poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział XL



- Nie wierzę, że to robię.- Powtórzyła już chyba setny raz Lily. Dorcas miała nadzieję, że nie powtórzy tego już ani razu. Zaraz miały wychodzić, a Evans napadły wyrzuty sumienia, że idzie na bal z Antoinem, z którym była już przecież w Hogsmead. Meadows zauważyła, że Lily zachowuje się dziwnie. Jak Katherina była w Skrzydle Szpitalnym poważnie z nią porozmawiała o jej babci i matce. W sumie jej przyjaciółka miała rację. Stephanie za wszelką ceną chciała mieć dobry kontakt z nią i wreszcie zaufała babci. Nie chciała też niepotrzebne stresować mamy. Z obiema chciała mieć dobry kontakt i tak jak mówiła Lily, najlepiej będzie jak na razie nie będą o sobie wiedziały. Drugą sprawą był Syriusz Black. Evans nagle uznała, że Dorcas powinna nieco mu odpuścić i dla dobra jej matki, spróbować się z nim zaprzyjaźnić. Ale dla niej nie było sensu. Wiedziała, że Syriusz nie jest aż takim draniem, żeby wykorzystać ten fakt przeciwko niej.
Poza tym... Chęć zbliżenia do Blacka mogła jej mocno zagrozić. Miała swoje plany i wiedziała, że jak pozwoli sobie na przyjaźń z nim, to znów się w nim zakocha...
Jakbyś go teraz nie kochała.
Pokręciła głową patrząc w odbicie w lustrze. Jessica odwaliła kawał, naprawdę świetnej roboty.
I choć nie chciała zbliżać się do Blacka, to miała nadzieję, że jej widok pójdzie mu w pięty.
Bo wyglądała cholernie dobrze.
Czarna sukienka idealnie przylegała do jej talii i bioder. Grube koronkowe wzory nieco odkrywały jej ciało, ale ogólnie przód był zabudowany. W miejscu gdzie biodra się kończyły sukienka nieco się rozszerzała, ale przy każdym ruchu widoczny był zarys jej nóg. Z przodu biegło długie rozcięcie aż do połowy jej uda. Najpiękniejszy był jednak tył sukni. Plecy i ramiona miała odkryte. Jedynie przez szyję i kark biegł pasek koronki, który łączył się z materiałem okrywającym jej piersi. Część łopatek, aż po lędźwie miała odkryte. Sukienka była bardzo odważna. Jej kok był zrobiony niedbale. Część kosmyków jej włosów opadały na plecy i Katherina otwarcie powiedziała, że to naprawdę seksowny widok.
Parkes miała sukienkę w tym samym fasonie, co ona. Złoty materiał błyszczał się w świetle. Jej sukienka leżała na niej świetnie. W połączeniu z jej blond włosami i bursztynowymi oczami wyglądała wprost niebiańsko. Nie odkrywała tak dużo ciała jak u Dorcas. Z przodu miała stonowany dekolt, materiał przechodził przez ramiona na plecy, gdzie był spięty dwoma haftkami. Miała na plecach wycięcie w kształcie serca, które kończyło się w miejscu, gdzie jej talia była najwęższa. Z przodu sukienki Dorcas i Katheriny wyglądały prawie identycznie, i Parkes nie kryła entuzjazmu na myśl o zdjęciach. Jess próbowała przekonać Katherinę na to, żeby włosy uczesała w koka, ale Parkes zgodziła się na delikatne upięcie, tak, żeby część włosów okalała jej twarz.
Jess, jako, że szła z Jane postanowiła uszyć dla nich bardzo podobne sukienki. Wiedziała, że nie poszaleje z kreacjami, bo Jane jest spokojna. Sama zdecydowała się na mało rażący kolor. Dla siebie wybrała popielatą sukienkę na grubych ramiączkach. Dekolt miała w kształcie serca i dziękowała Merlinowi, że optycznie udało jej się uzyskać efekt powiększający. Materiał opinał talię i w biodrach dała więcej materiału, który luźno spływał na jej nogi. Postawiła na asymetrię-tył sukienki kończył się w połowie łydki, natomiast z przodu miała odsłonięte kolana. Gdy kręciła się w koło, materiał unosił się, ale na szczęście nie było widać bielizny. Dzień wcześniej Jess nieco odświeżyła kolor swoich włosów. Zdecydowała się na różowe i fioletowe pasemka, a resztę włosów zostawiła w swoim naturalnym kolorze. Rozpuszczone włosy były lekko falowane i włożyła w nie opaskę.
Dla Jane wybrała kolor malinowy. Sukienka miała dekolt w łódkę, a cała reszta była szyta tak samo jak dla niej. Odkryte ramiona w połączeniu z jej kokiem na czubku głowy prezentowały się dobrze. Swoją drogą Jess pierwszy raz zauważyła, że ramiona Jane pokryte są piegami. W malinowej sukience i delikatnym makijażu była tak urocza i dziewczęca. Cieszyła się, że osiągnęła taki efekt, bo wygląd Jane nie krzyczał o uwagę.
Przy sukience dla Lily miała najwięcej problemu. Ruda sama nie wiedziała co chce i prawdę mówiąc, nie spodziewała się, że przyjaciółka z taką aprobatą przyjmie jej projekt. Trochę ryzykowała z kolorem lawendowym, ale na szczęście nie kłócił się z urodą Rudowłosej. Postanowiła na księżniczkowy krój sukienki do połowy łydki. Na materiał podstawowy dała trzy warstwy tiulu, które na szczęście układały się dobrze i nie zepsuły kształtu jaki chciała osiągnąć. W talii dodała pasek, żeby podkreślić talię dziewczyny oraz oddzielić dwa różne materiały. Miała nadzieję, że Lily nie będzie miała uwag do głębszego dekoltu, ale zaakceptowała go, bo jak to uznała "bez tego dekoltu, ta sukienka byłaby za grzeczna dla mnie".
Tak więc Jess była przeszczęśliwa, że zadowoliła wszystkie przyjaciółki.
Dorcas miała jedynie nadzieję, że jej całokształt powali Blacka.
I Julesa. Tak... Chociaż z Julesem uzgodniła, że to co jest między nimi to zabawa. Delikatny flirt, może kilka pocałunków i to wszystko. Na spokojnie, bez wielkich słów.
- Przestań się poprawiać, bo wszystko zniszczysz.- Upomniała ją Katherina, przytrzymując się balustrady jej łóżka i zakładając buty na stopy.- Mam nadzieję, że w tych szpilkach nie będę wyższa od Williama.
- Jesteś przecież niższa o prawie dziesięć cali.- Zauważyła Lily poprawiając warkocz.- Nie wyglądam za skromnie?
- Merlinie, Lily.- Jane wywróciła oczyma. Jako jedyna była już całkowicie gotowa i czekała na przyjaciółki.- Poluzowałaś go już tak, że wygląda naprawdę dobrze. James padnie.
- To Antoine ma paść, a nie Potter.- Prychnęła Dorcas. Na chwilę zamilkła bo malowała usta bordową szminką.
- Ty z kolei sprawisz, że każdy padnie.- Powiedziała Jess dopinając sukienkę.- Ja już gotowa.
- Czekajcie chwilę.- Katherina stanęła obok Dorcas i poprawiła nieco włosy.- Mówiłam, że wole rozpuszczone.
- Chyba, że William woli rozpuszczone.- Meadows lekko ją szturchnęła, a Parkes zarumieniła się.
- Musisz być taka uszczypliwa?- Podeszła do drzwi i otworzyła je.- Chodźmy, bo się spóźnimy.
- Sama nie szczędziłaś mi uszczypliwości jak byłam z Blackiem.- Dorcas minęła ją w drzwiach i podniosła sukienkę. Z tyłu miała delikatny tren i bała się, że pobrudzi materiał.- I ani słowa przy kimkolwiek o Blacku i jego reakcji. Jesteśmy przy twierdzeniu, że to mnie w ogóle nie interesuje.
*******
Przyszli przed czasem i czekali na dziewczyny. W sumie to tylko na Katherinę. On, James i Remus zdecydowali, że to będzie męski wieczór, jedynie William jako "na poważnie spotykający się z Katheriną", towarzyszył Parkes. Syriusz zapraszał Jane a potem Jess, ale dziewczyny uparcie twierdziły, że idą razem. Miał nadzieję, że okażą się przyjaciółkami i przynajmniej od czasu do czasu z nimi potańczą.
Tak... Syriusz Black i James Potter przyszli sami. Nie wiedział co go naszło, gdy przystał na propozycję Jamesa, żeby nie wprawiać Remusa w zły humor. Jess nieustępliwie dawała kosza Lupinowi po tym jak dowiedziała się, że jest wilkołakiem.
Stali we czwórkę i czekali. Miał jedynie nadzieję, że uda mu się udawanie, iż Dorcas już nic nie znaczy. Tyle co o tym pomyślał, to zauważył je.
Na początku Jane i Jess. Z daleka wyglądały jak bliźniaczki. Podobne sukienki, podobny wzrost, blondynki. Parsknął śmiechem na widok włosów Cay. Wiedział, że ma zamiłowanie do kolorów. Jej włosy były plątaniną blondu, różu i fioletu. Potem zauważył Lily i spojrzał mimowolnie na Jamesa. Tak... jego przyjaciel bardzo żałował swojej decyzje, ale jak to było? Cel uświęca środki. A musiał zapewnić jej bezpieczeństwo. Odwrócił wzrok z powrotem na schody i miał wrażenie, że się przewróci.
- O Merlinie...- Jęknął William głosem pełnym boleści. Był pewny, że poczuł ból większy niż u niego. Dziewczyny zapewniły sobie dobre wejście. Rozległy się szepty na widok Katheriny i Dorcas. Wyglądały jak anioł i diabeł. Parkes cała w złocie i jasnych barwach, Meadows w czerni i ciemnej czerwieni. Jak kiedyś usłyszał, że cały świat zniknął i była tylko dwójka osób, uznał to za kompletną bzdurę. Ale przez chwilę tego doświadczył. Patrzył i była tylko ona. Jak schodziła ze schodów, zobaczył chyba najpiękniejszą rzecz na świecie- jej długą nogę.
- Merlinie.- Jęknął nieco głośniej niż Kartney i wiedział, że ten wieczór będzie złym wieczorem. Dziewczyny rozdzieliły się. Katherina, Jane i Jess szły w ich kierunku, a Lily i Dorcas poszły nieco dalej. Odwrócił się, żeby obserwować Dorcas i kątem oka zauważył, że James nie spuszcza wzroku z Lily. Poczuł dziwne uczucie w żołądku, gdy Meadows zatrzymała się koło tego Francuzika, co był z nią w Hogsmead. Lily stanęła obok drugiego Francuzika, a ten ucałował jej dłoń. Francuzik Dorcas coś do niej powiedział, a ona zaśmiała się i pocałowała go w usta.
Czuł, że pobladł na twarzy. I wtedy się zorientował, że to będzie bardzo zła noc.
A kiedy Dorcas odwróciła się plecami i poszła za Francuzikiem, wiedział, że ta noc, to najgorsze, co go w życiu spotkało.
*******
William trzymał Katherinę blisko siebie. Czuł pobudzenie i radość. Nadal nie określili jak to jest między nimi, ale miał ochotę warczeć na każdego, kto do niej podszedł i prosił do tańca. Na szczęście grzecznie odmawiała. Wyjątek robiła dla przyjaciół i sam nie robił problemów, gdy do tańca zabrali ją Huncwoci, czy Larry i Thomas. Wtedy albo tańczył z Jane lub Jess, albo dołączał do Jamesa i Syriusza, którzy raczej nie bawili się zbyt dobrze.
Raz udało mu się zatańczyć z Lily i zauważył, że chyba pierwszy raz od kilku tygodniu jest wyluzowana. I wtedy dostrzegł nienaturalny rumieniec na jej twarzy.
- Co piłaś?- Przekrzyczał muzykę, a ona zaśmiała się.
- Trochę miodu pitnego! Slughorn mnie poczęstował! Ale nikomu ani słowa! No i mamy piersiówki z Ognistą, ale to też nikomu ani słowa!- Odkrzyknęła, a on zaśmiał się. Tak, Dorcas i Lily postanowiły chyba dzisiaj zaszaleć. Meadows przyciągała wzrok jak magnes i musiał przyznać, że nie sądził, że ktoś może przebić Katherinę. W sumie to na sali było wiele ładnych dziewczyn, ale Dorcas naprawdę wymiatała. A Parkes... Cóż... Na niego już dawno rzuciła urok i nie sposób było od niej oderwać wzroku.
Will, zdziwił się, jak Syriusz odbił Lily przy kolejnej piosence, ale odpuścił i wrócił do Katheriny, która stała obok Jamesa.
- Jak się bawi?- Zapytał od razu James, a on próbował się nie zaśmiać.
- Podobno macie piersiówki z Ognistą.- Zwrócił się do Katy, która lekko się zarumieniła.- Lily bawi się świetnie.
- Dzięki.- Odburknął James i odwrócił się w poszukiwaniu jakiejś partnerki do tańca. [muzyka]
- O mamo! To Fatalne Jędze! Pomagałam pisać ten kawałek! Chodź!- Katherina zapiszczała jak mała dziewczynka i pociągnęła go w tłum, gdy zaczęła się jakaś wolna piosenka. Z szacunku dla jej pracy i pomocy chłopakom kupił ich płytę, ale jeszcze nie zdążył jej posłuchać. Objął ją w pasie, a ona ochoczo przysunęła się i oparła brodę na jego ramieniu. Włosy łaskotały go w brodę i policzek, ale ani trochę mu to nie przeszkadzało. Prawie jęknął, gdy Katherina otarła się klatką piersiową o jego tors. Już wcześniej poczuł jak cienka jest sukienka. Lewą dłoń trzymał nisko na jej plecach, a prawą między łopatkami, na nagiej skórze.
Słyszał jak zespół śpiewa coś o zniszczonych przywiązaniu, miłości i tym podobnym..
- Sam lepiej to śpiewa.- Usłyszał jej zapewnienie i tylko kiwnął głową. Spojrzał na nią z góry i uśmiechnął się lekko, widząc, że ona mu się przygląda.
- Nie wątpię.- Odpowiedział i pogłaskał ją prawą ręką po skórze. Zauważył jak włoski na jej ramieniu unoszą się, a ramię którym oplatała jego szyję pokryła gęsia skórka. Uśmiechnął się z zadowoleniem.- Mówiłem, że pięknie wyglądasz?
- Setki razy.- Powiedziała uszczypliwie.- Ale dziękuję.
- Katy?- Zwolnił nieco, tak że tylko delikatnie się kołysali. Spojrzała na niego zdziwiona.- Kim my właściwie jesteśmy?
Chwilę patrzyła na niego i już miał jej odpuścić , powiedzieć, że się wygłupił, ale obdarzyła go chyba najcudowniejszym uśmiechem jaki posiadała.
- Ja jestem Katherina a ty jesteś William.- Puściła mu oczko, a on mimowolnie się zaśmiał.- I jesteśmy razem.
- Razem?- Powtórzył po niej, bo myślał, że się przesłyszał, ale ona lekko skinęła głową i się zarumieniła. Po chwili spuściła wzrok i oparła policzek na jego ramieniu, tak, żeby ukryć przed nim powiększający się rumieniec. Kartney nieco mocniej ją do siebie przycisnął i zamiast błogiego spokoju oraz szczęścia, poczuł szczęście, ale poczuł też, że ma kłopoty.
*******
Bawiła się świetnie. Szalała z Julesem na parkiecie, co chwilę popijała Ognistą i wiedziała, że jest pod czujnym okiem Blacka. Nie sposób było nie czuć tego palącego spojrzenia. Czuła, że jej skóra jest jak rozżarzony węgiel i to nie wina tańca, alkoholu, ani Julesa. Tylko Black potrafił tak na nią działać. Na całe szczęście trzymali się z dala od siebie, więc nie frustrowało ją to.
I nastrój prysł, jak zauważyła, że para tańcząca obok niej to Syriusz i Lily. Widziała jak przyjaciółka posyła jej przerażone spojrzenie. Nie patrzyła na swojego byłego chłopaka... Jak on miał jej nawet nie zauważyć, to ona miała na niego zwracać uwagę?
- Odbijany!- Pisnęła, gdy Black praktycznie wyrwał ją z ramion Julesa i przycisnął do siebie. Jak na złość zespół zaczął śpiewać balladę Fatalnych Jędz.- Dobrze się bawisz Meadows?
- Do tej pory wyśmienicie.- Warknęła w jego gardło. Zdenerwowała się ze swojej reakcji, gdy Black bardzo delikatnie przejechał palcem, wzdłuż jej linii kręgosłupa, a jej wymsknęło się jęknięcie.
- Wyglądasz zajebiście.- No tego to się nie spodziewała! Odsunęła się na tyle, ile pozwał jego uścisk i spojrzała na niego oburzona.
- Z tego co pamiętam, to miałeś mnie nie zauważyć. Dotrzymuj słowa, Black.- Syknęła, a on posłał jej takie spojrzenie, że poczuła nagły przypływ gorąca. Jeżeli przez cały wieczór twierdziła, że jej skóra to żarzące węgle, to teraz zaczęła płonąć.
- Założyłaś taką kieckę, że nietrudno cię zauważyć, Meadows.- Ledwo dosłyszała co mówi. Patrzyła na jego usta, które wściekle wyrzucały kolejne słowa. Tak cholernie, ponętne. Nagle w myślach błagała o dwa słowa... Tyle wtedy wystarczyłoby, żeby do niego wrócić.- W dodatku upięłaś włosy w taki sposób, że zastanawiam się, czy ten kok robiłby wrażenie, gdybyś nie miała na sobie tej sukienki?
- Jesteś pijanym dupkiem, Black.-Szybko sprowadził ją na ziemię. Próbowała się wyrwać, ale mocniej przycisnął ją do siebie. Poczuła na brzuchu coś, co zdecydowanie potwierdzało realność  jego słów.
- Prawie nic nie piłem.- Merlinie! Chwyciła się jego ramion, żeby nie upaść.- Dobijasz mnie, Meadows.
- Bredzisz.- Spojrzała na niego rozzłoszczona i podniecona. Spojrzała na jego usta, które leniwie oblizał.
- Nawet nie wiesz jak żałuję, że nie jestem na jego miejscu.- W oczach jej pociemniało od jego nagłego wyznania.
- Sam jesteś sobie winny Black.- Odzyskała głos dopiero po chwili i przyjęła maskę obojętności.- W sumie, to powinnam ci podziękować. Mam więcej perspektyw i poznałam chłopaka z którym...
- ... Nie kończ nawet.- Warknął i przycisnął ją mocniej do siebie. Urwał im się kontakt wzrokowy i jęknęła głośno, gdy jego usta poruszyły się na jej uchu. Trzymał ją mocno w ramionach, zdawał sobie sprawę, że bez tego upadłaby.- Widzę jak świetnie się bawisz, ale uważaj Meadows, bo ta zabawa może skończyć się źle. Jeśli dotrze do mnie informacja, że spałaś poza dormitorium i to nie sama, to poleje się krew. I nie mówię tylko o tej nocy. O każdej, pieprzonej nocy, do końca szkoły.
- Zachowujesz się jak kretyn!- Wyrwała mu się jedynie na kilka cali, ale przynajmniej mogła go piorunować wzrokiem. No i odzyskała kontrolę nad nogami oraz rozumem.- Zerwałeś ze mną, nie pamiętasz? A teraz robisz jakieś sceny zazdrości! Odpuść sobie, bo nie jesteśmy razem i przestało mnie to boleć!
- O nie, nie. Nie odpuszczę.- Posłał jej drwiący uśmieszek.- Będę obok ciebie, nawet kiedy będziesz myślała, że tak nie jest! A kiedy zauważę, że ktoś się koło ciebie kręci, to długo to nie potrwa! Zrobisz jakiś dziwny ruch, to możesz się spodziewać mojej reakcji, skarbie.
- Ty chcesz do mnie wrócić?- Parsknęła śmiechem i poczuła, że jego ciało zesztywniało. Wiedziała, co to oznacza. Nie wiedziała, że ją to tak zaboli.- Tak myślałam, Black.
- Kiedyś...- Zaczął tracąc grunt pod nogami, a ona przerwała mu.
-... Nie będzie "kiedyś", Black.- Wysyczała drwiąco i poczuła, że jest górą.- Nie potrzebuję twojej ochrony. Może gdybyś zakończył to jak James, to miałbyś szansę. Ale po pierwsze: upokorzyłeś mnie przed przyjaciółmi, po drugie: co to w ogóle za powód? Jak będą chcieli, to mnie dorwą, z tobą czy bez ciebie. Po trzecie: wiecznie sama nie będę. Po czwarte: będę robiła kursy we Francji i tam zostanę. Nie wrócę już nigdy na stałe do Anglii!
Poczuła jak rozluźnia ramiona i wyrwała mu się. Stali na przeciwko siebie i czuła, że jest czerwona ze złości. Jak przez mgłę widziała jak Syriusz czerwienieje na policzkach i odwraca się od niej. Szybkim krokiem przepchnął się przez tłum w kierunku Jamesa.
- Merlinie, ale gorąco wyglądaliście!- Dorcas zdawała sobie z tego sprawę. Syriusz w szacie wyjściowej wyglądał świetnie. Ciemnogranatowy kolor materiału sprawiał, że wyglądał jakby był bardzo wysoki, a jego twarz... O Merlinie... Nigdy nie wyglądał przystojniej. Usłyszała śmiech Katheriny. Zapewne śmiała się, że praktycznie pożera go wzrokiem, mimo że odchodzi.- Jak twoje majtki, Dor?
- Jakbym ich nie miała.- Przyznała i nagle pisnęła, gdy obserwowała jak Syriusz Black bierze zamach i bije Jamesa Pottera pięścią w twarz. Kilka osób krzyknęło z oburzenia, ale Łapa nie przejął się. Wziął kolejny zamach, a jego przyjaciel runął na podłogę.
******* [muzyka]
- Taki skandal!- Wrzasnęła McGonagall siadając na fotelu za biurkiem. Minęła chwila zanim zainterweniowała i przywołała Gryfonów do porządku. A teraz siedzieli u niej w gabinecie. Z rozciętej wargi Jamesa leciała krew, a łuk brwiowy zaczął sinieć. Syriusz nie wyglądał lepiej. James mu oddał kilka razy i tak się chwilę okładali. Oko miał już zapuchnięte i ledwo na nie widział, jego warga też krwawiła.
- Szybko zapomną.- Machnął ręką James.
- O co wam poszło?- Minewra patrzyła na nich z nagana, a Potter ponownie machnął ręką.
- Syriusz się potknął i trochę mnie poturbował. Kiedy straciłem równowagę, to tak wymachiwałem rękami, że oberwało mu się.- Powiedział niewinnie Rogacz i wytrzymał spojrzenie profesorki. Zdawał sobie sprawę, że nawet dziecka by nie oszukał.
- A więc macie problemy z równowagą?- Pierwszy raz zadrwiła z niego tak otwarcie. Widział jak kącik ust jej drgnął, sam starał się nie roześmiać.
- Tak, pani profesor.- Powiedzieli prawie równocześnie. Obawiał się, że jak spojrzy na Syriusza to wybuchnie śmiechem.
- To bardzo poważny problem.- McGonagall wyglądała, jakby nad czymś myślała.- Ale dziękuję, że mi to zgłosiliście. Będę miała to na uwadze, gdy zaraz przypadkiem zerknę na skład drużyny quidditcha...
- Nie, pani profesor!- James praktycznie krzyknął, a ona uniosła brwi zdziwiona.- Pójdziemy do pani Pomfrey, coś poradzi. To pewnie od tych przekąsek...
- Pani nam wlepi szlaban, odejmie punkty, a my sobie pójdziemy do Skrzydła Szpitalnego.- Dokończył Syriusz i uśmiechnął się szelmowsko.
- Ząb ci się rusza, Black.- Zauważyła McGonagall, a James nie wytrzymał i wybuchnął głośno śmiechem. Profesorka pokręciła jedynie głową, ale surowa mina zniknęła z jej twarzy.
- Tydzień szlabanu. Macie się jutro stawić po kolacji u woźnego. Odejmuję również trzydzieści punktów Gryffindorowi. A teraz zniknijcie mi z oczu.- Wstała z fotelu, a oni szybko pożegnali się i wyszli.
*******
Pomfrey wypuściła ich dopiero rano. Nie widzieli sensu iść na śniadanie w ubraniach z balu, więc od razu poszli do wieży Gryffindoru. James chciał pogadać z Syriuszem, ale ten mu zagroził jakąś klątwą i posłusznie się nie odzywał. Wiedział, że musiało mu przejść i wiedział, że poszło o Meadows. Widział całe zajście między tymi dwoma, i czuł zazdrość. Pierwszy raz poczuł zazdrość o Syriusza, bo on nie miał na tyle odwagi, żeby pójść do Lily i z nią zatańczyć. Trzymał się na uboczu i nie martwił jej swoją obecnością.
Podali hasło Grubej Damie i w milczeniu przeszli przez pusty Pokój Wspólny. Wszedł do dormitorium i stanął w miejscu, czując narastającą wściekłość.
- Powiedz, że tego nie widzisz.- Black stanął obok niego i parsknął śmiechem. Tuż obok łóżka Williama leżała złota sukienka i szpilki. Koło łóżka Remusa dostrzegł koszulę blondyna, a reszta jego szaty wyjściowej była pod sukienką.
- Przynajmniej oni się dobrze zabawili.- Syriusz posłał Rogaczowi szelmowski uśmiech, a on miał ochotę rzucić się na łóżko Williama.
- Merlinie, możecie być cicho?- Usłyszeli zza zasłoniętego łóżka, głos Katheriny. Wtedy James pobladł ze złości.
- Masz pół minuty, żeby wyjść!- Warknął, a ona odpowiedziała jedynie westchnięciem.- Ty też, William!
- Przestań się wtrącać James.- Black rzucił się na swoje łóżko.- Rozwaliłeś mój związek, niech chociaż oni będą szczęśliwi.
- A więc o to poszło?- James przystanął nad nim.- Szybko się skończy i do siebie wrócicie.
- Nie zapowiada się na szybki koniec. A poza tym Dorcas będzie we Francji.- Wypowiedział z goryczą Black.
- O kurde...- Potter usiadł na swoim łóżku. Akurat wtedy kotary od łóżka Kartney'a rozsunęły się. Parkes wyszła ubrana jedynie w długi podkoszulek blondyna. Usiadła na krześle koło biurka, a Will stanął za nią i położył ręce na jej ramionach. Oboje mieli potargane włosy.- Mam nadzieję, że się zabezpieczyliście chociaż.
Oboje zesztywnieli, ale Katherina uśmiechnęła się lekko.
- Biorę eliksir.- Założyła kosmyk włosów za ucho i wytrzymała spojrzenie Jamesa.- To o co poszło?
- Dorcas wyjeżdża do Francji.- Wymamrotał Syriusz, a Katy pokiwała głową.
- No tak, z Lily.- Potter wstał gwałtownie z łóżka, a Black zaczął się histerycznie śmiać.
- Witaj w klubie, bracie.- Wstał ze swojego łóżka i poklepał przyjaciela po plecach. Ciągle śmiejąc się poszedł w stronę łazienki.- Fajnie, że wy jesteście razem. Chociaż tyle.
- Dzięki.- Kartney uśmiechnął się do Syriusza i odwrócił się do Jamesa.- Przykro mi, stary.
- Coś wymyślę.- Ponownie usiadł na łóżku i było widać, że intensywnie myśli.- Błagam was, następnym razem idźcie do Pokoju Życzeń.
- Dzięki za pozwolenie.- Zaśmiała się Katy.- Ale póki co, chciałabym, żebyś nie wygadał się nikomu z rodziny o mnie i Willu. Rodzie mogą źle to zrozumieć. Pobędziemy trochę razem i jak już skończymy Hogwart, to im powiemy.
- Nie ma sprawy, Katy.- Kuzyn posłał jej słaby uśmiech. Ale po chwili uśmiechnął się szerzej.- Cieszę się, że jesteście razem.
Parkes roześmiała się z ulgą i spojrzała na stojącego za nią Williama. Ucałował jej czoło i spojrzał Rogaczowi prosto w oczy. Ten mu tylko kiwnął głową i zaciągnął kotary.
- Chyba mamy błogosławieństwo.- Wyszeptał do Katy, a ona zatrzęsła się od powstrzymywanego śmiechu.

*******

Jeszcze trzy rozdziały i kończą Hogwart... Jak te dzieci szybko rosną!

Do zobaczenia końcem czerwca/początkiem lipca!
SBlackLady

2 komentarze:

  1. O mój Boże. Nie wiem od czego zacząć. Scena wejścia Dorcas na bal - boska! Umierałam tam razem z Syriuszem. Ich rozmowa podczas tańca była świetna, tyle emocji! Katherina i Will są przesłodcy. Ale nie rozumiem zbytnio dlaczego Syriusz uderzył Jamesa? O.o
    Naprawdę zaraz kończysz Hogwart?! Ranyy, boje sie co dalej będzie z nimi wszystkimi, nie chcę żeby dziewczyny wyjeżdżały :(
    Pozdrowionka! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Już wyjaśniam wątek Syriusza i Jamesa.
      Syriusz chciał się oświadczyć Dorcas w Sylwestra, ale wtedy James wyskoczył z tym, że dla dobra dziewczyn, muszą się z nimi rozstać (Zakon Feniksa i takie tam).
      James jest (do tego rozdziału był) cały czas przekonany, że wszystko szybko się skończy, wyjaśnią dziewczynom co trzeba i z nimi będą.
      Dorcas sprowadziła Syriusza na ziemię w czasie balu i Black postanowił wyładować się na Potterze, bo to przecież działania Rogacza do tego doprowadziły :)
      No tak, już czas kończyć Hogwart.
      Zamierzam akcje toczyć do pięciu-sześciu lat po Hogwarcie, więc trzeba się streszczać :)
      Cieszę się, że scena z balu się spodobała- chyba przez tydzień ją zmieniałam i dopracowywałam.
      Tak... Uwielbiam Katy i Willa, więc dlatego są tacy cudowni *.*
      Pozdrawiam również,
      SBlackLady

      Usuń