05.11.2018

*Noc Duchów*

– Cukierek, albo psikus! – Usłyszała Dorcas, kiedy otworzyła drzwi, ale zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, dwa małe kościotrupy przecisnęły się obok niej i pobiegły w głąb mieszkania. Odsunęła się, żeby zrobić miejsce dla większego kościotrupa i zamknęła za nim drzwi.
– Czy ty nie jesteś na to za stara, Grace? – zapytała macochę, która zdjęła z głowy kominiarkę z nadrukiem imitującym kości czaszki.

– To zapewne moje przedostatnie Halloween z synami. Za dwa lata o tej porze chłopcy będą w szkole, więc korzystam. – Kobieta odwiesiła na wieszak czerwoną pelerynę i uśmiechnęła się do niej serdecznie. – Już nie mogę się doczekać wnuków, Dorcas. Mam nadzieję, że pozwolisz mi kontynuować moją tradycję.
– Nie chcę cię martwić, ale poczekasz na to jeszcze kilkanaście lat. Obyś miała siły na te przebieranki. – Grace wyglądała na urażoną, ale w końcu parsknęła śmiechem i podała jej kosz z jedzeniem.
– Rozpakujesz? Muszę się przebrać w coś normalnego na drogę powrotną.
– Jasne... – Meadows wkroczyła do kuchni i uśmiechnęła się do chłopców, którzy siedzieli przy stole. Przed każdym leżał worek z zebranymi słodyczami. –  Jak łowy? Mugole byli hojni w tym roku?
– Cukierek, albo psikus! – usłyszała w odpowiedzi i zanim odwróciła się do nich od blatu, policzyła w myślach do pięciu. Odwróciła się, mając nadzieję, że ma przebiegły wyraz twarzy i usiadła naprzeciwko nich.
– Nie mam żadnych słodyczy, chłopcy – skłamała. Babcia zrobiła jej zakupy i kiedy wracała z Anglii, to przywiozła prawie cały kufer słodyczy ze sobą. Miała nadzieję, że jej zapas Czekoladowych Żab dotrwa do Bożego Narodzenia, a gdyby Lorcan i Laurenty dowiedzieli się o tym, że ma tyle słodyczy, to na pewno nie doleżałyby do Świąt.
Wyciągnęła różdżkę z kieszeni spodni i przez chwilę trzymała ją w obu dłoniach. Następnie przyłożyła różdżkę do płóciennego worka Laurentego, a lewą dłoń położyła nad workiem Lorcana.
– Cukierek... – Powiedziała, a zawartość obu worków podwoiła się. Chłopcy z niedowierzaniem spojrzeli na nią i po chwili uśmiechnęli się, bo mieli więcej słodyczy. – Albo psikus!
– Mamo! – krzyknął Laurenty i miała ochotę parsknąć śmiechem na jego oskarżycielski ton, kiedy nagle ich worki miały w sobie dokładnie po jednym cukierku. Usłyszała trzask zamykających się drzwi od łazienki i poruszała różdżką oraz lewą dłonią, aż worki wypełniły się cukierkami.
– Jakiś problem, chłopcy? – zapytała ich Dorcas i odłożyła różdżkę, a oni jednocześnie pokręcili głowami. Mrugnęła do nich i wstała od stołu, żeby rozłożyć kolację, którą przyniosła Grace.
*******
Katherina zaśmiała się perliście i rzuciła w Syriusza miąższem z dyni. Black skrzywił się, bo pomarańczowa miazga spadła z jego włosów na skórę na przedramieniu. Wiedziała, że nie pozostanie jej dłużny i obserwowała go kątem oka, kiedy z miną niewiniątka wrócił do krojenia dyni. Nie myliła się, i gdy rzucił w nią miąższem ona uchyliła się i oberwał James.
– Ej! – zawołał oburzony Potter i ściągnął okulary, aby je wyczyścić o rąbek szaty. – Bo powiem mamie!
– Czyjej? – zapytała go Katy i wyciągnęła różdżkę, którą przyłożyła do jego okularów. Chłoszczyść! – Myślałam, że opanowałeś odpowiednie zaklęcie, Rogaczu.
– Myślałem, że działa tylko na Snape'a – zakpił, a Black parsknął śmiechem. Zapewne przypomniał sobie jak wiele razy rzucali to zaklęcie na Ślizgona. – Mówiliście, że to będzie świetna zabawa. Mam pomarszczone palce już od tej breji!
– Jesteśmy dopiero w połowie – powiedziała blondynka, odkładając gotową dynię na podłogę obok dziewięciu pozostałych. James i Syriusz słabi byli w robótkach ręcznych i właśnie wycinali po trzeciej dyni. Jej szło znacznie sprawniej, ale to zapewne dlatego, że rok wcześniej razem z Jess wycinały kilka dyń i szybko się wprawiła.
– Marudny jesteś, Rogaczu. – Black odchylił się na krzesełku i przekrzywił głowę, żeby ocenić efekt swojej pracy. – Lily powinna zaraz wrócić. Może nam pomoże.
– Ona ma pojutrze test, więc odpada, Łapo. Poza tym, to nie jej impreza – Parkes prychnęła, słysząc Jamesa. – Żartuję, przecież. Tak naprawdę świetnie się bawię...
– James! To ohydne! – pisnęła Katy, a jej kuzyn wybuchnął śmiechem. Aż ją wzdrygnęło, gdy poczuła palec Pottera w jej uchu. Oczywiście był w miąższu dyni. Pisnęła jeszcze raz, kiedy Syriusz natarł jej twarz. Wypluła pestki, które dostały się do jej ust i próbowała się odsunąć od Blacka, ale James przytrzymał ją na krzesełku. – Przestańcie!
Piszczała i próbowała się wyrwać, ale Potter był silniejszy. Zaczęła się śmiać i spróbowała jeszcze kopnąć Syriusza, ale zaszedł ją od boku. Wykręciła głowę, żeby zobaczyć co kombinuje i zaczęła protestować, bo nad jej głową trzymał wydrążoną dynię Rogacza.
– O nie! Przestań natychmiast! – krzyknęła, próbując się wyrwać, gdy wkładał na jej głowę dynię. Krzesełko niebezpiecznie zachwiało się, kiedy Potter przestał ją trzymać. Przed oczami miała jedynie ciemne wnętrze dyni, bo James nie zdążył jeszcze wyżłobić otworów imitujących oczy. Drgnęła, kiedy zaczęli pukać w warzywo.
– Puk, puk! Zastaliśmy Katy? – zapytał wesoło Potter, a ona zdjęła z głowy dynię. Odwróciła się w stronę chłopaków, którzy szczerzyli się do niej.
– Nie liczcie na prezenty gwiazdkowe ode mnie! – Odłożyła warzywo na stół z hukiem i zdziwiła się, bo myślała, że się rozwali. Dotknęła włosów i jęknęła z obrzydzeniem czując pod palcami miąższ i pestki.
Tergeo! – Black przyłożył do jej głowy różdżkę i po chwili była już czysta. – Myślałem, że opanowałaś odpowiednie zaklęcie, Katy.
– Ha, ha, ha... Bardzo śmieszne. – Pokazała mu język i odwróciła się do stołu. Wzięła całą dynię i wbiła w nią nóż. – Właśnie wyobraziłam sobie, że to wasza głowa...
– Nie mamy wspólnej głowy... – zauważył James zajmując się swoją dynią. – Kto wpadł na to, żeby to było dwadzieścia dyń?
– Chyba ja. – Parkes uśmiechnęła się do niego słodko i wywróciła oczami, gdy Rogacz westchnął ciężko. – Na twoje dwudzieste urodziny też wymyślę coś fantastycznego.
– Oby... Chociaż szczerze wątpię, żeby wyszło lepiej. To będzie super impreza. – Katherina uśmiechnęła się, słysząc pewność w głosie Jamesa. Dzisiaj była Noc Duchów. Rok temu mieli świętować w mniejszym gronie, ale zanim zaczęli zabawę, dowiedzieli się o śmierci Jocundy, siostry Jess i tamten wieczór spędzili w Kwaterze, prawie milcząc.
W tym roku Noc Duchów wypadła w środę i stwierdzili, że spotkają się w Kwaterze wieczorem na drinku, a w sobotę na Kamiennym Wzgórzu zorganizują imprezę z okazji urodzin jej, Paula, Jane oraz Syriusza. Prawie jak za czasów Hogwartu...
– Za co się przebieracie? – zapytał James odkładając wydrążoną dynię.
– Jutro odwiedzę Pokątną i coś wymyślę. – Wzruszyła ramionami, bo nadal nie rozumiała do końca o co chodzi z tym mugolskim Halloween i miała nadzieję, że jak wieczorem odprowadzi Jess i Adalberta, to zobaczy przebrania mugoli.
– Głupio tak, że tylko dzieci pukają do domów i zbierają cukierki – stwierdził Syriusz, a ona parsknęła śmiechem. Kiedy Lily i Jessica opowiadały im o tym zwyczaju, to Black długo wykłócał się, że oni też powinni się przebrać i zbierać słodycze.
– Nadal się dąsasz? – Razem z Jamesem zaśmiali się, bo długo nie odpowiadał i gdy na niego spojrzeli, to miał niezadowoloną minę. – Zawsze możemy skołować jakieś dzieciaki i Eliksir Wielosokowy.
– Trochę za późno... – mruknął Black.
– Ty naprawdę się nad tym zastanawiasz! – powiedziała z niedowierzaniem i odpowiedział jej jedynie zawadiackim uśmiechem. – Co wy robicie na kursie aurorskim? Powinniście być nadal w Hogwarcie...
– Odezwała się ta najbardziej dorosła...
– Ej! Ja tylko pragnę przypomnieć, że każde zastosowanie Eliksiru Wielosokowego musicie zgłosić Moody'emu, bo jest tak jakby waszym przełożonym. Co wpiszecie jako powód? Chęć dostania garstki słodyczy? – Próbowała się nie roześmiać, bo Syriusz jak i James mieli urażone miny. – Poza tym, już dawno odkryliśmy, że czarodzieje mają lepsze cukierki.
– Brzmisz teraz jak Ślizgonka, Katy! – Uderzyła ręką w czoło, słysząc Jamesa. – Dyskryminujesz mugoli... Uważasz, że robią gorsze słodycze. A może to ty jesteś szpiegiem...
– James... Ciszej. To tajemnica! – Zatkała mu usta dłonią i jęknęła z obrzydzeniem, gdy ją obślinił. – Fuj!
– Ej! – Black odsunął się od niej gwałtownie, gdy spróbowała wytrzeć dłoń w jego bluzkę. – Jesteście ohydni!
James i Katherina spojrzeli na siebie, wymieniając się porozumiewawczymi uśmiechami i jednocześnie rzucili w Syriusza miąższem z dyni.
*******
Umówiła się z Adalbertem, że spotkają się w Kwaterze Głównej, ale nadal się nie pojawił. Huncwoci popijali Ognistą, a ona z dziewczynami kończyła pierwszą butelkę wina. Zaczynała powoli się martwić, bo dochodziła dwudziesta pierwsza, a McSweeney'a jeszcze nie było, a miał się pojawić przed dwudziestą.
Siedziała trochę na uboczu, ale na szczęście nikt na siłę nie próbował ją włączyć do rozmowy. Syriusz dolewał jej tylko wina.
Wcześniej porozmawiała na temat sobotniej urodzinowej imprezy, zapewniając, że zajmie się potrawami i ucieszyła się, bo mogła zaszyć się w drugiej, większej kuchni, z której kiedyś korzystały Skrzaty Domowe. W piątek po zebraniu Zakonu rodzice i dziadkowie Katheriny mieli przetransportować potrawy i dynie na Kamienne Wzgórze, a w sobotę rano Katherina, Jane i Paul mieli wszystko przygotować.
Zegar wybił dwudziestą pierwszą i odstawiła pusty kieliszek na stół. Zdziwiła się, bo Jane, Lily oraz James zrobili to samo.
– Wy już do spania? – zapytała Katy, a Lily kiwnęła głową. W sumie, to od początku mówili, że punkt dwudziesta pierwsza idą spać. Potter miała od ósmej zajęcia w Akademii, Jane pracę, a James, Syriusz i Katy kurs aurorski. Potter miał mieć jeszcze po południu trening, więc domyślała się, że przed i po ćwiczeniach, potrzebuje dużej dawki snu.
Peter i Remus również wstali z foteli.
Poczuła szczypanie pod powiekami, gdy pożegnali się z nią.
– Silna z ciebie babka, Jess. – Pociągnęła nosem, słysząc szept Jamesa przy uchu, gdy objął ją lekko. Parsknęła śmiechem, gdy poczochrał ją po głowie. – Widzimy się jutro!
Opadła z powrotem na fotel, kiedy wyszli i zostały same z Katheriną, bo Black poszedł odprowadzić Remusa i Petera.
– Jak się trzymasz? – zapytała ją Parkes, a ona uśmiechnęła się lekko.
– Dobrze. Madame Malkin dała mi wolne do końca tygodnia... Wiesz... Rocznica... – mówiła lekkim tonem i poczuła do siebie odrazę. – Mama ma przybyć i chciałabym mieć wolne. Brat Jane ma dać jej znać, gdy już będzie jakaś informacja w Biurze Świstoklików...  Chyba, że od twoich dziadków dostanę wcześniej informację.
– Przykro mi... – zaczęła Katherina, ale Cay machnęła ręką. Tęskniła jak cholera za rodzicami i małą Jo, ale z drugiej strony cieszyła się, że nie muszą patrzeć na to, co wyprawia. Wystarczyło jej pełne zawodu spojrzenie pani Maladory, ciotki Berta i innych osób z Zakonu, ale to był jej wybór.
Musiała być silna. Musiała cieszyć się młodością. Tyle jej zostało...
– Jess! – Drgnęła, bo do salonu wpadł zdyszany Adalbert i już myślała, że stało się coś złego, ale uśmiechał się. – Pojawiła się!
– Kto?
– Oighrig.
*******
Katherina zdziwiła się, kiedy to dziwne słowo, które wypowiedział Adalbert okazało się być imieniem. Jessica zerwała się z fotela i nawet nie kryła podekscytowania.
– Wreszcie! Nie widziałam jej od prawie dwóch lat...
– ...a ja od ukończenia Hogwartu. Chodź...
– Gdzie wy chcecie iść? – zapytała zdezorientowana, bo Cay praktycznie ją olała i ruszyła w stronę drzwi.
– Do Portree... Idziesz z nami? – zaproponowała Jess. Chwilę pomyślała. Miała rano pobiegać z chłopakami i o ósmej zaczynała kurs... Z drugiej strony...
– Jasne!
Pięć minut później byli w Portree. A raczej tak jej się wydawało. Wiało i mżyło, a w ciemności nie mogła dostrzec żadnych domów.
– Czemu jest tak ciemno? – zapytała, a przyjaciółka złapała ją za łokieć i poprowadziła za Adalbertem, który oświetlał różdżką polną drogę.
– Jest Samhain – powiedziała Cay, jakby to wszystko tłumaczyło. Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego i przyjaciółka parsknęła śmiechem. – Gaszone są wszystkie światła, żeby duchy nas nie nawiedziły. Powinniśmy się trochę ubrudzić, ale jesteśmy prawie na miejscu, więc możemy ominąć tę część tradycji.
– Jesteśmy w polach – zauważyła Katherina, a Jessica posłała jej takie spojrzenie, że poczuła w żołądku uścisk.
– Wierzysz w magię, Katy? – Parsknęła śmiechem słysząc to pytanie i nie odpowiedziała. Oczywiście... Czary. Adalbert odwrócił się do nich i wskazał ręką na stertę kamieni. Zrobiła krok do przodu, ale chwycił ją za ramię.
– Najpierw Jess... – szepnął i poczuła niepokój, ale widocznie tylko ona w tym momencie nie wiedziała, co się dzieje. Adalbert i Jessica byli spokojni. Cay ruszyła powoli, a oni za nią. W pewnym momencie poczuła dziwną energię i wibracje pod stopami. Zwolniła, starając się przedrzeć przez to dziwne zjawisko. Potknęła się, kiedy to wrażenie ustało i podniosła się z kolan. Przed nią, w miejscu sterty kamieni, stał dom, a raczej duża chata. Przypominała jej trochę chatkę Hagrida, ale zdecydowanie ta budowla była starsza.
Stanęła obok Jess, kilka jardów przed drzwiami, które po chwili otworzyły się skrzypiąc niemiłosiernie. Na progu stanęła staruszka i powiedziała coś, czego nie zrozumiała.
– Co powiedziała?
– Zapytała, gdzie nasz pechowy rycerz[1] – odpowiedziała Jess i zrobiła krok w stronę kobiety. – Seann Oighrig!
– Altheda! – objęły się mocno.
– To drugie imię Jess. Kilkanaście lat temu, jak Oighrig tu na stałe mieszkała, nadawała każdemu dziecku urodzonemu w rodzinie czarodziei drugie imię... – wyjaśnił szeptem Adalbert. Kobieta puściła Jessicę z objęć i ukłonił się jej z szacunkiem, więc ona zrobiła to samo.
– Wejdźcie... Nie kuśmy duchów... – Jess jako pierwsza weszła do domu, a za nią Katherina. – Dusza twoja nieczysta... Nie wejdziesz do chaty.
– Ja pierniczę... – szepnęła widząc, jak Adalbert odchodzi gdzieś w bok, bo kobieta go nie wpuściła. Stanęła blisko przyjaciółki i chwyciła różdżkę w dłoń. Cay pociągnęła ją za łokieć i ostrożnie podążyła za nią w głąb chaty, uważając, żeby nie potknąć się po drodze. Weszły do dużej izby, która nie była z kamienia, a z drewna. W środku było jasno od świec. Nie było tu żadnego okna a w środku, przy prostym drewnianym stole siedział już Adalbert.
Katherina zakaszlała głośno, gdy gęsty dym ją okopcił i zaciągnęła się nim.
– To biała szałwia. Oczyszcza – wyjaśniła Jess już głośno.
– Zaparzę ziół. – Powiedziała Oighrig i zostawiła ich samych.
– Co tu się dzieje? – zapytała siadając naprzeciwko Adalberta.
– To Stara Oighrid. Możesz na nią mówić Starucha, nie obrazi się. Jest druidką – spojrzała na niego zdziwiona.
– Jest kimś pomiędzy wiedźmą a mugolką... Urodziła się charłakiem, a potem stała się druidką. – Katherina kiwnęła głową, chociaż nie do końca rozumiała sensu tych słów. Do tej pory myślała, że druidzi byli wymysłem mugoli. Tak przynajmniej wyczytała z podręcznika Historii Magii.
– Ale jak to? Myślałam, że mugole tak na nas mówili... No wiecie, dawniej.
– Nadal tak jest. To znaczy, druidzi nie są w pełni czarodziejami... Przynajmniej obecnie. – Jess wzruszyła ramionami i nagle wyprostowała się. Już miała otwierać usta, ale przyjaciółka syknęła na nią. Starucha, bo tak postanowiła na nią mówić, weszła do pomieszczenia, niosąc na tacy cztery szklanki. Rozłożyła przed nimi zaparzone zioła i usiadła u szczytu stołu.
– Spóźniłaś się o dwa lata... – powiedziała patrząc na nią i Katherina nie odwróciła wzroku. Obserwowała uważnie kobietę i dostrzegła, że jej prawe oko jest prawie białe, a lewe brązowe. Siateczka zmarszczek pokrywała jej policzki, a siwe włosy miała dziwnie ułożone wokół twarzy. Niby nastroszone, niby upięte w coś, co przypominało koka.
Zapewne mugole mieli ją za dziwaczkę, ale jak na czarodziejskie standardy wyglądała dosyć normalnie.
– Nie wiedziałam o twoim istnieniu... – przyznała drżącym głosem.
– Nie, nie wiedziałaś... – zdziwiła się, kiedy kobieta zamknęła brązowe oko i chwilę przyglądała się jej tym białym okiem. – Jesteś nieczysta.
Jessica parsknęła śmiechem pod nosem, a ona już nawet nie wiedziała jakie ma myśli. Starucha spojrzała na Cay.
– A ty, Althedo? Jesteś już gotowa?
– Oighrig, kochana... – Jessica chwyciła staruszkę za dłoń. – Już wybrałam.
– Jeszcze nie... – Katherina zauważyła zmianę na twarzy Jess, gdy kobieta znów zamknęła brązowe oko. – Jocudna dokonała wyboru, Adalbert też, a ty... Ty nadal jesteś po środku.
I wstała. Tak po prostu wstała i odeszła, a Katy wypuściła głośno powietrze, kiedy Starucha wyszła z pomieszczenia.
– Dobra... Pytanie. Skoro jestem nieczysta, to czemu weszłam a ty nie? – zapytała szybko Adalberta, ale to Jess udzieliła jej odpowiedź.
– Nie jesteś już dziewicą, a on...
– Moje wizje mają w sobie coś czarnomagicznego... Wybrałem je – powiedział głośno unikając jej wzroku. – Jakieś pięć lat temu mogłem z tego zrezygnować i zostać druidem... Byliśmy na to przygotowywani. Mogłem zrezygnować z wizji i magii, ale wybrałem je. To pomieszczenie zostało dobudowane kilkanaście lat temu i tu mogę wejść. Niestety nie mam wstępu do chaty z kamienia.
– Pięć lat temu? – Katherina spojrzała na Jess zaskoczona. – Wtedy się pokłóciliście...
– Tak.
– Można zrezygnować z magii?! – nagle do niej dotarło, co jeszcze powiedział, a Cay kiwnęła powoli głową.
– Można... To jest...
– ...to jest Szkocja. Ta ziemia jest szczególna. Myślisz, że dlaczego Hogwart jest wybudowany właśnie w Szkocji? – Starucha wróciła i Parkes chwilę milczała.
– Bo tu są warunki?
– Nie, Katy... Nikt nie wie dokładnie skąd pochodzi magia... Ona po prostu jest i od stuleci badane jest jej źródło. W całej Anglii tylko Hogsmeade jest zamieszkałe przez społeczność czarodziei, a wszędzie indziej jesteśmy wymieszani z mugolami. Tutaj... Są dziewicze miejsca – mówiła spokojnym tonem Jess.  Zdarza się, że w promieniu kilkudziesięciu mil nie ma żadnego mugolskiego domu. Sieć elektryczna nie jest tu rozbudowana i nie jest zachowana równowaga... Dodatkowo, dawniej odprawiano tu rytuały. W średniowieczu, to właśnie w Szkocji czarodzieje się ukrywali przed mugolami i łowcami czarownic. Szkocja była też miejscem sabatów. Są obiekty na które nadal działają starożytne zaklęcia, a druidzi obserwują je i jak zachodzi potrzeba, wzywają kogoś z Ministerstwa Magii, żeby nie doszło do złamania Kodeksu Tajności Czarodziejów...
– Nie zawsze nam się udaje – dodała Starucha. – Stąd mugole wierzą w różne dziwne przesądy i obrzędy, które kultywujemy. Z jednej strony wierzą w magię i chcą jej, ale nie w takiej postaci jaka istnieje naprawdę.
– Nie rozumiem za wiele – powiedziała Katherina, a Oighrig uśmiechnęła się do niej lekko.
– I nigdy nie zrozumiesz. Nawet ja, będąc Staruchą, nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Może Niewymowni, kiedyś odkryją ten sekret?
– Oby nie... Szkoccy charłacy nie mieliby punktu zaczepienia. Przynajmniej mają szansę zostać druidami i mają większy kontakt z magią niż normalnie – stwierdziła Jess. Blondynka słuchała uważnie, co mówi Cay i jednocześnie obserwowała kobietę, bo włożyła pomarszczoną dłoń do woreczka i coś w środku dziwnie zabrzmiało. – Oighrig właśnie tym się zajmuje jako Starucha. Żyje w różnych miejscach, gdzie są druidzi i przekazują wiedzę. Ma kontakt z Ministerstwem Magii i jak coś się dzieje, to informuje ich.
– I ty byłaś przygotowywana na to? – zapytała Parkes, a przyjaciółka kiwnęła głową.
– Jocunda, Adalbert i kilka innych osób... Ale...
– Altheda miała być Staruchą – przerwała jej Oighrig i wyrzuciła w górę trzymane w dłoni małe przedmioty, które po chwili opadły na stół. Katherina odsunęła się gwałtownie na krześle, kiedy dostrzegła, że to są małe kostki, na trzech z nich były wyryte runiczne znaki. Kobieta zamknęła brązowe oko i przybliżyła do siebie te trzy kostki. I następne słowa wypowiedziała w niezrozumiałym języku.
– Trzy osoby. Trzy przepowiednie... – zaczął cicho Adalbert i nie wiedziała, czy tłumaczy to, co ona mówi, czy to, co się właśnie dzieje. – Przez wilka rozpadnie się przyjaźń. Mroczne staną się myśli. Altheda może zostać Staruchą.


[1] pechowy rycerz, to postać z baśni Fontanna Szczęśliwego Losu Barda Beedle'a.
Prorok Niecodzienny

6 komentarzy:

  1. Chapeau bas! - tyle powiem bym opisać ten rozdział.

    Był krótki, lekki a zaraem bardzo intrygujący. Mega (oststnio nadużywam tego słowa) podobały mi się wszystkie sceny, nawet te z Dorcas. Na chwilę odeszłaś tutaj od jej prywatnych problemów i bardzo przyjemnie się to czytało.
    Drążenie dyń? - podobała mi się dynamika tej sceny, czytałam i oczami wyobraźni wszystko sobie wyobrażałam. Czułam się trochę jakby siedziała z moimi braćmi. Z nimi też miałabym wojnę na miąższ, wsadzaliby mi mokrego wacka do ucha (takie określonko na to, jak ktoś ślini palec i wsadza Ci go do ucha), a jakby mi zatknęli usta dłonią, to też bym ich obśliniła, często tak się kończą nasze przepychanki :D. Generalnie, czytałam i czułam jakby znowu byli w Hogwarcie, czuło się tę bestroskę płynącą z tej sceny, jakby Voldemort na chwilę gdzieś zniknął i wszystko było proste i piękne.
    Niestety wrócił już w kolejnej scenie... Intrygowało mnie to dlaczego nie ma Adalberta, mimo, że i tak go nie lubię i nie miałabym nic przeciwko gdyby mu się coś stało :P. Ale jak potem przyszedł i powiedział, że pojawiła się, to myślałam przez chwilę, że tu skończysz i miałam ochotę zrobić Ci krzywdę za to :D
    Na szczęście zaraz przeszłaś do kolejnych dwóch scen i one to już w ogóle majstersztyk. Skąd Ty czerpiesz te pomysły, co? To nawiązanie do szkockiej tradycji i w ogóle było super. Cała postać Staruchy i to, że powiedziała do Katy (dobrze zrozumiałam?), że się spóźniła, jest tak cholernie intygujące, że o Pani...
    Jess super tłumaczyła wszystko i człowiek, aż zachwycał sie jej opowieścią. Ciekawią mnie w związku z nią dwie rzeczy:
    1) czemu Dorea, etc mają być nią zawiedzione?
    2) między czym a czym ma wybrać? I co wybrała Jocunda?
    Zostawiłaś tutaj strasznie dużo znaków zapytania i niewiadomych i nie wiem jak to odbierać. Mam nadzieję, że niedługo coś się wyjaśni.
    I o co chodziło z tą przepowiednią? Co to za wilk co zniszczy przyjaźń? Przez chwilę miłam obawy, że chodzi o Syriusza, powiedz, że nie?

    Nie trzymaj mnie w niepewności, tylko pisz kolejne!

    Ślę uściski,

    Panna Czarownica

    http://magicznarewolucja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany!
      Nadal nie mogę uwierzyć, że tak zareagowałaś na ten rozdział i nawet nie wiesz, jak od rana czekałam na Twój komentarz, bo pierwszy raz po przeczytaniu notki wysłałaś mi klaszczącego Leo DiCaprio :D
      Dorcas uwielbia bliźniaków i jednak nie chce, żeby jej problemy wpływały na relację między nią a braćmi, bo to jeszcze dzieci :)
      Dzięki za wyjaśnienie czym jest mokry "wacek". Już szukałam numer na niebieską linię, żeby Ci podesłać :)
      Chciałam w sumie w tej scenie pokazać chemię między Jamesem, Syriuszem i Katheriną, jacy są zżyci itd. Udało się! :D
      Skąd czerpię pomysły? Jak wiesz uwielbiam Szkocję i jeżeli w przyszłości, gdzieś się wyprowadzę za granicę, to wiesz, gdzie mnie znajdziesz :D W czasach liceum uwielbiałam zagłębiać się w mitologię celtycką, mało co pamiętam, ale wiem gdzie szukać ;)
      Poza tym, wkręciłam się w Outlandera (polecam, wiem, że masz Netflixa) i nie sądziłam, że tam właśnie znajdę inspirację do tego, żeby wyjaśnić ten wątek (wcześniej nie miałam jakiegoś sensownego wytłumaczenia). No i tak wyszło.
      To o spóźnianiu się będzie jeszcze poruszone, ale tu chodzi o to, że Katherina i Paul są tak jakby "pobłogosławieni" przez to, że Beatrisha (ich babcia) pomogła jednorożcowi (wiesz, magia tęczy itd. :P). Byłaby idealną druidką, gdyby zechciała wyrzec się magii, no ale prawie dwa lata wcześniej straciła dziewictwo, więc pogrzebała swoje szanse, na zostanie druidką :D
      Tak to sobie wyobraziłam. :D
      Teraz odpowiem na pytania:
      1. Chodzi o to, że praktycznie nie przeżywała żałoby po siostrze i szwagrze. Po prostu zachowuje się, jakby ją nic nie obchodziło, szybko przechodzi do porządku dziennego, co wydaje się być dziwne.
      2. Ma wybrać, czy zostać druidką, czy też nie. Według niej już dawno wybrała, że nie, ale widocznie Starucha nadal sądzi, że sprawa nie jest przesądzona. Jocunda też mogła wyrzec się magii, ale wybrała inaczej, bo założyła rodzinę. Adalbert też miał wybór, ale straciłby wizje. Pewnie normalnie nawet teraz nie byłoby problemu, żeby odbyć rytuał, ale sęk w tym, że jego "jasnowidztwo" to efekt czarnej magii, przez co jest zdyskwalifikowany jako kandydat na potencjalnego druida.
      Ogólnie ten wątek się jeszcze pojawi i będzie szerzej rozwinięty :) Ale to kilka lat czasu blogowego.
      Były trzy osoby i trzy przepowiednie. Po jednej przepowiedni dla jednej osoby. Jest pewne, że ostatnia przepowiednia należy do Jess, a dwie wcześniejsze dotyczą Katheriny i Adalberta, ale nie powiem, która była dla kogo.
      Nie powiem, czy chodzi o Syriusza, bo runiczne wróżby są dość ogólne, niezbyt dokładne. Bohaterowie też będą mieli małą rozkminę :)
      Jak wiesz, zaczęłam pracę nad Streszczeniem, ale do 19.11 na pewno coś wstawię.
      Rozwinięcie niektórych wątków będzie się pojawiało jakoś niedługo :) Na pewno te dwie pierwsze przepowiednie się sprawdzą dość szybko.
      Jak masz jeszcze jakieś pytania, to pisz. :D

      Dzięki wielkie za komentarz i mam nadzieję, że czujesz się zaspokojona moją odpowiedzią :P
      Buziole!
      SBlackLady

      Usuń
  2. Po pierwsze przepraszam, że tak późno komentuję, przeczytałam już wcześniej, ale miałam dziś egzamin ustny i musiałam siedzieć na dupie przy biurku i zakuwać (proszę uwierz, że nie kantuję - ja naprawdę miałam egzamin na początku listopada).

    Na pierwszy rzut oka wcale nie widać, że to rozdział niespodzianka, a nie kolejny oznaczony nr 49. Był lekki i fajnie się do czytało. Fragment z Dorcas spokojny, rodzinny. Bardzo lubię postać Grace. Chciałabym mieć choć część jej energii po 9 latach wychowywania dwóch urwisów. Kolejna partia tekstu o Jamesie, Syriuszu i Katy jeszcze bardziej rodzinna. Świetnie się dogadują i mają do siebie dystans. Ja też nieraz lubię się powygłupiać z rodzeństwem, organizować z bratem wałki sumo itp, ale szczerze mówiąc nie pozwoliłabym sobie włożyć dyni na głowę! Przecież to włosy od razu do mycia i ubrania do prania. Wściekłabym się pierwszorzędnie! Chociaż nie, czekaj... im wystarczy jedno zaklęcie �� A w kwestii ostatniej sceny - każdy kolejny fragment o Jess stawia przed nami nowe zagadki, nowe pytania i nie daje żadnych odpowiedzi. Jesteś strasznie niesprawiedliwa! Postać druidki powodowała u mnie jaskółczy niepokój, ale cały fragment intrygujący, fajne inspiracje, lubię takie półśredniowieczne, ludowe klimaty.

    Pozdrawiam serdecznie i czekam niecierpliwie na 49! Buziaki ❤
    Drama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drama, nie rób dramy :)
      Ja doskonale rozumiem, są rzeczy ważne i te ważniejsze, a studia, to zdecydowanie ważniejsze rzeczy. Mam nadzieję, że egzamin poszedł Ci wręcz śpiewająco i masz to z głowy (szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, trzymałabym kciuki, albo chociaż udostępniła ostatnią deskę ratunku :P).
      Cieszę się bardzo, że polubiłaś Grace. Będzie się rzadko pojawiała, ale zawsze będzie biło od niej ciepełko (nie wiem, czy widziałaś w Izbie Pamięci zdjęcie aktorki, którą mam przed oczami, jak wyobrażam sobie Grace... Jejusiu... Ja nawet czuję zapach ciasta, jak patrzę na to zdjęcie :D)
      Szczerze powiem, że aż się wzdrygałam, gdy opisywałam te odczucia dotyczące miąższu z dyni. Uwielbiam dynię, ale nienawidzę tego miąższu. ughh...
      James, Syriusz i Katy zawsze byli ze sobą bliżej, ale jednak przygotowanie do kursu, i potem trzymanie się tam razem, scaliły ich relację. I to już nawet nie chodzi o przyjaźń, ale jak zauważyłaś... Tu jest rodzinnie i będę do tego nawiązywać (tak do 60 rozdziału będą ze dwa nawiązania :D).
      Zaklęcia sprzątające, to moje marzenie, chętnie przytuliłabym choćby jedną formułkę :D
      Jess... Starucha jest trochę creepy, ale zacznijmy od tego, że wszystko było oczami Katheriny, która pierwszy raz ją spotkała i była "czujna". Jess i Adalbert byli szczęśliwi z powodu jej przybycia do Portree i do tego kiedyś wrócę, ale to za ładnych kilka lat czasu blogowego. Czasami coś o niej napomknę, ale dłuugo jej nie będzie, więc nie niepokój się :)
      Cieszę się, że trafiłam z inspiracją :D Też uwielbiam te klimaty i czasami zastanawiam się nad jakimiś dzikimi tańcami w kręgu z ognia, z melodią graną na dudach w tle :P Ale t chyba już byłoby za dużo :D
      A co do tego, że są pytania, a nie ma odpowiedzi to... Spojrzałam sobie w planner notek i stwierdziłam, że już porzucam tutaj z numerami rozdziałów, bo ja tak obiecuję i obiecuję, że coś się zacznie dziać, a się nie dzieje i to denerwujące dla Was :D
      Więc:
      W 49 Jess napisze do Dorcas i trochę wytłumaczy, dlaczego Bert nie chce się ujawniać ze swoją orientacją, i tu też może będą jakieś słowa, które będą trochę niepokojące, ale nie jestem jeszcze pewna.
      Potem do rozdziału 53 włącznie, nie będzie nic takiego wielkiego.
      W rozdziale 54, będzie coś więcej o Bercie (głównie info o wizjach).
      A potem przez jakieś dwa rozdziały znów podsycę ogień.
      W 57 Bert zadrze z pewną osobą i to będzie błąd. Zacytuję Vivian z Pretty Woman: "Big mistake! Big! Huge!"
      W 58 zostanie odkryta pewna tajemnica i tutaj podejrzewam, że rozdział ten będzie miał dwie części, bo wyjdzie mi dłuuuuuugi post. W pierwszej części byłoby ujawnienie, a w drugiej wszelkie konsekwencje.
      Także jeszcze 10-11 rozdziałów (plus jeden dodatek) i wreszcie trochę się wyjaśni. Nie wszystko, ale pojawi się kilka odpowiedzi i mam nadzieję, że pojawi się kilka teorii :)
      A poza tym, pojawi się też wątek utraty i zmiany patronusa. Przedwczoraj przeglądałam dodatki i byłaś ciekawa tego wątku, wg. plannera w 55 będzie coś o tym. :)
      Mam nadzieję, że w międzyczasie nic mi się nie przesunie, bo czasami notki wychodzą za długie i trochę mi się przesuwają numeracje, ale postaram się już trzymać tych punktów i pisać, tak, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. :)
      49 postaram się wstawić do końca przyszłego tygodnia, ale na 100% nie obiecuję, że będzie, bo zajęłam się streszczeniem.
      Dzięki ślicznie za opinię i mam nadzieję, że jesteś trochę uspokojona, skoro takie plany tu przedstawiłam :D

      Również pozdrawiam i ściskam mocno!
      SBlackLady :*

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź! Czuję się w pełni usatysfakcjonowana, zarys planu jest, można spokojnie czekać i więcej się nie czepiać xd mam nadzieję, że kolejny wpis pojawi się prędko i będzie długaśny - bo nareszcie mam trochę więcej czasu.

      Buziaki ❤
      Drama

      Usuń
    3. Ja nie mam nic do czepialstwa :D Dzięki temu wiem, do czego się przyłożyć :D
      Ja tak obiecywałam, że już wkrótce, a tu cały czas budowanie napięcia jest, więc teraz jest białe na takim dziwnym fioletowym, że za 10-11 notek plus jeden dodatek, wyjdzie ta kluczowa informacja o Bercie :D
      Cieszę się, że masz więcej czasu :D Mam nadzieję, że Furia też go będzie miała, bo ja tak czekam i czekam na Waszą Dorcas! :D

      Pozdrawiam cieplutko!
      SBlackLady :*

      Usuń

Cześć Drogi Czytelniku!
Jeśli przeczytałaś/eś rozdział, podziel się ze mną swoją opinią i uwagami.
Przyjmuję konstruktywną krytykę – ale pamiętaj, żeby zachować kulturę wypowiedzi.
Jedna obelga, to jeden smutny labrador!

Masz jakieś pytania?
Czegoś nie pamiętasz lub nie do końca wiesz, co autorka miała na myśli?
Zapytaj o to w komentarzu – SBlackLady zawsze odpisuje!

KATHERINA (49) SYRIUSZ (43) JAMES (41) LILY (41) JESSICA (40) DORCAS (39) JANE (38) WILLIAM (37) REMUS (28) HOGWART (25) PAUL (22) ADALBERT (19) ANGLIA (19) MOODY (15) ZAKON FENIKSA (15) AUROR (14) DUMBLEDORE (14) TOBIAS (14) MEADOWS (11) POTTEROWIE (11) BONES (10) MCGONAGALL (10) PARKESOWIE (10) AUSTRALIA (9) INNE SZKOŁY (9) CHARLUS (8) DAGNY (7) DOREA (7) PAESEGOOD (7) WAKACJE (7) ŚMIERCIOŻERCY (7) ELIZABETH PRONTON (6) CAROLINE (5) KURSY (5) LISTY (5) ROBERT (5) ROSJA (5) ŚWIĘTA (5) 18+ (4) CLARE (4) GREGORY (4) HENRY (4) MISJA (4) POJEDYNEK (4) STEPHANIE (4) HUNCWOCI (3) OKLUMENCJA (3) STANY ZJEDNOCZONE (3) VOLDEMORT (3) WALKA (3) ANDROMEDA (2) KARTNEY'OWIE (2) LAGERE (2) PATRONUSY (2) PIERWSZA WOJNA CZARODZIEJÓW (2) REGULUS (2) WIELKANOC (2) ŚLUB (2) BEATRISHA (1) FRANCJA (1) HOGSMEADE (1) IMPREZA (1) JACK (1) JULIETTE (1) KONKURS (1) MECZ (1) MICK (1) NOC DUCHÓW (1) ORGANIZACJA (1) OWUTEMY (1) QUIDDITCH (1) SNAPE (1) informacja (1)

Obserwatorzy

Theme by Lydia | Land of Grafic