nad projektem, Jane leżała na łóżku i się uczyła, a Dorcas została wyrwana z drzemki. Parkes westchnęła ciężko i popatrzyła na przyjaciółkę, gotowa na wojnę. McGonagall odprowadziła ją na Eliksiry, ale nie chciała opowiadać o wszystkim dziewczynom. Potem się rozeszły, a kiedy zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy do Skrzydła Szpitalnego, to przyjaciółki zeszły się w dormitorium, oprócz Lily. Wiedziała, że była u dyrektora, ale szkoła potrafiła stworzyć takie plotki, że pewnie Evans chce potwierdzenia plotki.
- Tak Lily?- Zapytała ją uprzejmie i nieco ją wytrąciła z równowagi.
- Podobno znów masz jakieś kłopoty!- Usiadła naprzeciwko przyjaciółki i wwiercała w nią zdenerwowane spojrzenie. Parkes chwilę przypatrywała się jej i uśmiechnęła się lekko.
- James miał rację, twierdząc, że jesteś urocza jak się wkurzasz.- Dorcas parsknęła śmiechem, co spowodowało, że Evans prychnęła.- Tak Lily. Mam kłopoty, ze zdrowiem.
- O-Och.- Lily spojrzała na nią, tym razem, przepraszająco i chwyciła ją za dłoń.- Co się dzieje?
- Chodźcie... Opowiem wam nieco o tym, co się działo w październiku.- Poczekała aż wszystkie przyjaciółki siądą na łóżku naprzeciwko niej.- W październiku byłam w Hogsmead i spotkałam się z Gregorym. Dolał mi Eliksir Iluzji do Ognistej i miałam halucynacje, że... cóż... wykorzystuje mnie.
- Co za dupek!- Krzyknęła Dorcas i wstała z miejsca wkurzona.-Chory dupek!
- Dorcas!- Parkes też wstała i chwyciła ją za ramiona, żeby nieco ją uspokoić.- Używa się w tym eliksirze jadu z salamandry, ale zrobił go źle, bo krew salamandry też tam była. Mówili, że działanie toksyny jest wtedy silniejsze i dłuższe. To powoduje u mnie omdlenia, kiedy się pojedynkuje. Dopiero dziś się dowiedziałam. Dałam im wspomnienie, mam nadzieję, że Rosmerta to pamięta... Ale nie rozumiem, dlaczego on mi to zrobił?
- Bo jest kretynem.- Warknęła Meadows.- Jak można zrobić takie świństwo? Merlinie, przecież to nielegalne!
- Spokojnie, jak sprawa się wyjaśni, to będzie napisane, że mi go dolał i nie wiedziałam.- Katherina spojrzała na nie i uśmiechnęła się słabo.- Muszę iść w piątek do Skrzydła Szpitalnego, bo będę miała detoksykację organizmu i hemodializę.
- Auć.- Jane skrzywiła się na samą myśl.- Będziemy mogły być z tobą?
- W czasie dnia tak. McGonagall zgodziła się, a raczej przekonała Pomfrey, żeby dwie osoby mogły być ze mną w nocy. Wytypowałam Williama i Jamesa. Pewnie będą się zmieniać.- Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się słabo.- To był koszmar. Dopiero co zaczęłam wychodzić na prostą z McGonagall, a tu taki skandal. Gdybyście widziały jej wzrok. Nie odzywała się nic w gabinecie. A potem oglądała do wspomnienie, a mi było tak wstyd!
- Tyle razy powtarzałam, żeby pilnować swoich szklanek.- Meadows przytuliła przyjaciółkę.
- Myślałam, że jestem z nim bezpieczna. To kolega Sama, nasi ojcowie razem pracują.- Pokręciła głową.- McGongall powiedziała, że będzie mnie informowała codziennie, o tym co się dzieje. Jest cudowną kobietą... Powiedziała, że mam z tego wysnuć wnioski, że nie odejmie punktów, bo wtedy miałam pozwolenie na bycie w Hogsmead, że to była tylko iluzja i mam się wziąć w garść, przetrwać leczenie i wygrać konkurs. Nawet się uśmiechnęła. Teraz muszę czekać na wieści od niej. Chciałabym od razu mieć to leczenie. Półtora dnia stresu.
- Dasz radę.- Jessica odezwała się po raz pierwszy.- Swoją drogą... Jak to się robi? Eliksir Iluzji? Nie rozumiem, dlaczego miałaś konkretnie taką wizję. Przecież halucynacje są różne, a u ciebie chodziło o tą konkretną, ale nie rozumiem jak to możliwe?
- To stopień zaawansowany, a proces tworzenia klasyfikuje się jako Czarna Magia.- Wytłumaczyła Lily.- Wspomnienia jest łatwo wydobyć z głowy, można je zmienić, ale tylko częściowo i zmiana ta jest widoczna. Ale jeżeli wyobrażamy sobie coś, co nie miało miejsca, to nie jest wspomnienie. Żeby wydobyć tę myśl z głowy, potrzebne są wysokie umiejętności i właśnie Czarna Magia. Wtedy taką myśl dodaje się do Eliksiru Iluzji, w taki sam sposób jak umieszcza się wspomnienie w Myślodsiewni. Jakoś mnie nie dziwi, że uczeń Durmstrangu to potrafi.
- Wow... Lily. Ale jesteś mądra.- Cay spojrzała na nią z podziwem.
- Eliksiry to mój konik. A niebezpieczne substancje też muszę znać.- Skrzywiła się nieco.- Swoją drogą... Przeglądałam ostatnio moje notatki i wynotowałam trucizny. Zamówiłam też próbki zapachów i smaków. Przyda ci się Katy na Kursach Aurorskich.
- Smaki?- Jane uniosła brwi, a Evans zaśmiała się.
- Są bezpieczne.- Machnęła ręką i przyjrzała się dokładnie blondynce.- Zamówiłam zestaw powiększony, więc myślę, że Williamowi, Syriuszowi i Jamesowi też się przyda.
- Wow, Evans.- Dorcas klasnęła w dłonie.- Wspaniałomyślna jesteś.
- Dorcas... Zawaliłyśmy też.- Lily spojrzała na przyjaciółkę.- Ciężko się teraz z nimi rozmawia, ale niech wiedzą, że mimo wszystko mają we mnie wsparcie.
- Brakuje mi ich... Znaczy Remusa, Williama i trochę Jamesa. Ale nadal jestem wściekła, że z tobą zerwał, Lily.- Dorcas uśmiechnęła się do nich smutno.
- Ej...- Evans zaczęła niepewnie.- Podsłuchałam w bibliotece coś ciekawego. Niestety nie wiem, kto to mówił, ale tyczyło się właśnie chłopaków. Usłyszałam, że zerwali z nami, żeby nas chronić.
- Pieprzenie.- Dorcas machnęła ręką.
- Ale Dorcas, to ma sens! Wszystko się działo przed konkursami. Ty i bez konkursu byłaś zajęta nauką. Ja powoli zaczęłam powtórki do owutemów, a jeszcze doszedł konkurs. To całkiem możliwe, że po prostu się odsunęli, żebyśmy nie były rozproszone.- Wytłumaczyła Evans i spojrzała na Katherinę, która miała ochotę uderzać się dłonią w twarz... Wielokrotnie.- Z tego co mówi Katherina, to oni też mają napięty grafik.
- Może w przypadku Jamesa tak jest... Rozstał się z tobą w sposób przyzwoity. Porozmawiał z tobą w cztery oczy, miał jakieś argumenty... Słabe bo słabe, ale to może potwierdzić twoją teorię. Ale Black... Upokorzył mnie przed naszymi znajomymi, a potem miał gdzieś, że mnie zranił.- Brunetka odeszła na swoje łóżko.- Lily, możliwe, że James zrobił to dla ciebie, ale Black raczej faktycznie miał mnie dość. Dobranoc.
- Dobranoc.- Odpowiedziała jej Jane, Jess i Katherina. Lily przeniosła się na swoje łóżko i zaciągnęła za sobą kotary, tak jak brunetka.
- Przynajmniej do Lily coś zaczyna docierać.- Szepnęła Parkes, tak żeby usłyszały ją tylko Cay i Elliot.
*******
Zacisnął mocniej zamknięte powieki, kiedy poczuł jak palce Katheriny przeczesują jego włosy. Powoli zaczął się wybudzać, czując że kark mu zesztywniał od niewygodnej pozycji,  w której zasnął. Ziewnął głośno i rozprostował plecy, przerywając delikatną pieszczotę. Spojrzał na blondynkę i uśmiechnął się słabo.
- Jak się czujesz?- Zapytał chwytając w swoją dłoń, jej drobne, długie palce. Wyglądała na zmęczoną i chorą.  Jej krew została przepompowana zaledwie kilka godzin wcześniej i jej skóra nadal wydawała się poszarzała.
- Wszystko mnie boli.- Jęknęła i przymknęła oczy.- Niech dadzą mi ten cholerny eliksir i pozwolą się wstać, wykąpać się, zjeść i wyspać.
-Jeszcze kilka godzin i dostaniesz eliksir.- Ścisnął mocniej jej dłoń.- Świetnie sobie poradziłaś.
- To zawsze słyszą kobiety po porodzie.- Burknęła cicho pod nosem, czerwieniąc się lekko. Było jej wstyd. W piątek jak trafiła do Skrzydła Szpitalnego, to od razu podali jej eliksiry detoksujące.  Myślała, że dostanie tylko jedną fiolkę, ale Pani Pomfrey powitała ją z tacą z sześcioma różnymi eliksirami. Już przy drugim miała odruch wymiotny, niestety musiała się powstrzymywać. Zaraz po obiedzie przyszli jej przyjaciele. Najpierw dziewczyny i William dotrzymywali jej towarzystwa. I to pod koniec ich odwiedzin zaczęła mieć pierwsze objawy procesu detoksykacji. Najpierw pojawiły się zimne poty i dreszcze. Kiedy wyszli i przyszli Syriusz, Remus i James, poczuła pierwsze bóle. Jakoś się trzymała, ale najgorzej było w nocy. Kartney nawet się nie zdrzemnął tylko wiernie trwał przy jej boku. Przecierał jej twarz, odsłonięte ramiona oraz szyję okładami z ziół i zimnej wody. Mówił do niej, trzymał za rękę i starał się nieco ulżyć jej w cierpieniu. Zaczerwieniła się bardziej, kiedy przypomniała sobie, że prowadzał ją, z raczej zanosił, do toalety. Była kompletnie bez sił, obolała, a on się nią zaopiekował.
James też okazał się pomocny. Przynosił jedzenie, zmieniał jej poduszki i opowiadał jakieś śmieszne historyjki, które miały ją nieco rozerwać. Spał znacznie więcej niż Kartney, ale sam zauważył, że blondyn robi tak dużo, że jego pomoc nie była potrzebna.
- Gdzie jest James?- Zapytała rozglądając się po pomieszczeniu. - Która jest godzina?
- James jest na śniadaniu. Przespałaś kilka godzin w spokoju, więc poszedł.- Splótł palce jej dłoni ze swoją i chwilę się im przyglądał. Ucałował koniuszki jej palców i uśmiechnął się lekko.- Niedługo mnie zmieni, pójdę coś zjeść, wziąć prysznic i wrócę.
- Prześpij się.- Potarła skronie próbując zniwelować ból głowy.
- Odeśpię jak wrócisz.- Parsknęła śmiechem, nie wiedząc zbytnio co mu odpowiedzieć.
- Dziękuję, że ze mną byłeś. Ale idź już... Pewnie wyglądam jak brudna kupka nieszczęść.-Założyła za ucho kosmyk włosów. Denerwowało ją to, że od dwóch dni nie brała kąpieli, a jej ciało lepi się od potu.- Pewnie śmierdzę.
- Merlinie, Katy... Nie straszny mi taki widok. Przynajmniej mam pewność, że nie jesteś idealna.- Zaśmiał się, gdy trzepnęła go lekko w ramię.
- A tak chciałabym, żebyś mnie takiej nie widział.- Udała, że się zawstydza.
- Nie odstraszysz mnie, Katy.- Zapewnił ją i usiadł na łóżku. Patrzył na nią z góry, a jej zrobiło się nagle gorąco.- Może w końcu o tym pogadamy?
- Will...- Wzięła głębszy oddech i odwróciła od niego wzrok.- Przecież wiesz, że to był tylko eliksir. Nic się nie wydarzyło ani wtedy, ani wcześniej.
- Wiem. Tylko jestem trochę zaskoczony, że niczego nie zauważyłem wtedy... wiesz, w pierwszą noc.- Spojrzała na niego i zdziwił się, że jest czerwona na twarzy.- Kolory ci wróciły.
- Czuję.- Mruknęła niezadowolona.- Sama nie zauważyłam nic dziwnego.
- Widocznie anatomia splatała nam figla. Żałuję jedynie, że było bez fajerwerków.- Zaśmiał się, próbując rozładować dziwne napięcie między nimi.
- Och... Ależ były.- Prawie to wymruczała, a Kartney jęknął głośno. Jak to było możliwe, że ze: wstydliwej włączył jej się tryb: kokietka i w jednej chwili go rozpaliła?
- Katherina!- Odsunął się od niej, ale nie spuścił z niej wzroku.
- No co?- Wzruszyła ramionami.- Możesz być pewien, że będę miło wspominała pierwszy raz.
- Merlinie, dziewczyno.- Pokręcił głową, ale widoczne były iskierki rozbawienia w jego oczach.- Nie gadajmy o tym, kiedy jesteśmy na etapie randkowania bez spania. Bo mam ochotę skrócić ten etap.
- Ej, jesteśmy po jednej randce. I to nieudanej.- Przypomniała mu rozbawiona.
- Widzisz, teraz wiemy, że może być tylko lepiej.- Odwrócił wzrok w stronę drzwi, które się otworzyły.
- Ona żyje!- Krzyknęła Dorcas i podbiegła do łóżka przyjaciółki.- Gówniano wyglądasz.
- Język.- Evans przewróciła oczyma i stanęła koło Meadows.- Coraz więcej brzydko mówi.
- I musisz jej pilnować?- William uniósł brwi do góry.
- Niestety tylko ja mam cierpliwość, żeby na bieżąco ją upominać. Ale patrząc na nią mam wątpliwości, czy chcę mieć dzieci. Jak pomyślę, że czekałoby mnie to za dwadzieścia lat, to podziękuję.- Podniosła ręce w geście poddania, a Dorcas parsknęła śmiechem.
- Jak trzeba, to potrafię być kulturalna.- Przysunęła sobie krzesełko po drugiej stronie łóżka.- Jess już jest gotowa z przymiarkami. Póki co moja sukienka wygląda żałośnie.
- Przestań marudzić, bo pójdziesz w worku na marchew.- Jessica spojrzała na nią urażona.- Musiałam dać więcej materiału, żebym miała z czego formować, to dzieło sztuki.
- Oj, żartuję.- Dorcas przewróciła oczyma.- A twoja sukienka, a raczej materiał... O matko, Katherina. Jak wyobrażam sobie ten kolor na tobie, to żałuję, że nie jestem facetem!
- Jaki kolor?- Zapytał William ożywiony, a brunetka prychnęła.
- Nie powiem ci.- Pokazała mu język.- Uwierz mi, Katy. Potrzymaj go w niepewności do balu. Jak cię zobaczy, to będzie marzył, żeby ją z ciebie zdjąć!
- Merlinie, Dorcas. Ciszej.- Parkes skrzywiła się, kiedy poczuła pulsowanie skroni.
- Przepraszam.- Westchnęła  dziewczyna.- Jestem podekscytowana balem.
- Zostało jeszcze dwa tygodnie, nie wiem jak to przeżyjemy.- Parkes spojrzała zdziwiona na Jane. Przyjaciółka rzadko rzucała sarkastyczne uwagi i wiedziała, że coś jest nie tak.
- Will, idź już.- Poprosiła go, a on niechętnie kiwnął głową. Wstał, pocałował jej czoło i równie niechętnie odszedł. Drzwi zamknęły się za nim z głośnym trzaskiem, na który się skrzywiła.
- Jesteście żałośnie słodcy.- Skomentowała Meadows, a Katy pokazała jej język.
- Też taka byłaś.- Wytknęła jej blondynka.
- Gdybyś nie była w takim stanie, to byś oderwała.-  Pogroziła jej brunetka i wyjęła z torby czekoladę.- Tymczasem masz coś słodkiego.
- Dziękuję.- Parkes spojrzała uważnie na Jane.
- Nie patrz tak.- Elliot westchnęła ciężko i opadła na łóżko, tuż przy nogach Katy.- Chyba się zakochałam.
- Och!- Pisnęła Dorcas podekscytowana.- Merlinie, Jane! To cudownie!
- Właśnie nie...- Przyjaciółka ukryła twarz w dłoniach.- On nas uczy do cholery, nie mogę iść z nim na głupią potańcówkę, nie możemy okazywać sobie uczuć, a poza tym... Wydaje mi się, że raczej sobie wmawiam, to, że coś do mnie czuje. Jak zostanie w Hogwarcie, to pewnie zbałamuci inną uczennicę, kiedy będę daleko stąd.
- Kochanie...- Katherina chwyciła jej dłoń i pogłaskała ją.- Paul nie jest taki. Wiem, że słabo go znam, ale on naprawdę jest przyzwoity.
- Przykro mi, że to mówię Katy, ale mam wrażenie, że on gra z nami na dwa fronty.- Parkes chwilę milczała. Dostrzegła rumieniec na policzkach Jane, nie ukrywała, że ją to nieco zabolało.
- Jane...- Zaczęła spokojnie powoli dobierając słowa. Rzadko myślała tak długo nad wypowiedzią.- Zapewniam cię, że nigdy nie zrobię świadomie czegoś, co może zranić twoje uczucia. Paul mi pomaga i mnie uczy. Oczywiście, nasze rozmowy wybiegają poza temat nauki, ale żadne z nas nie brnie w niewłaściwą stronę. Wytworzyła się między nami więź, ale nie taka jak między tobą, a nim. Chciałabym, żebyś o tym pamiętała.
- Uwierz mi, że próbuję o tym pamiętać.- Wyszeptała speszona swoimi podejrzeniami Jane.
- Moim zdaniem, nie powinnaś się o to martwić Jane.- Lily pogłaskała jej plecy.- Jest inteligentny. Ma tyle lat co my, a skończył szkołę prawie dwa lata wcześniej. Dla mnie nie jest dziwne, że zainteresował się właśnie tobą.
- Lily ma rację.- Jess zmierzyła ją uważnym wzrokiem.- Matka mocno przycięła ci skrzydła, Jane. Wiesz doskonale, że jesteś piekielnie inteligentna, ale nie mogę pojąć, dlaczego wciąż nie ufasz lustrom i nie dostrzeżesz swojego uroku.
- Merlinie, przestańcie.- Elliot przyłożyła dłonie do palących policzków. Była skryta, jeżeli chodziło o jej relacje z rodziną, ale nie wiedziała, że dziewczyny poczynią tak trafne obserwacje. Miały racje... Od małego pojona była zapewnieniami, że jest inteligentna i na szczęście nie okazało się, że to puste słowa. Ale wytykano jej wady w wyglądzie. Włosy, które miały mysi odcień, przeciętny wzrost i mało charakterystyczną sylwetkę. A kiedy była zaręczona z Jackiem, powtarzano jej, że nic większego w życiu nie osiągnie i powinna czym prędzej włożyć na palec obrączkę, póki jest zaślepiony.
Tylko teraz było jej ciężko uwierzyć, że ktoś taki jak Paul jest zainteresowany właśnie nią. Tym bardziej, że równie często widzi się z jej najlepszą przyjaciółką, która zachwyca urodą. Wcześniej zdarzały się sytuacje, że chłopcy wykorzystywali ją, żeby być bliżej Katy.

Przy Katherinie Parkes, Jane Elliot zawsze będzie niewidzialna.

*******
Wiem, miało być wcześniej i "na dniach".
Wyszło "na tygodniach".
Nie umawiam się na następny (bliższy termin), ale na pewno do połowy lipca coś opublikuję plus wstawię pierwsze rozdziały po dużej korekcie.
W fabule nie będzie większych, znaczących zmian. Jedynie treść, rozmiar i ilość rozdziałów.
Do zobaczenia :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz